Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 kwietnia 2013

"Takie buty z cholewami" - Szewach Weiss

Szewach Weiss znany jest w Polsce przede wszystkim jako były ambasador Izraela. Mimo, że był nim tylko przez 3 lata (2000-2003), pozostał do dziś aktywny na polskiej scenie medialnej i naukowej. Politycznej zresztą pewnie trochę też – przynajmniej, jeśli chodzi o politykę międzynarodową.

Wcześniej, w Izraelu, był przede wszystkim własnie politykiem. Osiągnął na tym polu niemal wszystko (najwyższe stanowiska to przewodniczący Knesetu i wiceprezydent), otarł się nawet o pokojową Nagrodę Nobla (uczestniczył w rozmowach pokojowych z Palestyńczykami (które zaowocowało porozumieniem z Oslo), za które dostali w końcu nagrodę stojący wówczas nieco wyżej w państwowej hierarchii Izraela Icchak Rabin i Szimon Peres. To jednak nie koniec jego aktywności: politolog, wykładowca, sportowiec, trener sportowy, a także autor książek dla dzieci. Szewacha Weissa najwyraźniej rozpierała energia i niechęć do marnowania choćby jednej chwili w życiu.

Skąd się brała możemy chyba wyczytać między wierszami w „Butach z cholewami”. Polityk urodził się w 1935 w Borysławiu i tam też spędził okupację. Ponieważ jego miasto znalazło w 1939 się po radzieckiej stronie granicy, Niemcy wkroczyli tam w czerwcu 1941. Rodzina Weissów przez 29 miesięcy, dzięki pomocy sąsiadów, ukrywała się poza tamtejszym gettem, w warunkach trudnych do zniesienia także fizycznie (w piwnicy, w podwójnej ścianie domu, itd). Szewacha to jednak nie złamało, a w jakiś sposób dało napęd do wykorzystywania wszystkich życiowych możliwości. Gdy w 1946 roku, jako 11 – latek, znalazł się w Izraelu (sam, rodziców zatrzymały w drodze kłopoty zdrowotne ojca), dosłownie rzucił się na zdobywanie wiedzy i doświadczeń życiowych, zwłaszcza na niwie politycznej. Co po latach zaowocowało wielką karierą skromnego chlopaka z Borysławia.

Wywiad – rzeka z Szewachem Weissem jest trochę jak spacer po całym zyciu tego człowieka. A że było to życie niezwykłe i bogate w wydarzenia, czytelnik ma do wyboru wiele ścieżek, które może dokładniej spenetrować i chwilę się na nich zatrzymać. Jest więc ścieżka spraw trudnych, ścieżka spotkań z ciekawymi ludźmi (Irena Sendlerowa, Jan Karski a także Jan Paweł II, który stwierdził, i ż Weiss... mógłby nieco popracować nad swoim językiem polskim. Co zresztą ten ostatni uczynił.), ścieżka muzealna (Weiss, jako były szef Yad Vashem, wręcz tryska pomysłami na uatrakcyjnienie planowanego Muzeum Żydów Polskich) i wiele, wiele innych.

 Ja wybrałam dwie. Pierwszą jest wątek izraelski. Z fascynacją czytałam o organizacji tamtejszego życia społecznego. Szewach Weiss, który trafił do Izraela de facto jako sierota, nie tylko miał zorganizowaną podróż (zresztą, dla ominięcia ograniczeń wizowych, jako przyszywane dziecko innej rodziny). Już w Izraelu, wówczas jeszcze zresztą pod administracją brytyjską, wszechstronnie się nim zaopiekowano. Trafił mianowicie do szkoły-kibucu, która doskonale przygotowywała swoich wychowanków do dorosłego życia. Słowem - pełen komfort i świetna organizacja. Druga ciekawostka: ocaleni z Zagłady, aż do 1962 roku (czyli procesu Eichmanna), wcale nie chwalili się w Izraelu swoją historią i pochodzeniem. Promowany był raczej kult pionierów, przybyłych do Izraela przed wojną, pracy fizycznej, służby wojskowej. Wojenna historia Żydów europejskich kojarzyła się zaś źle – z ofiarą i słabością. Chodziło oczywiści o uformowanie na nowo tożsamości narodowej. Ceną było to, iż wielu ludzi musiało wyprzeć swoją historię... na jakieś kilkanaście lat.

Zainteresowała mnie również „ścieżka” polskich fascynacji byłego ambasadora. Szewach weriss jako dziecko byl dwujęzyczny – posługiwal się jiidisz i polskim. Tego ostatniego nie używał przez 40 lat po przybyciu do Izraela. Nie czuł też żadnej nostalgii za krajem lat dziecinnych. Do czasu – przypadkowa wizyta w Polsce tuz po zakończeniu stanu wojennego, z półlegalnei wyłuzona wizą rumuńską, na nowo aktywowała w jego tożsamości podmoduł polski...

Można by długo jeszcze pisać, ale po co – zainteresowanych zachęcam do sięgnięcia po książkę i przetarcia sobie w niej swoich ścieżek:).

Takie buty z cholewami
Życie, polityka, pasje
Szewach Weiss (w rozmowie z Anną Jarmuziewicz)
Kraków 2012, Wydawnictwo M


Uwaga: z przyczyn technicznych posta publikuję po raz drugi (nie wyświetlał się niektórym użytkownikom).

środa, 16 lutego 2011

"Gazeta lokalna" - Shulamit Lapid

"Gazeta lokalna" to izraelski "babski kryminał", porównywalny jakością z gwiazdami kryminału... rosyjskiego- Marininą i Małyszewą.
W roli głównej występuje 30-letnia dziennikarka z Beer Szewy- Lizzie Bahidi- mocno zaabsorbowana pracą w swojej gazecie, a po godzinach zmuszona zajmować się swoim powikłanym (jak na singielkę) życiem rodzinnym.
Jak na dziennikarkę - omnibusa przystało, musi zajmować się także zajmować licznymi kryminalnymi aferami trapiącymi jej rodzinne miasto, a że lokalna policja w przeciwieństwie do Lizzie ma mniej wymagające szefostwo, nasza bohaterka siłą rzeczy jest zawsze krok do przodu.

Oprócz intrygi kryminalnej i galerii malowniczych bohaterów, warto zwrócić uwagę na tło- współczesny Izrael, i kompletnie nietypową mentalność jego mieszkańców- pionierów (kolonizujących nie tak długo wcześniej pustynię), bądź ich potomków. Dla mnie było to jak wycieczka do innego świata.
Polecam w przerwie między poważniejszymi lekturami.

P.S. Inną książką z tej serii jest "Krew mojej konkubiny" - moim zdaniem jeszcze lepsza od "Gazety lokalnej".

wtorek, 28 września 2010

Opowieść o miłości i mroku- Amos Oz

Ostatnio w kolejnych postach zastanawiam się ile treści można zawrzeć w 200 stronach , ile w 400, teraz przyszła pora na cegłę 600-stronicową.
"Opowieść.." to autobiografia znanego izraelskiego pisarza, dość nietypowa, sięga bowiem w przeszłość nawet do 200 lat przed jego urodzeniem, natomiast kończy się gdzieś w okolicach jego ślubu, czyli niewiele po 20 urodzinach. A i tak największe nagromadzenie faktów i detalicznych opisów dotyczy okresu do 12 roku życia. Dalej, mam wrażenie, że autor tylko zamyka kolejne tematy i szkicuje niektóre ważne wydarzenia. Dlaczego? Właśnie wtedy, w 1952 roku, załamał się jego świat, po samobójstwie matki.
Książka jest bogata w różne treści (o tym później), ale mam wrażenie, że została napisana głównie po to, aby rozprawić się z tym wydarzeniem. Wprawdzie na 600 stron tylko na kilkudziesięciu matka jest główną bohaterką (a nie tylko uczestniczką kolejnej kolacji szabatowej), ale mam wrażenie, że jest punktem centralnym, wokół którego krąży cała akcja, coraz bardziej zbliżając się do bohaterki, to znów oddalając się na bezpieczną odległość, aby napisać coś o książka, wuju, dziadku czy pierwszej miłości 8-latka. Widać to szczególnie w opisie tego czasu, gdy dotychczasowa melancholia i nadwrażliwość matki zmieniła się w prawdziwą depresję. Opisy kolejnych etapów choroby, aż po tragiczny finał, pojawiają się co kilkadziesiąt stron.
Widać także próby rekonstrukcji jej postaci, niekiedy bardzo szczegółowych -aż po opowieści o sąsiadach z czasów ukraińskiego dzieciństwa, wielokrotnie powraca postać Rosjanki- samobójczyni, która mogła, zdaniem autora, mieć jakiś wpływ na jego matkę.
Chociaż jest w jej historii wiele białych plam, których, ze względu na odejście świadków, nigdy nie zapełni.
Drugi powód napisania autobiografii- Oz w kilka lat po śmierci matki postanowił w dość radykalny sposób odciąć się od rodziny, zamieszkując w kibucu. "Przez wiele lat nie rozmawiałem z nikim zarówno na temat ojca jak i matki. Możnaby było pomyśleć, że jestem jakimś podrzutkiem" . Mam wrażenie, że książka jest próbą naprawienia tego błędu. Historie kilku pokoleń rodziny, opisy dzieciństwa w rodzinie erudytów i milion innych poruszonych tematów (polityka, historia, tajemnice pisarskiego warsztatu) mają zaprzeczyć takim podejrzeniom. Mnogość poruszonych tematów pozwoli też znalexć każdemu coś dla siebie.
Polecam.