Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieprzetłumaczone na polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieprzetłumaczone na polski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 października 2011

"Past Imperfect" - Julian Fellowes

Julian Fellowes to brytyjski aktor, pisarz i scenarzysta, najbardziej znany ze scenariusza oscarowego "Gosford Park". To autor jednego tematu - zmierzchu arystokracji. Po lekturze tej książki stwierdzam, że specjalizacja to niezła rzecz, autor wie o czym pisze i ma sporo interesujących spostrzeżeń do przekazania.

Historia zaczyna się w 2008, kiedy to bardzo bogaty, bardzo samotny i a do tego umierający Damian Baxter postanawia uregulować swoje ziemskie sprawy i znaleźć spadkobiercę swojego majątku. Istnieją bowiem pewne przesłanki, że w czasach szalonej młodości, kiedy jeszcze zajmował się czymś poza tłuczeniem kasy, mógł zostać ojcem. Namierzenie potencjalnej matki nie jest jednak proste, gdyż Damian, jako sensacja sezonu towarzyskiego 1968 zawarł bliską znajomość mniej więcej z połową londyńskich debiutantek, a kilka z nich zostało niewiele później szczęśliwymi matkami.
Damian zleca zadanie odnalezienia swojego spadkobiercy swojemu przyjacielowi z dawnych lat (którego imienia nigdy nie poznamy). I za pośrednictwem tego właśnie kolegi spotkamy kolejne kochanki Damiana, będziemy śledzić ich późniejsze losy (bardzo różne) a przede wszystkim zakosztujemy uroków londyńskiego sezonu 1968.
Książkę czyta się świetnie przede wszystkim ze względu na dogłębną znajomość tematu przez autora. Można w szczegółach dowiedzieć się jak wyglądała organizacja balu czy kolacji, a także poznać przemyślenia autora na temat arystokratów i ludzi, którzy się nimi ekscytują, a wszystko to na przestrzeni czterdziestu lat i zmieniającego się świata. Moim faworytem były rady dla chcących zainwestowac w rezydencję na angielskiej prowincji:).

Niestety nie jest to reportaż a powieść. Mi wystarczyłaby garść ciekawych spostrzeżeń, autor musi jeszcze podomykać wątki (zamiast na tym domknięciu poprzestać, niestety jeszcze przybija je młotkiem) i dodać kropki nad i (najlepiej ozdobne - w formie serduszek).
Słowem - autor przedobrzył z dosłownością. Mimo wszystko jednak uważam, że warto. Tylko ostatnie 100 stron męczy. Początkowe ...400 przyswaja się bezboleśnie:).

Podobny temat - poszukiwania "nieznanego" dziecka + spotkania z kolejnymi kochankami po latach - znajdziemy też w filmie "Broken Flowers" Jarmuscha. Tam scenarzysta jednak lepiej poradził sobie z tematem. Otwarte zakończenie dodaje mu znaczeń.
W przypadku "Past Imperfect" widać, że takie domykanie wątków na siłę jest niestety strzałem w stopę:(.

czwartek, 26 maja 2011

Opowieści z dreszczykiem



Ostatnio mam kryzys na całej linii jeśli chodzi o kryminały. Wciąż czytam, ale już mało co sprawia mi przyjemność. Wyłamała się z tego trendu Ruth Rendell, brytyjska autorka, z niewiadomych przyczyn mało znana w Polsce (choć np. ekranizował ja sam Pedro Almodovar). Na blogu pisałam już o uroczo niepoprawnym politycznie "Road Rage", mam za sobą też dość niedawną lekturę "W matni" - parodystycznie potraktowanej historii "mrocznej obsesji".
Teraz wyciągnęłam z półki "The Copper Peacock", zbiór 7 opowiadań z dreszczykiem, niekoniecznie z typowo kryminalną akcją, natomiast tak sprytnie skonstruowane, że czytając je obgryzałam paznokcie, a przed każdym kolejnym byłam lekko zestresowana. Przy czym stres ten był wynikiem umiejętnie stopniowanego napięcia, które sprawia, że czytelnik spodziewa się po bohaterach wszystkiego najgorszego. Czasami spodziewa się zresztą zupełnie niepotrzebnie:).
Polecam, ale ostrzegam. Po lekturze zapewne będziecie dużo szybciej niż dotychczas reagować w sytuacji, gdy będzie wam groziło przejechanie kota. No i można nabawić się odrazy do owoców morza:).

piątek, 22 kwietnia 2011

Dla miłośników panny Brodie

Nie, nie będzie kolejnej opinii. Fala uderzeniowa recenzji "Pełni życia Panny Brodie" Muriel Spark przewaliła się ostatnio przez blogi. Można o niej poczytać u Dabarai, Zacofanego w lekturze, Lirael, a jeśli ktoś czuje niedosyt- zostaje jeszcze lektura dyskusji na blogu Czytanki.anki.
Wygląda na to, że historia ekscentrycznej nauczycielki z brytyjskiej szkoły prywatnej w tatach 30-stych trafiła w czytelnicze zapotrzebowania. Słowem- wirtualne stadko panny Brodie rośnie w siłę:).
Zupełnym przypadkiem trafiłam wczoraj w antykwariacie na autobiografię autorki- "Curriculum vitae".

Oczywiście nie zdążyłam jeszcze przeczytać, znalazłam natomiast ciekawe szczegóły dotyczące pierwowzoru panny Brodie, czyli panny Kay. Wnioski po tej uzupełniającej lekturze są następujące - wyobraźnia pisarska nie ma granic, nawet, gdy twórca czerpie pełnymi garściami materiał z prawdziwego życia.
Na prośbę Ani z czytanek.anki wrzucam skany (a raczej zdjęcia) z interesującego fanów panny B. fragmentów. Sprawdziłam- dają się czytać. Fragment niestety dość spory, ale wrzucam go w całości, gdyż tylko tak da się wychwycić wszystkie smaczki.














środa, 20 kwietnia 2011

Hidden Lives - Margaret Forster


Myślę, że się zakochałam. Choć jak to bywa wiosną, ta miłość pewnie szybko wyparuje, zwłaszcza, że chodzi TYLKO o książkę.
A mowa o "Hidden Lives" Margater Forster, autorki dość skąpo tłumaczonej na polski (zaledwie 3 książki wydane w serii KIK, i to niekoniecznie te najlepsze), zadeklarowanej feministki, która z w swoich powieściach z upodobaniem dokonuje wiwisekcji rodziny. Nie stroni także od tematów biograficznych, zwłaszcza biografii słynnych kobiet.
"Hidden lives" to literatura faktu szczególnego rodzaju, dotyczy bowiem rodziny autorki, a konkretnie kobiet z tejże rodziny: babki Margaret Ann (ur. w 1869), matki Lilian (ur. w 1901) i jej sióstr, oraz samej Margaret F. (ur. w 1938). Daty urodzenia w nawiasach wrzuciłam nieprzypadkowo. W założeniu bowiem "Hidden Lives" to nie tylko rodzinne rozdrapy (bo nie jest to żadna grzeczna, podnosząca na duchu historia, oj nie), ale także podróż przez życie i sytuację kobiet na przestrzeni prawie stu lat. Autorka, przy okazji snucia rodzinnych opowieści chce obalić tezę, że życie kobiet na przestrzeni lat wcale się nie zmienia, i ich sytuacja jest wciąż zła, a światełka w tunelu nie widać. Co innego widać na przykłądzie jej rodziny. Inaczej wyglądało życie Margaret Ann- nieślubnego dziecka i służącej, której udało się osiągnąć awans społeczny za cenę rozstania z najstarszą, nieślubną córką. Matka autorki - Lilian, wprawdzie mogła zdobyć wykształcenie i przez dłuższy czas odnosić sukcesy zawodowe, chęć posiadania dzieci sprawiła , że skończyła jako kura domowa z depresją. Sama Forster (absolwentka Oksfordu a następnie nauczycielka i pisarka) pokierowała swoim życiem bardziej świadomie, nie tylko dzięki ogromnej ambicji i detrminacji, ale także dlatego, że życie kobiet nieprzerwanie zmieniało się na lepsze.

Życie to jednak nie klocki lego, a autor może sobie pisać ile chce, a czytelnik wyczyta to, co mu akurat pasuje. Po lekturze bowiem miałam nieco inne wrażenie, niż to które chciała przekazać Forster. A mianowicie takie, że ludziom (nie tylko kobietom) może żyje się coraz lepiej, mentalność się zmienia, ale w każdych historycznych dekoracjach ludzie maja jakieś pole wyboru, i niektórzy z niego korzystają (jak Margaret Ann i jej wnuczka), a inni poddają bitwę za bitwą, nawet przed jej rozpoczęciem. Tak robiła Lilian - dla mnie centralna postać książki. Bardzo nieszczęśliwa osoba, którą jej córka uważa za ofiarę systemu, choć przyczyny, moim zdaniem, w większości tkwiły w niej samej.
Dla Forster była niezwykle ważną osobą, także dlatego, że zbudowała swoje własne życie na staraniach, żeby być antytezą własnej matki. Siłą rzeczy poświęcała jej wiele swojego czasu i myśli, a efekt tego mamy w "Hidden Lives", gdzie dokonuje bolesnej wiwisekcji jej osoby, także jej własnego, zmieniającego się stosunku do niej. Jest to opowieść bolesnie szczera zarówno, jeśli chodzi o osobę matki, jak i córki, która nie ukrywa wielu swoich negatywnych uczuć.
Czasami łapałam się na tym, że Forster przesadza, niemal zawsze interpretując fakty na niekorzyść Lilian. Nie przekroczyła jednak granicy, za którą jest juz tylko niesmak. Raczej smutek, że tak bardzo się od siebie oddaliły (także ze względu na ekstremalna różnicę charakteru), ze nigdy do końca się nie zrozumiały (Forster ma z tym problemy także wiele lat po śmierci matki), że matka tak bardzo ukształtowała się wg cudzych wzorców, że zupełnie zagubiła siebie. Zapewne obydwie kobiety pogodzić i zrozumieć mogłyby się dopiero w zaświatach (w które zresztą Forster, córka gorliwej anglikanki, nie wierzy).
Widać, że temat matki to nie do końca zabliźniona rana (zupełnie inaczej bowiem relacjonuje, znaną tylko z drugiej ręki, histrię swojej babci). Zresztą może rana to złe słowo - te wczesne lata mocno autorkę naznaczyły, nie tylko w negatywnym sensie - także zdefiniowały jej zainteresowania literackie (w linkach wrzuciłam link do recenzji jednej z książek wydanej po polsku- z centralną postacią bardzo przypominająca Lilian), jak i społeczne (feminizm).

Wartość tej książki polega na tym, że bardzo głęboko wchodzi w życie "podstawowej komórki społecznej", dzięki temu nawet, jeśli nasz bagaż rodzinny był inny, myślę, że łatwo będzie znaleźć materiał do przemyśleń, który można odnieść do swojego życia. Acha - nie ma w tej historii żadnych ewidentnych patologii (choćby molestowania seksualnego czy przemocy)- to uwaga dla tych, których taka tematyka odstrasza.
Oprócz tego - "Hidden Lives", ujawniła u mnie skłonność podglądackie. Gdy tylko dowiedziałam się, że Forster napisała również kontynuację "Precious Lives", poświęconą w większości ojcu, już zaczęłam sobie ostrzyć zęby na kolejną wiwisekcję.

Ksiażkę świetnie się czyta. Naszpikowana jest detalami z życia codziennego klasy robotniczej w jej rodzinnym Carlisle - szczegółami topograficznymi, opisami szkół, wakacji, wizyt u lekarza... Autorka wręcz maluje słowem, a robi to tak zręcznie, że po lekturze mamy przed oczami obrazy z książki.
Notka pewnie nie jest specjalnie zachęcająca, nie bardzo wiedziałam z której strony ugryźć temat. Pewnie, gdybym poleciała schematem: saga rodzinna/tajemnica (ostatecznie która rodzina nei ma tajemnic?), byłabym bardzie skuteczna w reklamowaniu książki:).
Jednak nawet, jeśli moja opinia nie zachęca, jeśli kiedyś ten biały kruk wpadnie wam w ręce, dajcie mu szansę:).

Linki:
O Margaret Forster w wikipedii.
Nieco lifestylowy artykuł o MF, w kontekcie "Hidden Lives" i "Precious Lives"
Jedyna blogowa recenzja po polsku innej książki MF u Zosik.
Jeszcze jedna recenzja "Hidden Lives"

wtorek, 22 marca 2011

Salon odrzuconych czyli stosik na opak

Salon odrzuconych... czyli kilka książek, o których szerzej nie napiszę. Z braku czasu bądź z braku materiału.


"Zły dotyk" (Acid Row) Minette Walters. Wrzucam w nawiasie oryginalny tytuł, gdyż gdybym miała się sugerować tytułem polskim w życiu bym nie sięgnęła po książkę. To moje trzecie spotkanie z tą autorką (wcześniej były nie tłumaczone na polski The Devil's Feather i Disordered Minds), jak zwykle jest to mocno osadzony w życiu codziennym thriller. Tym razem mamy dwa wątki- zamieszki "antypedofilskie", które przeradzają się w próbę samosądu i dramat rodzinny z molestowaniem dziecka w tle. Do tego dorzucony portret społeczności zamieszkującej tytułowy Acid Row (ja bym to przetłumaczyła jako np. jako Zaułek Dealerów:)).
Zazwyczaj lubię tę autorkę, jej powieści nie są tłuczone z jednego szablonu, i jest niezła w serwowaniu czytelnikowi fabularnych zaskoczeń, ale tym razem (moim zdaniem) lekko przesadziła z dawką pozytywnego przesłania w jednym z wątków, przez co przestałam wierzyć tę historię. Mimo wszystko jednak jest to autorka warta wypróbowania (przez miłośników gatunku oczywiście:).

"Burning Bright" Helen Dunmore (laureatki Orange Prize z 1996) z kolei naprawdę mi się podobało. Ma jednak pecha- nie zostało przetłumaczone na polski, a nie zwaliło mnie z nóg do tego stopnia, żeby napisać o nim więcej mimo to. Traktuje o przyjaźni 16-latki i starszej pani, obydwie zostały przypadkiem uwikłane w kontakty z "handlarzami żywym towarem". Niezwykła jest główna bohaterka - nastolatka Nadine- charakteryzuje ją teflonowa niewinność, której nic się nie ima. W żaden sposób nie byłam w stanie jej rozgryźć, choć miałam kilka pomysłów. Oprócz wątku współczesnego w tle mamy przedwojenną historię erotyczno-kryminalną rozgrywającą się w scenerii prestiżowego klubu dla kobiet, a wisienką na torcie jest wpleciona w to wszystko bajka o Królowej Śniegu. Całość nietypowa i ciekawa, a do tego z pozytywnym przesłaniem, jeśli ktoś się dokopie do tej książki (bywa na Allegro), to polecam:).

"Janice Gentle i seks"- Mavis Cheek- miałam ochotę na coś lekkiego i zostałam za to srodze ukarana. Tytułowa Janice Gentle to kompletnie niezaradna życiowo, oderwana od rzeczywistości 40-latka, która w prawdziwym życiu byłaby klientką opieki społecznej, u pani Cheek jest natomiast autorką bestsellerowych romansów. Pytanie skąd bierze do nich materiał pozostało bez odpowiedzi. Trudno uwierzyć w istnienie takiej postaci, więc i ja w nie nie uwierzyłam. Jeszcze mniej wiarygodne wydało mi się rozwinięcie jej losów. Jednym słowem- dla mnie była to porażka.

"Adwokat Diabła" - Morris West- Lata 50-te 20. wieku, umierający na raka ksiądz Blaise Meredith prowadzi wywiady do procesu beatyfikacyjnego zmarłego 15 lat wcześniej kalabryjskiego rolnika o dwuznacznej reputacji. Portret zamkniętej włoskiej społeczności rolniczej i historia wewnętrznej przemiany. Stonowana i wyważona, nawet mi się podobała, ale nie mam pomysłu jak tu się na jej temat rozpisać:).

piątek, 18 lutego 2011

Die Mülltonne und andere Geschichten- Italo Calvino

Po książki Italo Calvino sięgnęłam kiedyś z rekomendacji samego Gustawa Herlinga Grudzińskiego, który poświęcał sporo miejsca temu autorowi we wcześniejszych tomach swojego "Dziennika pisanego nocą". Było to jednak wiele lat temu i od tego czasu zatarły się w mojej pamięci historie Baronów Drzewołazów i Podróżnych.
Przypadkiem trafiłam na niewydany po polsku tom opowiadań dotyczących fenomenu pamięci i wspomnień, jest to książka której pisanie przerwała śmierć Calvino, planowanych opowiadań miał być więcej, ale i tak to, co udało się zebrać, to eseje naprawdę wysokiej próby.
Pozornie dotyczą wspomnień autora ogniskujących się wokół różnych "prostych" tematów- rodzinne miasteczko (we włoskiej Ligurii- miałam okazję przypomnieć sobie klimaty z książek Annie Hawes), ojciec, wyprawy do kina, wspomnienia wojenne. Sa one jednak okazją do krótkich wycieczek w krainę filozofii, kultury, ekonomii, antropologii. Niesamowita jest zdolność autora do formułowania myśli i ustawiania z nich zgrabnych konstrukcji.
Odrębne miejsce w zbiorku przysługuje opowiadaniu tytułowemu ("Śmietnik"), gdzie prozaiczną czynność wyrzucania śmieci autor obudował taką siecią skojarzeń z różnymi dziedzinami nauki, że wystarczyłoby ich spokojnie na napisanie magisterki. Do tego całość podszyta jest dyskretnym humorem.
Jednym słowem polecam.

czwartek, 30 września 2010

Castle Rackrent (Zamek Rackrent)- Maria Edgeworth


Książka przeczytana w ramach wyzwania Klasyka literatury popularnej. Z lenistwa zabrałam się za niespełna 100 stronicową książkę współczesnej Jane Austen Anglo- Irlandki Marii Edgeworth. Mimo, że kompletnie nieznana, książka, o dziwo, dała się czytać. I to bez przykrości.
Ale po kolei: Castle Rackrent to historia czterech kolejnych lordów Rackrent, którzy z podziwu godnym talentem przehulali, z początku całkiem pokaźny, rodzinny majątek.
Sir Patrick- wielbiciel wielkich uczt, słynny ze swojej gościnności; Sir Murtagh- wyżywający się w licznych procesach z sąsiadami i dzierżawcami, z których zyski niestety były sporo niższe niż koszta sądowe; Sir Kit- urodzony koniarz trzymający w wieży niepokorną żonę; wreszcie Sir Condy- prawdziwe dziecko we mgle, które mimo to, a może dzięki temu zostaje wybrane do parlamentu. Tonąca w potokach whisky historia zostaje opisana z punktu widzenia sarkastycznego majordomusa Rackrent- poczciwego Thady Quirka (zwanego potem Starym Thadym, a w końcu również Biednym Thadym).
Bohaterowie przypominali mi nieco Zakupoholiczkę- mistrzynię w żonglowaniu kartami kredytowymi. Jej 19- wieczni poprzednicy byli równie pomysłowi- nie mieli zwyczaju otwierać wezwań do zapłaty, rozprzestrzeniali plotki o bogatym ożenku, żeby zapewnić sobie dalszą możliwość zadłużania się, przekupywali szeryfa, aby odsyłał chętnych do aresztowania ich za długi do innego hrabstwa, a gdy to nie pomagało -dawali się wybrać do parlamentu, aby zapewnić sobie immunitet. Różnica między współczesnymi czasami Zakupoholiczek, jest taka, że 19-wieczni dłużnicy jednak kończyli źle, teraz wydawanie kasy, której się nie ma, jest promowane przez literaturę, gdyż, przynajmniej do czasu, sprzyja wzrostowi PKB.
Książkę czyta się płynnie i przyjemnie, bohaterowie i sytuacje są autentycznie zabawni, choć czasami bywa to śmiech przez łzy. Chociaz w założeniu książka miałą być prozą interwencyjną, piętnującą irlandzkie wady narodowe, o dziwo, wcale się nie zestarzała. Spokojnie mogłaby stać się podstawą scenariusza sitcomu.
Polecam.


czwartek, 9 września 2010

Twelve sharp- Janet Evanovich

Kolejna wakacyjna lektura,. tym razem babski kryminał z serii "numerycznej" ("Po pierwsze dla pieniędzy" itd). Powraca stara dobra Stephanie Plum, łowczyni nagród. Ostatnio czytałam piątą część cyklu (Twelve, jak łatwo zgadnąć jest częścią dwunastą), ale od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Steph nadal nie chce zalegalizować swojego związku z przystojnym policjantem Morelli, a to dlatego, że platonicznie (tak, tak, nadal platonicznie, mimo, że przegapiłam 7 części niewiele się tu nie zmieniło) leci na pracującego w pokrewnej branży ochroniarskiej Komandosa. Babcia Mazurowa nadal nałogowo odwiedza lokalny dom pogrzebowy, i gdy to tylko możliwe, wywołuje skandale otwierając trumny, a w wolne od uroczystości żałobne dni, próbuje używać życia, co nieodmiennie kończy się wypadnięciem dysku i dłuższą rekonwalescencją. I tak dalej, wszędzie malownicze postacie i zabawne sytuacje.
Czyta się bardzo przyjemnie. Fabuła i watek kryminalny nie mają tu większego znaczenia. Po 2 miesiącach od lektury z trudem przypomniałam sobie o co chodziło, ale chyba nie chce mi się go przeklepywać, bo w sumie nie ma on aż takiego znaczenia.
Idealna lektura do wanny. Nie wymaga natężonej uwagi i odpręża. Polecam na wakacje i nie tylko.

P.S. Jednak zarzucę to streszczenie, przynajmniej początku, żeby nie wyszło na to, że to jakieś romansidło.
Stephanie zaczyna nękać tajemnicze babsko z pistoletem, które twierdzi, że jest żoną Komandosa (której istnienie jest dla Steph całkowitym zaskoczeniem), i najwyraźniej dybie na jej życie. Kilka dni później może jednak przestać się nią martwić, przynajmniej w charakterze zagrożenia dla swojego życia, gdyż znajduje jej zwłoki. Jednocześnie policja z pomocą telewizji zaczyna szukać Komandosa, który porwał swoją córkę (o której istenieniu Steph dla odmiany wiedziała), a on sam pojawia się z torbą podróżną u jej drzwi.
Stephanie musi zdecydować, czy jej koledze na starość odbiło, czy też może padł ofiarą spisku...

poniedziałek, 6 września 2010

Ruth Rendell- Road Rage

Road Rage, nietłumaczona dotychczas na polski, to kryminał z ekologią w tle, ale nie taki, jakie masowo powstają obecnie, pewnie dlatego, ze napisany został w latach 80-tych, kiedy ekologia nie miała jeszcze statusu religii. O dziwo bowiem "obrońcy środowiska" sa tu czarnymi charakterami.

Jeśli macie podejrzenia, że ekologom nie zawsze chodzi o ochronę żuczków i pszczółek, a często niestety o politykę, wywieranie wpływu na ludzi lub po prostu (a fe) kasę, z przyjemnością przeczytacie tę książkę.

W okolicy Kingsmarkham, miasteczka, z którego pochodzi inspektor Wexford (zresztą bohater całej serii), ma powstać nowa droga. Ponieważ planowana trasa przebiega przez siedlisko unikalnych motyli, okolica zaludnia się demonstracjami ekologicznych aktywistów na czele z najbardziej bojową grupą działaczy przykuwających się do drzew. Aż w końcu najbardziej radykalna grupa, o której nikt wcześniej nie słyszał porywa pięć przypadkowych osób, w tym żonę inspektora Wexforda, i zapowiada, że będzie dokonywać na nich kolejnych egzekucji, jeśli budowa trasy nie zostanie wstrzymana.

Żądanie nietypowe jak na porywaczy- wstrzymanie czy nawet zaniechanie budowy jest decyzją administracyjną, która w każdej chwili może być zmieniona. Ich działania , jak na obrońców motyli wydają się zresztą dość radykalne, i oczywiście nie o motyle tu chodzi. Policjanci, przez domniemany pacyfizm ekologów, mają początkowo problem, czy można ich okreslić jako terrorystów.

Nie zdradzę, jak cała historia skończyła się dla porywaczy i porwanych (poza tym, że była naprawdę nieźle wymyślona). Ok, skończyła się źle, a jedyną osobą, która wyszła z tego bez żadnych szkód była chyba żona inspektora.
Ciekawe były dla mnie kulisy takiego ekoprotestu, to że nie przez przypadek właśnie te, a nie inne obiekty są przedmiotem protestów i wielkiej medialnej akcji, tymczasem inne, często bardziej szkodliwe dla ludzi otacza głucha cisza.
Jakby komuś było jeszcze mało dodatkowych atrakcji, mamy tu jeszcze echa eksperymentu Zimbardo- porywacze-amatorzy, z natury oczywiście łagodne baranki, bardzo szybko rozsmakowują się w swojej roli.
Warto przeczytać ze względu na wątki kryminalne i pozakryminalne. Jedna z lepszych moich lektur wakacyjnych, a przynajmniej najbardziej zapadająca w pamięć.


P.S. Wygląda na to, że Rendell jest całkiem przyzwoitą autorką, choć nie na topie. Przed wakacjami trafiłam na inną jej książkę "W Matni" (Going wrong) i też mam całkiem pozytywne wrażenia. Taka parodia "mrocznego studium obsesyjnej miłości". Jeśli trafię na kolejne jej książki, na pewno nimi nie pogardzę.