
Pierwszy kontakt z twórczością pisarki miał miejsce w podstawówce (wówczas jeszcze ośmioletniej), przy okazji "Śmierci na Nilu". Kolejnym hitem okazało się "Zło czai się wszędzie". W siódmej czy ósmej klasie przyszła kolej na pierwszą "Agatę" po angielsku - padło na "Endless night"- "Ciemność i noc".
Przez lata przeczytałam większość kryminałów Lady Agaty. Próbowała mnie wprawdzie zniechęcić niejaka Miss Jane (nei mylić z Jane Marple), pracująca przez chwilę w moim liceum jako native speaker (czyli siła fachowa do konwersacji), twierdząc, że "Agatha Christie is not literature", ale przyjęłam jej twierdzenie wzruszeniem ramion. Podejrzewam dzisiaj, że alternatywną lekturą, którą próbowałaby mi wcisnąć, byłyby "Mdłości" Sartre'a.
Po jakimś czasie jednak na froncie Agatowym nastąpił przesyt. Mimo, że słabo zapamiętuję fabuły, przy kolejnym czytaniu już wiedziałam- w tej mordercą, będzie policjant, w tej dziecko, a w tej - chyba ta wredna ruda z czerwonymi paznokciami...
"Opowiedzcie, jak tam żyjecie"- wspomnienia z wypraw archeologicznych, pozwoliły mi poznać pisarkę z zupełnie innej strony, przede wszystkim jako humorystkę (bo to, że jest bystrą obserwatorkę rzeczywistości widać po lekturze pierwszego lepszego kryminału). Dlatego też moje plany czytelnicze, jeśli chodzi o to wyzwanie, to przede wszystkim "Autobiografia". Mam nadzieję, że niezbyt napięte ramy czasowe wyzwania, pozwolą mi zrealizować te zamierzenia:).
Źródło zdjęcia


