“Ranyboskie Julek” -
Jan Karp
Książka reklamowana
jest jako (kolejny) polski Mikołajek. Tymczasem jak dla mnie
idealnie wpasowuje sie w trend w książce dziecięcej, który można
określić jako pochwałę brzydoty i to brzydoty blisko graniczącej
z dziadostwem. Nie tylko
opisany świat jest o kilka tonów bardziej szary od tego widzianego
za oknem, a bohaterowie mogliby z powodzeniem zasilić obsadę
Kiepskich. Także nafaszerowana kolokwializnami i niezręcznościami
warstwa językowa nadąża za całością. I nie wiem, czy akurat w
tym przypadku jest to wynik stylizacji.
P.S. Apel do Naszej
Księgarni, która dotychczas znana mi była z nieposzlakowanej
jakości swojej oferty: Uwolnijcie Karpie.
Nie muszą pływać akurat w Waszym stawie.
Seria “Mikołajek” -
Sempe i Goscinny
Przygody Mikołajka i
innych chłopaków były hitem mojego dzieciństwa. Teraz czytam
kolejne tomy moim dzieciom. Sama natomiast jestem jakby mniej
zachwycona. Na forum szkolnym bohaterowie non stop i bez ustanku się
tłuką. Mam wrażenie, że kilkakrotnie więcej niż jakiekolwiek
dzieci znane mi z "reala". W domu zaś to nie rodzice wychowują
Mikołajka, tylko raczej on ich (zwłaszcza ojca). Do tego
bohaterowie przez wszystkie 8 tomów nie ewoluują i nie wyciagają
wniosków z wlasnych błędów. Każda kolejna historyjka jest jak
dzień świstaka – to samo i tak samo. Trudno się dziwić.
Mikołajek powstał jako prasowy cykl satyryczny skierowany raczej do
dorosłych niż do dzieci.
Jednak seria panów
Sempego i Goscinnego okazała się u nas takim hitem, że brnę przez
kolejne tomy, okraszając od czasu do czasu lekturę własnymi
komentarzami.
Ten najgrubszy, 600
stronicowy tom wydany przez Znak, leży jednak ukryty na dnie szafy.
Czasami, po godzinach, czytam go sobie sama w wannie:).
"Jaśki" – J.P.
Arrou-Vignod
Kolejni kumple Mikołajka.
Kolegów Mikołajek ma wielu, a ich populacja rośnie w
zastraszającym tempie, kolejne klony zaś przyjmują kstałty coraz
bardziej odległe od oryginału. Jaśki to kumple oldskulowi, z lat
60 tych. Nad Mikołajkiem mają tę przewagę, iż jest to normalna
książka, a nie zbiór epizodów i ścinków, dzięki czemu
najmłodsi bohaterowie jednak się zmieniają i dojrzewają (uff, a
wydawało się, że dojrzewanie to proces zapomniany i
przereklamowany). Rodzice Jaśków zaś dla odmiany nie przypominają
dzieci we mgle i nawet czasem uda im się z sukcesem sterować swoimi
pociechami. Chociaż trudno się dziwić, że w rodzinie z 6 dzieci
można tylko z grubsza moderować proces wychowawczy.
Polecam dorosłym fanom
Mikołajka czytającym swoim dzieciom. Dla młodych czytelników
porównywalna przyjemność. Starsi zaś będa mogli oszczędzić
swój zgryz, przez brak konieczności ciągłego nim zgrzytania.
"Mikołajek w szkole PRL" –
Maryna Miklaszewska
Pisałam o tej książce
jakiś czas temu jako o własnej lekturze. Czujni młodociani fani
Mikołajka francuskiego wypatrzyli ją jednak na półce i zażądali
wieczornej lektury. Ciężka sprawa – to w zasadzie jest ksiażka
dla tych, którzy z grubsza pamiętają jeśli nie stan wojenny, to
chociaż realia PRL. Ale w tym szaleństwie jest jednak metoda. Po
pierwsze – podobno za mało jest w tej chwili książek
przybliżającym historię dzieciom – no to ta przybliża aż za
bardzo. Po drugie – dzięki konieczności wytłumaczenia pięcio-
czy sześcioletniemu dziecku takich haseł jak “WRONa Orła nie
pokona” czy też “Gdyby Urban nosil turban, to zamiast świni
bylby Chomeini” rodzic ćwiczy swoje szare komórki, co jak
wiadomo, jest koniecznym warunkiem zachowania sprawności umysłowej
do późnej starości.











