Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eseje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eseje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 czerwca 2014

Hurtownia książek - podróże po Polsce wehikułem czasu

Zupa na gwożdziu - Melchior Wańkowicz. 

Zbiór artykułów prasowych wygrzebanych spod podłogi. Może to i dobrze, że to drugi sort, bo Wańkowicz tym razem nie zabija epatowaniem erudycją i pokazywaniem swojego ego z każdej strony. Świetna lektura do wanny i autobusu. O Warszawie, emigracji, wojnie, literaturze i filmie. A zza tego wyłania się gdzieś postać starzejącego się pisarza, udręczonego życiem w Warszawie na rogu Puławskiej i Rakowieckiej (pod rurą wydechową i w hałasie tramwajów), któremu nawet jeden z nielicznych w mieście Mercedesów jest w stanie życia osłodzić.


Małżeństwo niedoskonałe, Rozwód niedoskonały, Miłość niedoskonała - Krystyna Nepomucka

Cykl Nepomuckiej okupuje w mojej bibliotece regał z romansami, tymczasem, przynajmniej w początkowych tomach, bliżej mu do sagi rodzinnej. Zbiorowym bohaterem jest rodzina o korzeniach wołomińsko-krakowskich, zamieszkała na warszawskim Powiślu i nieustannie oscylująca między lumpenproletariatem a inteligencją. Oscyluje zresztą raczej w kierunku tego pierwszego, a to ze względu na alkoholizm ojca, ale mimo to nie dają się. Ich orężem w walce o lepsze jutro jest optymizm, zadziorność, skłonność do hochsztaplerstwa i poczucie humoru.

Tom pierwszy to w zasadzie poradnik, jak radzić sobie w sytuacji ekstremalnej biedy. Drugi przynosi niespodziewane spojrzenie na wojnę. Okazuje się, że dla ludzi z nizin społecznych niekoniecznie była tragedią, czasem wręcz życiową szansą. Zburzenie dotychczasowej struktury społecznej pozwalało "ustawić się" na nowo. Na przykład głowna bohaterka może skończyć studia medyczne na tajnych kompletach, co kilka lat wcześneij było dla niej niemożliwe z powodów finansowych.
Trzeci tom ("Samotność niedoskonałą"), czytałam jeszcze w wakacje, tu napiszę tylko, że dotyczy on okresu "utrwalania władzy ludowej", tutaj rodzina jest na najlepszej drodze do zostania lokalnymi baronami partyjnymi na ziemiach odzyskanych. Niestety - tradycyjnie okazuje się, że "spirytus zmywa politurę".
A w czwartym tomie mamy wyprawę do Anglii lat 50-tych i wiwisekcję polskiego środowiska emigranckiego.

W sumie cykl "niedoskonały" to zabawne ksiażki o nieciekawych sytuacjach życiowych i trudnych czasach. Polecam:).

Zdjęcia: antykwariat-5d.pl; allegro.pl

czwartek, 19 września 2013

Hurtownia książek - polskie elity na serio i z przymrużeniem oka



Stanisław MurzańskiSojusz nieczystych sumień. Inteligencja i jej elity na przełomie XX i XXI wieku


Wbrew temu, co sugeruje tytuł, książka nie jest systematycznym wykładem, a raczej serią zazębiających się szkiców, aktualnych lub pochodzących z lat 80-tych. Jeśli chcemy spojrzeć na polskie elity oczami autora będzie to przypominało układanie wieloelementowych puzzli i to z różnych kompletów – ulubioną jego metodą jest bowiem analiza publicznych wypowiedzi i artykułów czołowych przedstawicieli ineligencji. Pracochłonne to nieco, ale już po kilku tekstach zaczyna wyłaniać się spójny obraz. Niestety – mało optymistyczny, ale tu już odsyłam do książki:). Przy okazji ostrzegam, że metoda krytycznego czytania gazet, którą uprawia autor jest zaraźliwa i przez pewien czas człowiek nie jest w stanie powstrzymać się od punktowania niespójności i błędów niemal w każdym tekście drukowanym, na jaki trafia.

Małgorzata Kalicińska – Fikołki na trzepaku.

Dzieło to nabyłam w największej obecnie sieci księgarskiej przecenione do jakichś 7 zł. Początkowo w trakcie lektury miałam wrażenie, że lepiej było tę kwotę przejeść. Jeśli „książkowy potwór” przecenia coś aż tak mocno, to najprawdopodobniej nie czyni tego bez powodu. W zasadzie nawet nie mogę powiedzieć, żebym tę książkę porządnie przeczytała. Omijałam kolejne monotonne opisy leniwych niedziel, wspominki kto mieszkał na której klatce (lojalnie opatrzone dopiskiem, że można je pominąć). Ożywiałam się nieco, gdy przyszło mi powęszyć w rodzinnej historii autorki. Tak bowiem przypadkiem wyszło, że jej rodzice (mama – dyrektorka liceum i ojciec – kościuszkowiec i urzędnik bliżej nieokreślonego ministerstwa), to wypisz wymaluj nowa PRL-owska inteligencja, o której co nieco było w książce powyżej, może nie najwyższego kalibru, ale za to z każdym pokoleniem rosnąca w siłę. Ale o tym dowiecie się już nie z książki, a szperając w necie:). Reasumując – lektura nieoczekiwanie pouczająca.

Krystyna Nepomucka – Samotność niedoskonała

Przypadkowo dopadłam środkową część cyklu „niedoskonałego” i juz wiem, że muszę przeczytać kolejne.
Historia bardzo podobna do rodzinnych wspominków pani Kalicińskiej: peerelowskie awanse, ministerialne kariery. Główne role gra tu rodzina sympatycznych nieudaczników o lekko żulerskich skłonnościach. Zachęcam do sprawdzenia w książce jak takowe komponują się z ministerialnymi stołkami.
Podsumowując - pozycja idealna dla szukających resetu.
P.S. Potwierdzam obserwację Bazyla – pani Nepomucka lubi efektowne pierwsze zdania:).

piątek, 6 września 2013

Hurtownia książek - nobliści, maryniści i historyczne puzzle


Inne kolory – Orhan Pamuk
Zbiór artykułow prasowych i innych ścinków z twórczości noblisty.


Taki groch z kapustą. O widokach z okna, córce, zakładaniu (a następnie odchudzaniu) biblioteki, początkach działalności publicznej i Stambule.


Jak to zwykle bywa ze zbiorami esejów i artykułów - większość szybko paruje, a kilka perełek pozostaje z czytelnikiem na długo. A patrząc na tę książkę globalnie - to portret świeckiego (to ważne) tureckiego inteligenta zmontowany metodą patchworkową.



Fermenty – Wł. St. Reymont

Ciąg dalszy “Komediantki”. Tam mieliśmy drogę Janki Orłowskiej od dzikiej dziewczyny do samobójczyni złamanej niechcianą ciążą i niełatwym, aktorskim życiem. Tu będzie droga do akceptacji swojego miejsca na ziemi i własnych ograniczeń. Czyli 400-stronicowe “jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”. Wątek Janki wydał mi się przyciężkawy (ale może to zrozumiałe, dylematy egzystencjalne 20-latki mogą być przesadnie skomplikowane), za to cudowne były wątki satyryczne (o mamisynkach i środowisku literackim). Jest w tej książce nawet porno-parodia “Chłopów”. Żeby nie drażnić co bardziej konserwatywnych odbiorców – niestety bardzo krótka.

Szaleństwo Almayera – Joseph Conrad

Tym razem o człowieku, który nie chciał zaakceptować tego, co ma i żył pogrążony w swoich fantazjach i wielkich planach. Historia, w której jakoś tam odbijają się dylematy każdego z nas. Jak najbardziej polecam.









Myśli o dawnej Polsce- Paweł Jasienica


Bardzo, bardzo mi podeszły. Ciekawe rozważania na temat momentu, w którym losy Polski się wykoleiły i przestała ona być „normalnym krajem, takim jak inne”. A tym momentem jest zdaniem autora... rok 1241 i bitwa pod Legnicą. I nie chodzi tu o śmierć Henryka Pobożnego, która być może opóźniła zjednoczenie Polski. Co mają wspólnego Mongołowie z rozbiorami.? Zachęcam do sprawdzenia:).


środa, 4 września 2013

Rok czytania Mackiewicza (hurtownia)

Skończyły się wakacje, właśnie z przytupem zaczyna się rok szkolno-przedszkolny, a nieco bardziej dyskretnie - zakończył się rok mojej znajomości z książkami Józefa Mackiewicza.
W związku z tym - garść zaległych wrażeń z lektury.

"Droga Pani..." to zbiór powojennych tekstów publicystycznych Mackiewicza i jego żony Barbary Toporskiej. Pisana na emigracji książka pokazuje "Polskę z oddali" - odległą tak w czasie, jak i w przestrzeni, jednak dzięki temu, że to bieżąca twórczość na potrzeby prasy, rzecz posiada tzw. wykop i czyta się rewelacyjnie.
Teksty pogrupowane są tematycznie: na temat sąsiadów (zwłaszcza wschodnich), literatury i literatów, Kościoła w Polsce, wspomnienia na temat co bardziej wybitnych przyjaciół. Sporo powstało na marginesie innych książek (choćby "Drogi donikąd" czy "Ściągaczek z szuflady Pana Boga"), widać jak wiele przeniknęło do nich z życia.
Nieszablonowe podejście Mackiewiczów do wielu tematów w swoim czasie mocno przećwiczyło moje szare komórki. Przy czym Mackiewicz specjalizuje się raczej w tematach historycznych i szczegółowych, jego żona zaś drąży z uporem kwestie ogólne, np. edukacji, analfabetyzmu, czy teorii demokracji. I np. o tejże demokracji pisze w stylu mocno zbliżonym do Kasi Eire, gawędziarskim i dygresyjnym, co powoduje ciekawy dysonans w czytaniu.
Pani Toporska pełniła najwyraźniej w tym związku rolę bulteriera - wypuszczanego na najtrudniejsze tematy - większość artykułów na temat polskiego Kościoła, w których dostaje się nawet kardynałowi Wyszyńskiemu, jest właśnie jej autorstwa.
 Ogólnie - w tym momencie "Droga Pani..." to chyba mój faworyt z mackiewiczowskiej półki
.

Uwaga - książka ma kilka wydań. Podziemne zawierają często tylko teksty Józefa, natomiast te Barbary wydane są w oddzielnym tomie "Kontrowersje".


"Optymizm nie zastąpi nam Polski" przynajmniej w wydaniu czarnym, to 3 oddzielne broszury:
- tytułowa, napisana w październiku '44, gdzie Mackiewicz trafnie przewiduje dalszy rozwój wypadków po upadku Powstania Warszawskiego i krytykuje niektóre działania AK,
 - "Trust nr. 2" to analiza sytuacji w bloku wschodnim w latach 60-tych, porównana do sytuacji w ZSRR w czasach tzw. NEP-u (początek lat 20-stych. Akurat ta tematyka poruszana była przez autora wielokrotnie, tak w artykułach z "Drogiej Pani...", jak i w "Zwycięstwie prowokacji".
- "...tu mówi Radio Wolna Europa" - krytycznie o legendarnej rozgłośni. Jak twierdzi Włodzimierz Bolecki, autor monografii o JM ("Ptasznik z Wilna") - przesadnie krytycznie.
Ogólnie - ja oceniam "Optymizm.." raczej jako lekturę uzupełniającą.



"Zwycięstwo prowokacji" to klasyka literatury "oszołomskiej".  Omawia wszystkie myki, które pozwoliły bolszewikom przejąć i utrzymać władzę w Rosji, a następnie analizuje, jak były one twórczo adaptowane i wykorzystane powtórnie po wojnie. Sporo tu także smakowitych kąsków dla tych, którzy nie lubią Piłsudskiego.
No i na koniec pozostaje pytanie - czy w świetle mechanizmów opisanych przez JM (w latach 60-tych!), komunizm w zasadzie upadł, czy też niekoniecznie?
Jeśli od lat planujecie ją przeczytać - pora wreszcie podjąć stosowne kroki i ściągnąć ją z półki.

Ciąg dalszy oczywiście nastąpi:).



piątek, 8 lutego 2013

"Rozmowy polskie latem roku 1983" - J.M. Rymkiewicz

Złota czcionka za najbardziej mylący tytuł wszechczasów. Czego bowiem spodziewałam się po tej książce? Niekończących się i nudnych rozmów o Polsce z dużą ilością Adama Michnika w tle. Ten Michnik to dlatego, że przy okazji kolejnego procesu, który wytoczył Rymkiewiczowi, pisarz skarżył się, podając jako dowód właśnie "Rozmowy...", że w dawnych czasach obydwaj mieli takie pozytywne relacje.
Na szczęście peanów na cześć Michnika jest tu bardzo mało (jakby ktoś potrzebował więcej polecam wywiad z JMR w "Hańbie domowej"), dużo za to lata, słońca, ryb, grzybów, suwalskiej przyrody i litewskich (a może pruskich czy też jaćwieskich legend). Czyli po prostu - wakacje nad jeziorem w pensjonacie chętnie odwiedzanym przez literatów. Czasy sa nielekkie, trudno kupić buty, ale kto by się przejmowal niedoborami w zaopatrzeniu, skoro jest tak ciepło, a na kolację zawsze można sobie coś złowić?
Owszem, rozmowy o Polsce są, ale snują się one niespiesznie, wciągając w swój nurt literackie odpryski. Obowiązkowo - Mickiewicza (ostatecznie wokół "rozciągają się litewskie lasy, tak poważne i tak pełne krasy", wcale nie jest to chwyt retoryczny - Suwalszczyzna jest geograficznie częscią Pojezierza Litewskiego), ale także Singera. Postacie z legend przenikają do snów bohaterów (to dla miłośników realizmu magicznego). A Pan Mareczek piszę książkę, niemalże online, "Rozmowy..." powstały bowiem właśnie latem 1983. Książkę niewymuszoną i pełną uroku, która niniejszym polecam choćby jako dawkę fotonów na nadchodzące wielkimi krokami przedwiośnie.

środa, 16 stycznia 2013

Zofii Kossak podróże w czasie i przestrzeni ("Pątniczym szlakiem")


Wyprawa do Ziemi Świętej nie wymaga w tej chwili wielkich wyrzeczeń ani przygotowań organizacyjnych, tylko co najwyżej wzięcia tygodnia urlopu i zarezerwowania około 2,5- 3 tysięcy zł. Z tym ostatnim może być większy problem, ale nie oszukujmy się, nie jest to jakiś kosmos, tylko suma zbliżona do średniej krajowej (oczywiście, jeżeli wierzymy w te GUS-owskie wyliczanki).
 W wersji turbo da się nawet "zaliczyć" Izrael w jeden dzień (w ramach wycieczki fakultatywnej z jednego z egipskich kurortów). 
W 1933, kiedy w swoją podróż w kierunku bliskowschodnim wybrała się Zofia Kossak, było w sumie podobnie. Podróż trwała wprawdzie 5 tygodni (statkiem bądź pociągiem), ale skoro już człowiek ruszył się w tak odległe rejony, przy okazji zwiedzało się Egipt, kilka greckich wysp, Ateny, Stambuł... Dostępność cenowa? Chyba zbliżona. W skład ekipy pielgrzymkowej z lat 30-stych wchodziło także kilka zamożnych "farmerek". Różnica polegał chyba na tym, że po 5 tygodniowej wyprawie autorce udało się napisac całkiem opasłą książkę. Tygodniowy urlop wystarczy co najwyżej na kilka notek blogowych, a i to wtedy, gdy ktos jest naprawdę zdolny. 
Prawdziwa różnica w sztuce podróżowania objawi się nam, gdy w początkowych rozdziałach "Pątniczym szlakiem" przeczytamy sobie o średniowiecznych pielgrzymkach. Droga do Ziemi Świętej mogła zająć pielgrzymowi całe życie. Z jednej strony to atrakcyjna perspektywa - ruszasz w drogę i nie wracasz, nie przejmując się robotą i przyszłą emeryturą. Z drugiej: nawet, jeśli w średniowieczu istniałaby opcja emerytury rzadko kiedy byłaby w ogóle brana pod uwagę, gdyż życie pielgrzyma miało spore szanse zakończyć się przed czasem. 
Książka "Pątniczym szlakiem" jest pełna takich ciekawostek. Autorka, podróżując na trasie Rodos-Aleksandria-Kair-Izrael-Stambuł-Ateny zgrabnie miesza podróżnicze obserwacje, ciekawostki historyczne a także anegdoty i zabawne dialogi podsłuchane od współwycieczkowiczów. To całkiem przydatna lektura dla tych, którzy wybierają się w tamte rejony, bądź też kiedyś je odwiedzili. Przewodniki często przytłaczają nadmiarem informacji historycznych. Tutaj podane w rozsądnych ilościach i literackiej formie same wchodzą do głowy. Jasne, że dla wielu osób najważniejsza w miejscach kultu będzie ich historia biblijna, ale ich losy od średniowiecza po początek XIX wieku takze bywały fascynujące. 
Warto porównać jak przeobraziły się opisywane miejsca przez ostatnie 80 lat. Autorka podkreśla, że Ziemia Święta to miejsce, które potrafi się nie zmieniać przez tysiąclecia. To, że z jakiejś studni korzystał np. któryś biblijny patriarcha wcale nie musi byc legendą, gdyż kolejna studnia znajduje się np. 100 km dalej. I rzeczywiście - czytając opisy wiecznych zatargów między różnymi odłamami chrześcijan wokół Bazyliki Grobu Pańskiego, czujemy się niemal jak w czasach wspólczesnych. To co się zmieniło, poza tym, że przez te 80 lat wyrosło wokół nowoczesne społeczeństwo żydowskie, które wówczas sprowadzało się do kilku skupisk, nad Morzem Śródziemnym, to wypychanie chrześcijan (Palestyńczyków). W latach 30-stych np. w Betlejem byli oni większością. W tej chwili jest to miejscowość w 70-80% muzulmańska.
Jeśli natomiast chodzi o miejsca na świecie, w których zmienia się więcej - polecam migawki z Rodos pod panowaniem Mussoliniego i ze Stambułu czasów Atatürka. Znajdą się i takie miejsca, których już nie ma. Choćby POLSKO-rumuńskie przejście w Czerniowcach, po którego przekroczeniu wyprawa już czuje się, jakby była jedną nogą w domu. Tak się składa, że byłam kiedyś w Czerniowcach. W tej chwili to ciągle miasto nadgraniczne, tyle, że to już nie ta granica. (a po drugiej jej stronie, na rumuńskiej Bukowinie, ciągle mieszka polska mniejszość). Dojazd z centrum Polski z postojem na granicy w Medyce zajmuje w tej chwili jakieś 1-1,5 dnia. Z jednej strony świat się skurczył i turystyczne destynacje są teraz łatwiej dostępne, za to wiele miejsc zapada się jakby w czarną dziurę. Do Czerniowiec dalej niż do Kairu? Na to wygląda.

Łyżka dziegciu w tej beczce miodu? Otóż trudno powiedzieć o autorce, że jest otwarta na inne kultury. Owszem, jeśli śą to kulury martwe (Bizancjum), bądż odległe (buddyzm), to usłyszymy o nich jakieś ciepłe słowo. O tych bliższych nam zarówno w czasie, jak i w przestrzeni - już niekoniecznie. 
Ale mimo to - i tak polecam:).

Źródła zdjęć: niedziela.pl, archiwum Allegro oraz czestochowa.pl. to ostatnie niespecjalnei a propos, ale mi się spodobało:).

piątek, 28 września 2012

Hurtownia książek - kierunek wschód

"Stambuł - wspomnienia i miasto" Orhan Pamuk
Połączenie wspomnień autora, pisanych z perspektywy dziecka, któremu stopniowo rozszerzają się granice świata, z omówieniem tego, co inni autorzy napisali o Stambule. Autorzy różni - od Flauberta i Brodskiego, po pisarzy tureckich, których nazwisk nie będę pamiętać już za tydzień. Autor próbował uchwycić smutek miasta, które kiedyś było metropolią wielkiego imperium, teraz zaś jest zaledwie stolicą małego kraju zamieszkiwanego przez jeden naród (z tym małym to Pamuk ostro przesadził, ale proces wypychania mniejszości z Turcji opisał przekonująco).
Plusem są liczne czarno-białe zdjęcia, głównie z lat 50-tych i 60-tych, minusem zaś przesadna szczerość autora. Nie do końca rozumiem, dlaczego zwierzeń o swoim onanizmie dziecięcym nie powierzył psychoterapeucie, tylko postanowił nim pokatować trochę nie spodziewających się takich atrakcji miłośników sentymentalnych podróży w przeszłość.

"Korea szerokopasmowa" Konrad Godlewski

Przyjemny reportaż z najbardziej nasyconego internetem państwa świata czyli... Korei Południowej. Tak, to nie pomyłka, nie Japonii, a właśnie Korei. Spora dawka wiedzy ogólnej o tym państwie plus tej zupełnie szczegółowej. Dowiedziałam się na przykład, że Koreańczycy (w przeciwieństwie do Amerykanów) nie mieli problemu ze wydzieleniem uzależnienia od internetu jako oddzielnej jednostki chorobowej. Jedna z form: kompulsywne blogowanie. Objawy? Spędzanie powyżej 4 godzin dziennie w sieci. Brzmi znajomo?


"Japoński codziennik" Aleksandra Watanuki


Po prostu blog na papierze i to ze wszystkimi szykanami: komentarzami i nawet... linkami do filmów. Dlatego pewnie akurat tej książce należałoby się wydanie elektroniczne i czytanie na czytniku z dostępem do netu.
Książka to zapis obserwacji Kraju Kwitnącej Wiśni z punktu widzenia Polki zamieszkałej tam od lat i już nieźle czującej ichni klimat.
Lektura przyjemna, acz nieco fragmentaryczna.
Miejscami bawiły mnie komentarze. Czytelnikami bloga były w dużej części Polki emigrantki, więc często wypowiedzi wpadały w schemat: w Japonii jest tak, w moim nowym kraju tak, a w Polsce - no w tej Polsce, to cóż to proszę państwa za chamstwo...


Koreańczycy, Japończycy, Chińczycy - Kim Mun-Hak

Autor jest Koreańczykiem urodzonym w Chinach, od czasów studenckich zaś mieszkającym w Japonii, pozwolił sobie zatem na zaserwowanie czytelnikowi trójpaku skonstruowanego na zasadzie:
-wybrać jeden aspekt życia w trzech krajach (np. toalety, meble, sztandarowy sławny pisarz)
-zbadać związek tematu z charakterem narodowym wszystkich trzech nacji
W sumie nawet ciekawe, tyle, że przez powtarzalność pomysłu pod koniec nuży.
Zdarzają się detale, które sa oczywiste dla autora zanurzonego w świecie Dalekiego Wschodu, zaś dla czytelnika- niekoniecznie. Np. właśnie kwestia ogrzewania w Korei. Autor pisze, że używa się tam ondolu (przetłumaczonego w przypisach jako ogrzewanie podłogowe), dlatego Koreańczycy są towarzyscy i lubią żyć w ciasnocie. Co ma piernik do wiatraka? Wyjaśnił mi to dopiero Konrad Godlewski w "Korei szerokopasmowej". Otóż ondol to ogromny piec, na którym kiedyś stawiało się chatę. Stąd ta ciasnota. Teraz faktycznie używa się raczej ogrzewania podłogowego.
Tylko skąd wziąć redaktora, który wyłapie takie detale?

środa, 25 lipca 2012

"Żmut" - J.M. Rymkiewicz


Nie jest łatwo napisać demaskatorską książkę na temat kobiet w życiu Adama Mickiewicza. Nawet, jeśli uda się nam zakończyć szkolną edukację z nikłą znajomością literatury romantycznej, większość absolwentów ma świadomość, że wieszcz nie miał problemów w kontaktach z płcią przeciwną, a wręcz można go uznać za naczelnego babiarza na polskiej niwie literackiej.
Dlatego też Rymkiewiczowi, który w swoim "Żmucie" bierze pod lupę młodzieńcze miłości poety (na czele z Marylą Wereszczakówną), przypadło zadanie karkołomne. Z jednej strony ten okres w życiu Mickiewicza nie został jeszcze poddany gruntownemu odbrązowieniu, ale z drugiej - nawet, gdyby autor odkrył, że Maryla miała rywalkę (bądź rywalki), nie byłoby to żadną sensacją. Trudno bowiem podejrzewać, iż człowiek, który jako 30 - latek był erotyczną sensacją europejskich salonów, w młodości był ascetą zainteresowanym przede wszystkim pogłębianiem wiedzy.
Na szczęście Rymkiewicz nie daje się wpuścić w kanał taniej sensacji i nie poprzestaje na rekonstrukcji wydarzeń. Owszem - przytacza drobiazgowo wszystkie wersje wydarzeń serwowane przez badaczy literatury. Następnie konfrontuje je z listami przyjaciół i ich późniejszymi świadectwami.
Czy autorowi uda się dokonać jakichś "merytorycznych" odkryć dotyczących biografii Mickiewicza? Na pewno odmienny niż w wersji szkolnej opis związku Mickiewicza i Maryli. Autor stara się przywrócić należne miejsce także jego innej miłości czasów postudenckich - Karolinie Kowalskiej. Niektóre teorie, rekonstruowane z okruchów korespondencji, wydają się naciągane - np. ta o nieślubnym dziecku wieszcza.

"Żmut" to jednak głównie medytacja na temat przeszłości, której nigdy w pełni nie poznamy, pamięci, która często zawodzi nawet świadków wydarzeń, legend, które często okazują się zwykłą konfabulacją.
Rymkiewicz usiłuje także wskrzesić czas miniony, tropi detale architektoniczne i szczegóły życia codziennego, wszystko to po to, żeby przed oczami czytelnika wyczarować kolejny plastyczny obraz. Czy rekonstrukcja będzie jednak w stanie kiedykolwiek choć zbliżyć się do "prawdziwej" przeszłości?

"Nie wiem, czy poszli na ten spacer rano, po południu czy wieczorem, bo widzę ich i nie widzę, są coraz dalej, coraz mniej wyraźni, znikają mi między jaworami (...), jeszcze chwila i rozwieją się w przeszłości i już nie widać nic, ani ich, ani kamienia."[1]

Jest w tej książce coś z atmosfery "Dziadów". Kolejne postaci przywoływane są na chwilę, jednak niczym na prawdziwym seansie spirytystycznym) nigdy nie zaspokajają naszej ciekawości do końca. Co chwila też domagają się uwagi autora (i czytelnika) kolejne postaci z trzeciego i czwartego planu, przypominające pokutujące dusze próbujące załatwić za pośrednictwem żywych swoje ostatnie ziemskie sprawy.

Wielkim plusem jest styl książki - gawędziarski, pełen humoru, naszpikowany ciągłymi żartobliwymi polemikami ze źródłami (zarówno filomatami jak i tuzami teorii literatury).
"Rywalką Maryli, powiadał wprost Bełza, "w rzeczywistości nigdy zacna pani Kowalska nie była". - Zechce pani natychmiast wyjść spod kołdry i przyzwoicie się odziać! -Tyle mniej więcej mówi nam to zdanie." [2]

"Żmut jest także prawdziwą gratką dla kolekcjonerów okruchów przeszłości. Możemy np. dowiedzieć się, jak wyglądała opieka stomatologiczna na Litwie przed Powstaniem Listopadowym (tak, że lepiej nie mówić:)). Poznamy legendy literatury z mniej znanej strony.
Choćby Marylę:

"27 lipca (...) 1823 Marie pisała do Czeczota: "Zniżyłam się nadto do ziemi, zamiast latania smażę konfitury i zbieram czarne jagody w lesie. A tak, chociaż straciłam i wyrzekłam się przyjemności, jakich doznawałam w życiu spirytualnym, ale zyskałam w opinii Pana, bo mogę być policzona w rzędzie gospodyń, Boga się bojących"[3]". "Czeczot dodawał i taką radę: "Doprawdy warto byłoby do tego buduaru, do tej biblioteczki, choć z parę książek o gospodarstwie, o warzywie, o chowie ptastwa i choć niewinnych owieczek. Dobrze by to było wyobrazić sobie Marię zajętą gospodarstwem..."[4]".


"Żmuta" oczywiście polecam. Mimo nieco spirytystycznego charakteru, niekoniecznie trzeba czekać z lekturą do listopada:).


[1] "Żmut", J.M. Rymkiewicz, wydawnictwo Sic! Warszawa 2005
[2] tamże, s.32
[3] tamże, s.250
[4] tamże, s.273-4

czwartek, 23 lutego 2012

"Wywiad z samą sobą. Apokalipsa"

Oriana Fallaci zawsze lubiła chodzić swoimi ścieżkami. W czasie Drugiej Wojny Światowej łączniczka włoskiego ruchu oporu, tuż po jej zakończeniu z impetem rozpoczęła karierę dziennikarską, koncentrując się początkowo na korespondencjach wojennych, potem przeprowadzaniu slynnych wywiadów, przy okazji których starała się wyprowadzić rozmówców z równowagi i przyłapać ich na kontrowersyjnych stwierdzeniach, a przy okazji także starała się wypromować własna osobę.
W 1993 zachorowała na raka. Po 11 września 2001 rozpoczęła swoją prywatną krucjatę przeciw islamowi (której efektem stały się książki "Wściekłość i duma" oraz "Siła rozumu"), przy okazji niestety zaniedbując leczenie, co zaowocowało gwałtownym i tym razem już nieuleczalnym nawrotem choroby. I taki jest właśnie punkt wyjścia "Wywiadu z samą sobą". Oriana Fallaci (ta sprzed lat, z czasów, gdy specjalizowała się w wywiadach), rozmawia ze swoją starszą i znękaną chorobą koleżanką, a rozmowa o zdrowiu dziennikarki szybko przenosi się na temat zdrowia Europy. Z tym ostatnim jest zresztą podobnie jak z Fallaci - wygląda na to, że nasz kontynent jest już w stanie agonalnym...
Przyczyna tego stanu według Dr. Oriany jest prosta - islam. Patrząc z polskiej perspektywy, gdzie muzułmanie stanowią może jakiś 1% ogółu mieszkańców, teza wydaje się wręcz egzotyczna. I tak jak można wziąć pod rozwagę niektóre ze stawianych przez autorkę tez na temat tej religii, tak całość jej diagnozy jest moim zdaniem przesadzona. Nawet, jeśli przyjmieny, że muzułmanie zmieniają oblicze Europy i mają negatywny wpływ na jej kulturę - to taka sytuacja, jest raczej skutkiem, a nie przyczyną. Muzułmanie może i wykorzystuja slabość Europy, ale przede wszystkom wypełniają lukę demograficzną, za która przeciez odpowiadają rdzenni Europejczycy!
Dużo ciekawsze wydały mi się jej obserwacje dotyczące Zachodu: zdrada elit, które postępują niekoniecznie zgodnie z interesem ludzi, których reprezenują, pogarda dla własnej tradycji (jej symbolem jest fakt, że włoską flagę można kupić wyłącznie w sklepie z militariami, a wywieszenie jest piętnowane jako nacjonalizm), ostentacyjny antyamerykanizm (zdaniem autorki Amerykanom należy się szacunek choćby ze względu na ponad 100 tys. ofiar w czasie wyzwalania Włoch), napiętnowanie ludzi myślących "niepoprawnie".
Kluczowa kwestia dla autorki jest jednak przyzwolenie dla ekspansji islamu: powodowane strachem, czasem motywacją finansową, najczęściej zaś: modą i ideologą.
Najbardziej jaskrawy przykład to popularne wśród włoskich (i nie tylko ) elit poparcie dla Palestyny (całkowicie pomijające wykorzystywane przez Palestyńczyków terrorystyczne metody) połączone z poglądami anty-izraelskimi. A od nich moze być juz tylko krok do antysemityzmu.
Nie chcę tutaj streszczać całej ksiażki. Oprócz diagnozy stanu Europy znajdziemy tu garść wspomnień z burzliwej przeszłości autorki, te być może są najciekawszym jej elementem. Jej pasja w prezentowaniu własnych poglądów początkowo wydaje się imponująca, potem zaczyna nużyć. Jednak mimo wszystko myslę, że warto zapoznac sie z panią Fallaci. Do wszystkiego co pisze doszła sama, nie prezentuje konglomeratu poglądów aktualnie modnych. Słowem - lektura jej ksiązki mże niejednokrotnie podnieśc ciśnienie, ale na pewno nie jest nudna.

piątek, 13 stycznia 2012

Hurtownia książek - mieszanka polsko francuska.


"Teoria zbrodni uprawnionej" Marka Gaszyńskiego to historia ubeka i jego ofiary ciągnąca się od lat 60-tych po czasy współczesne. Plusy: sporo ciekawych detali historycznych i obserwacji z czasów lat studenckich autora (znanego dziennikarza muzycznego). Zobaczymy jak wyglądała jazzująca Warszawa, jak sprytni wykładowcy uodparniali młodzież studencką na nieprawomyślnych pisarzy, wreszcie - dowiemy się jak wyglądała moskiewska szkoła agentów. Minus: część współczesna historii jak dla mnie jest mało realistyczna, autor postarał się, żeby zło zostało ukarane (przynajmniej w jakimś stopniu), krzywdy zaś nagrodzone. Czy aby na pewno tak jest w życiu? Mimo to - polecam:).



Andrzej Kijowski to zapomniany pisarz i działacz opozycyjny. "Rachunek naszych słabości" jest zbiorem jego wydawanych w podziemiu artykułów na różne tematy: literackie, historyczne, autobiograficzne. Najciekawsze są jednak te, które dotyczą stanu świadomości Polaków na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Jeśli kogoś zastanawia, dlaczego jego rodacy najbardziej na świecie cenią święty spokój albo skąd u nas wciąż najniższy (lub jeden z niższych ) w Europie poziom zaufania społecznego, warto zajrzeć do Kijowskiego. Tym bardziej, że nie jest socjologiem, a po prostu mądrym człowiekiem z dużym darem obserwacji rzeczywistości i formułowania myśli. Dodatkowa zaleta tego zbioru artykułów - nie jest powtarzalny. Przy tej formie często się zdarza, że czytelnik zmuszony jest czytać kilkanaście razy na ten sam temat. W związku z powyższym lektura takiego zbiorku albo szybko "zarżnie" czytelnika, albo będzie trwać latami (skarżył się na ten syndrom zacofany w lekturze przy okazji zbioru artykułów Anny Politkowskiej). Tutaj motywy przewodnie wprawdzie się powtarzają, ale spojrzenie autora wciąż wyławia nowe ich aspekty, dzięki czemu książkę dało się przeczytać w kilka dni. Co za ulga.




Czasy Ludwika XII. Colas jest zamożnym mieszczaninem, rzeźbiarzem, ojcem gromady dorosłych dzieci, mężem pewnej sekutnicy, a do tego miłośnikiem dobrej zabawy i miłego spędzania czasu z przyjaciółmi. Jak wpłynie na jego podejście do życia utrata (w krótkim czasie) zdrowia, majątku i żony? Tak książka to dowód na to, że Nobel nie zawsze oznacza "flaki z olejem". Zachwyci także zwolenników tezy, że Francja była zawsze laicka.




Molier - syn tapicera, niedoszły prawnik, nieudany aktor dramatyczny i wielki talent komediowy mimo woli. Podejrzewany przez współczesnych o to, że ożenił się z własną córką. Bystry, bezkompromisowy obserwator ludzkich wad, z talentem przenoszący wszelkie ludzkie śmiesznostki na scenę, kierował się w swojej twórczości zasadą "No mercy", przez co zraził do siebie niemal wszystkich, poza królem.
Za opisanie życia tej barwnej postaci zabrał się inny piszący aktor (z wykształcenia jednak nie prawnik, a lekarz) - Michaił Bułhakow. Jeśli intuicja wam podpowiada, że ta lektura nie może być nieudana- zapewne podpowiada słusznie:).

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Monografia grzechów i...książkowe "Filety"!


"Monografia grzechów. Z dziennika 1978-1989", Krystyny Kofty. Publikacja tej książki była wynikiem nieudanej próby napisania powieści o czasach późnego PRL. Autorka zauważyła, że pamięć zarówno jej, jak i innych świadków tamtych lat zaczyna sie rozmywać, że naginają tamtą rzeczywistość do współczesnych schematów. Stąd recykling wydawniczy autentycznych okruchów pamięci - dzienników autorki. To książka dla podglądaczy, można w detalach poznać jej życie, także to baaaardzo prywatne. Ci, którzy nie czytają tabloidów, ale mimo to nie stronią od ploteczek, znajdą tu sporo ciekawego materiału. Do tego sporo rozważań na temat właśnie książek powstających (już wiem, że nie sięgnę po żadną, może poza "Wiórami") i przeczytanych a także polityki (siłą rzeczy to rozważania mocno zwietrzałe). W tle warszawka. Znani pisarze (z reguły zupełnie innymi żonami niż w tej chwili), wykładowcy akademiccy, dzieci prominentów... taka sobie kronika towarzyska sprzed 20-30 lat.
To także portret kobiety, kóra stara się żyć jak najmniej PRL-owo - czytać dobre książki, rozmawiać z ciekawymi ludźmi. To także portret związku z drugim człowiekiem. Małżeństwo Koftów to układ sią rzeczy dynamiczny, będący wypadkową wielu zmiennych. Jednak błędem byłoby ocenianie go po pozorach (to na marginesie dyskusji z poprzedniego posta o Magdalenie Samozwaniec i jej mężu).

"Filety a la Zander czyli Eksponaty z lamusa historii" to książka ustrzelona w Dedalusie za kilka groszy. Uznałam, że ze względu na tytuł mojego bloga, muszę ją chociaż przejrzeć. I słusznie mi się wydawało. Ten zbiór zabawnych historycznych ciekawostek i smakowitości (autor szczególnie koncentruje się na historii Francji i ... żywotach świętych), uprzyjemniały mi czas min. w komunikacji miejskiej. Książka ma jedną wadę - jest za krótka.

środa, 20 lipca 2011

Mad mix czyli Grochola, piłka nożna i powrót skandynawskich klimatów

Mimo, że Katarzyna Grochola króluje na rynku polskiej literatury popularnej, jakoś dotychczas udawało mi się omijać jej książki. Jakoś trzymałam się stereotypu, że to byle co, tymczasem na tle swojego segmentu (literatura dla pań polskich autorek) "Kryształowy Anioł" prezentuje się całkiem nieźle: trochę humoru, sprawne operowanie językiem...
Naszła mnie jednak taka refleksja. Kiedyś punktem kulminacyjnym każdej romantycznej opowieści był ślub. Potem (powiedzmy) erotyczne spełnienie. Obecnie takim punktem, w którym zbiegają się wszystkie nitki jest rozwód. Bez porządnego rozwodu na koncie nic w zasadzie nie wiemy o sobie, nie ma też co marzyć bez niego o szczęściu. Poza tym rozwód to wydarzenia atrakcyjne społecznie. Może balów debiutantek rozwódek jeszcze w PL nie ma, ale wieczorki rozwodowe to już norma. W dodatku to wydarzenie do którego warto przygotować się jak najwcześniej, najlepiej jeszcze przed poznaniem kandydata na (eks) męża. Artykuły w stylu "nowe życie po rozwodzie" można spotkać już nawet w czasopismach dla nastolatek. Ja chwilowo już zaspokoiłam swoje zapotrzebowanie na te tematykę:).

Jakiś czas temu bardzo spodobała mi się książka Ismaila Kadare. Potem z pewną przykrością obserwowałam, jak kolejnym blogowym czytelniczkom podobała się nieco mniej, albo wcale. Teraz będzie kolejny dowód na to, że jestem książkowy mutantem i mam dziwny gust. Przeczytałam powszechnie chwalone "Oczyszczenie" Sofi Oksanen i owszem, obiektywnie przyznaję, że książka jest niezła. Subiektywnie jednak - spłynęła po mnie jak woda po kaczce.
Zastanawiałam się dlaczego- otóż książka składa się z 3 wartstw:
- rodzinnej tragedii, połączonej z wątkiem winy i kary
- motywowi "kobieta w ekstremalnych czasach", a konkretnie temu, ze kobiety w trudnych czasach maja przerąbane, ostatecznie to właśnie one są zazwyczaj ofiarami gwałtów
- parszywa rzeczywistość w wojennej i sowieckiej Estonii.
Otóż mam wrażenie, że dwie wartstwy ogólne deprecjonują winę bohaterki (czy bohaterek, ale najbardziej chodzi tu o jedną), o której mowa w wątku osobistym, a przez to jakby unieważniają cały ten wątek. Cenię historie z moralnymi dylematami, ale tu jest ona roztopiona w ogólnohistorycznym bagienku, przez co odpowiedzialność bohaterki się rozmywa... i robi się z tego po prostu historia o strasznych czasach albo przekleństwie bycia kobietą.
"Jak futbol wyjaśnia świat, czyli nieprawdopodobna teoria globalizacji" Franklina Foera dosłownie wepchnęła mi się w ręce w bibliotece. Uznałam, że muszę ją przeczytać, a nuż trafię na jakiś ciekawy szczegół, który będzie pasował do polskich "wojen futbolowych"*.
Książka jest połączeniem reportażu z socjologiczną analizą i esejem. Autor bierze na warsztat różne ciekawe zjawiska z pogranicza futbolu (np. ruchy niepodległościowe rozwijające się na bazie ruchów kibicowskich, wolność słowa na stadionie, handel zawodnikami, kwestie nienawiści etnicznej, korupcję...). Każdej analizie towarzyszy wizja lokalna, autor przy okazji pisania książki zwiedził kawał świata - od Brazylii do Lwowa. Główna teza książki jest taka, że w piłce nożnej odbijają się wszelkie lokalne problemy i tematy, słowem... wyjaśnia ona świat. Jest też wentylem bezpieczeństwa i antidotum na globalizację (a to dzięki odbudowie więzi lokalnych).
Ja przeczytałam jednym tchem, chociaż jeśli chodzi o futbol jestem typową kobietą (ale robię w tej dziedzinie stałe postępy). Książka jednak zbiera niezłe noty także wśród znawców tematu, czyli kibiców (jeden z licznych dowodów tutaj).

"Nocna zamieć" załapała się do notki w ostatniej chwili. W zasadzie mam już szczerze dość skandynawskich kryminałów, ale temu dałam szansę, choćby dlatego, że żeby ją przeczytać musiałam odczekać pół roku w kolejce. Zecydowanie było warto.
To bardziej powieść psychologiczna, o radzeniu sobie ze stratą i żałobie. Opowiada o małżeństwie (Katrine i Johanie), które hobbystycznie zajmuje się odnawianiem starych domów, następnie sprzedaje je za dużo wyższą cenę...i szuka kolejnego architektonicznego rarytasu. Tym sposobem trafiają na XIX-wieczne gospodarstwo na Olandii (drugiej co do wielkości szwedzkiej wyspy), położone nad samym morzem w towarzystwie dwóch latarni morskich. Już na początku pobytu rodzinę dotyka tragedia. Czy jest to wina domu, który wydaje się być nawiedzony, czy też może korzenie rodzinnego dramatu kryją się w przeszłości? Warto sprawdzić:). Zresztą - ja sprawdzałam przez pół nocy i w tej chwili muszę niezwłocznie udać się na kawę:).






* w końcu trafiłam na historię FC Barcelona, tyle że.. opisuje ona sytuację zupełnie odwrotną od polskiej

środa, 1 czerwca 2011

Targowisko różności

Upały sprzyjają rozleniwieniu, dlatego dziś znowu będzie notka hurtowa.

Wszyscy już pewnie czytali "Ex libris" Anne Fadiman- zbiór jednocześnie erudycyjnych i zabawnych esejów o książkach. Jeśli ktoś nie czytał - pora wciągnąć tę pozycję na swoja listę (do kupienia bądź wypożyczenia). Jak mawiają w reklamach- satysfakcja gwarantowania.
Jednocześnie zapraszam do zrobienia sobie testu, który przy okazji omawiania tej książki zestawiła na swoim blogu Książkowiec.







Jeśli natomiast macie na jakiejkolwiek swojej liście "Ciało obce" Rafała Ziemkiewicza, radzę zastanowić się nad usunięciem stamtąd tej pozycji. Jest to niby powieść współczesna. Bohater rozlicza się z nieudanym małżeństwem, donosicielską przeszłością ojca i ciemnymi stronami III RP. Ponieważ taka fabuła na kilometr wieje nudą, autor postanowił ją uatrakcyjnić, umieszczając mniej więcej na co trzeciej stronie tzw. "momenty". Niestety nie pasuje tu żadne inne słowo, gdyż są one tak wysublimowane i finezyjnie podane jak młocka cepem, w dodatku mają średni związek z resztą treści.
Zażenowana odłożyłam książkę w połowie. Wiem, że nie sięgnę już po najnowszą pozycję Ziemkiewicza - "Zgred", gdyż oprócz publicystyki umieścił w niej sporą dozę "brutalnie szczerych wyznań osobistych". Ja tam już żadnych takich wyznań w jego wykonaniu nie chcę, zraziłam się.

Acha - jeśli ktoś ma ochotę na spotkanie z "ciemnymi stronami III RP" w lepszym wykonaniu, to polecam raczej "Uwikłanie" Miłoszewskiego, które w dodatku zostało właśnie sfilmowane. Swoją drogą- mam nadzieję, że nikt nie sfilmuje "Ciała obcego", przynajmniej nie za mojego życia. Byłoby to ciężkie przeżycie zarówno dla filmowców jak i dla widzów.


Najlepsze na koniec: "Kobieta Wojownik" Maxine Hong Kingston- kolejne odkrycie z serii KIK.
Czy uważacie, że fajnie jest być dzieckiem dwujęzycznym (a jeszcze lepiej trójjęzycznym), wychowywać się w rodzinie emigrantów i poznawać co najmniej dwie kultury jednocześnie? Może i tak, jeśli są to kultury względnie do siebie zbliżone. Jeśli natomiast jest się córką chińskich wieśniaków wychowywaną w Kaliforni, ciśnienie , któremu jest się poddawanym może okazać się ponad siły, zwłaszcza, że zupełnie inne wartości promuje szkoła i otaczający świat.
"...wiedziałam, że muszę dokonać czegoś wielkiego i wspaniałego, bo inaczej rodzice sprzedadzą mnie po powrocie do Chin. W Chinach było wiadomo, co robić z córkami, które za dużo jedzą i przysparzają kłopotów. Samymi piątkami nikt się nie wyżywił."...
"Z dziewczynki nie ma żadnego pożytku, lepiej hodować gęsi"...
"Karmić dziewczynki to jakby karmić wróble".[1]
"Kobieta wojownik" daje nam wgląd w chińską mentalność (choćby zakorzeniony w niej antyfeminizm), obyczaje (np. zupełnie inne, niż amerykańskie podejście do wychowywania dzieci), mitologię (wiele tu niesamowitych bajek, których autorka wysłuchiwała w dzieciństwie), emigracyjne dylematy (nie tylko najmłodsze pokolenie miało problemy). A nie wyczerpuje to jeszcze tematyki książki, myślę, że może ona stanowić cenne uzupełnienie tryumfalnie kroczącej przez blogi "Bojowej pieśni tygrysicy". Polecam.




[1] "Kobieta Wojownik", Maxine Hong Kingston, PIW, Warszawa 1992, s.49

piątek, 25 lutego 2011

Vargas Llosa w Izraelu, a Lawrence w Arabii - dwa spojrzenia na Bliski Wschód



"Izrael - Palestyna: Pokój czy Święta Wojna" Mario Vargasa Llosy- to felietony publikowane na przestrzeni kilku lat w El Pais, wraz ze sprawozdaniem z reporterskiej wyprawy do Izraela. Pisarz próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy jest możliwy pokój na Ziemi Świętej. Robi to przede wszystkim rozmawiając z ludźmi - książka roi się zatem od sprzecznych opinii jego rozmówców.
Pomija tu jednak szerszy, międzynarodowy kontekst polityki na Bliskim Wschodzie. Odmawia również prawa do wyrabiania sobie opinii na temat tego konfliktu ludziom, którzy nie odwiedzili Izraela. Jak dla mnie - książka nie niesie dużej wartości. Jej poziom jest raczej "gazetowy", i jeśli czytacie regularnie jakikolwiek tygodnik opinii lub poważniejszy dziennik (a te poruszają siła rzeczy tematy bliskowschodnie), nie wniesie ona do waszej wiedzy niczego nowego. W dodatku analizuje sytuację aktualną w roku 2005 (a mnie ciekawi bardziej sytuacja w Izraelu teraz- w świetle "arabskiej wiosny ludów"). Wartość tej lektury jest zatem podobna do czytania starych gazet (postąpiłam z nią zresztą tak, jak robię ze starymi gazetami, częściowo tylko ją przejrzałam).



"Siedem Filarów Mądrości" Thomasa Edwarda Lawrence'a jest pozornie jeszcze bardziej zwietrzała, opisuje bowiem powstanie Arabskie przeciw Turkom w latach 1916-18. A jednak dowiedzieć się z niej można dużo więcej- po pierwsze o arabskiej kulturze i mentalności (choć jest to spojrzenie z zewnątrz). Po drugie o mechanizmach politycznych. Arabskie powstanie narodowowyzwoleńcze było bowiem sterowane z zewnątrz. Decyzja o nim zapadła gdzieś w zaciszu brytyjskich gabinetów. Potrzeba niezależności była podsycana przez wybitnego socjotechnika- Lawrence'a. A cała "konstrukcja" rewolty (poczynając od wyboru przywódcy) również była jego autorstwa. Warto mieć to na uwadze zastanawiając się na ile obecny "wybuch wolności" w krajach arabskich jest spontaniczny, a na ile wyreżyserowany.
Plusem książki jest piękny język i niezliczone bon-moty. Minusem- zbytnia szczegółowość (te niekończące się jazdy na wielbłądach, postoje, noclegi)...Przyznam, ze wiele z nich ominęłam.
Dlatego też jest ona raczej godna polecenia dla miłośników kultury arabskiej. Chociaż wstępne, bardziej ogólne rozdziały powinny być ciekawe dla każdego.

Zdjęcie ze strony wydawcy.

piątek, 18 lutego 2011

Die Mülltonne und andere Geschichten- Italo Calvino

Po książki Italo Calvino sięgnęłam kiedyś z rekomendacji samego Gustawa Herlinga Grudzińskiego, który poświęcał sporo miejsca temu autorowi we wcześniejszych tomach swojego "Dziennika pisanego nocą". Było to jednak wiele lat temu i od tego czasu zatarły się w mojej pamięci historie Baronów Drzewołazów i Podróżnych.
Przypadkiem trafiłam na niewydany po polsku tom opowiadań dotyczących fenomenu pamięci i wspomnień, jest to książka której pisanie przerwała śmierć Calvino, planowanych opowiadań miał być więcej, ale i tak to, co udało się zebrać, to eseje naprawdę wysokiej próby.
Pozornie dotyczą wspomnień autora ogniskujących się wokół różnych "prostych" tematów- rodzinne miasteczko (we włoskiej Ligurii- miałam okazję przypomnieć sobie klimaty z książek Annie Hawes), ojciec, wyprawy do kina, wspomnienia wojenne. Sa one jednak okazją do krótkich wycieczek w krainę filozofii, kultury, ekonomii, antropologii. Niesamowita jest zdolność autora do formułowania myśli i ustawiania z nich zgrabnych konstrukcji.
Odrębne miejsce w zbiorku przysługuje opowiadaniu tytułowemu ("Śmietnik"), gdzie prozaiczną czynność wyrzucania śmieci autor obudował taką siecią skojarzeń z różnymi dziedzinami nauki, że wystarczyłoby ich spokojnie na napisanie magisterki. Do tego całość podszyta jest dyskretnym humorem.
Jednym słowem polecam.

wtorek, 14 grudnia 2010

"Dziennik pisany nocą 1984-1988" Gustaw Herling-Grudziński


Jakie są wasze pierwsze skojarzenia, jeśli chodzi o Gustawa Herlinga Grudzińskiego? "Inny świat"? Paryska "Kultura" z którą współpracę zakończył u kresu jej istnienia na tle różnic politycznych? Człowiek niezłomny, pryncypialny i niezależny, ostatecznie o czymś świadczy, że przez wiele lat grał w jednej drużynie ze Zbigniewem Herbertem?
Ciąg skojarzeń prowadził mnie w stronę konstatacji, że Herling- Grudziński był człowiekiem o wrażliwości konserwatywnej, gdy tymczasem niespodzianka- był wieloletnim członkiem emigracyjnego PPS (być może zresztą jedno drugiego nie wyklucza, być może to wynalazek ostatnich czasów, że poglądy muszą być poupychane w ciasnych szufladkach opatrzonych etykietami i wszystko musi się w nich mieścić).
Miałam również wrażenie w trakcie lektury Dziennika, że pisarz jest raczej agnostykiem, tymczasem sprawa nie jest taka prosta, skoro urodził się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej, ciągle wyznającej jednak judaizm (w tamtych czasach najwyraźniej nie był to standard). Bardzo jestem ciekawa jak w ciągu swojego życia zagospodarował to dziedzictwo, być może kiedyś znajdę na ten temat informacje.

Co na pewno mogę powiedzieć o autorze dziennika, który informacje o sobie dawkuje skąpo, przynajmniej te o charakterze osobistym- był uosobieniem zdrowego rozsądku, prezentował własne, odrębne zdanie na każdy temat i nie dawał sobie zamydlić oczu.
I dlatego lektura "Dziennika..." byłą dla mnie taką przyjemnością.
Dziennik nie ma charakteru osobistego, takich informacji trzeba szukać ze świecą a następnie powiększać przez lupę:). Większość wpisów to mini eseje- zazwyczaj sprowokowane lekturami bądź bieżącymi wydarzeniami. Herling lubi wyciągnąć jakiś cytat, rozebrać go na czynniki pierwsze, a następnie wypunktować cytowanemu nieścisłości bądź brak logiki.
Tematyka? Najwięcej miejsca zajmują rozważania o charakterze społecznym/socjolologicznym z odchyleniem w stronę politologii (raczej rzadko bieżącej polityki, wydarzenia są czesto komentowane z kilkuletnim dystansem)
, szczególnie o wszelkiej maści systemach totalitarnych, nie tylko o sowieckim, którego doświadczył na własnej skórze, dość często autor przywołuje też włoski faszyzm. wyjątkowo często Herling odwołuje się do historii, szuka dla wydarzeń ich starszych odpowiedników. Szuka analogii. Po zabójstwie księdza Popiełuszki przywołuje zabó jstwo Mateottiego (lata 20-te /Włochy). Dla antysemickich aberracji systemu komunistycznego szuka precedensów w czasach średniowiecza i renesansu. Zmagania Solidarności i komunistów przed wprowadzeniem stanu wojennego przypominają mi sytuację w Czechosłowacji '68, itd.
Autor sam w końcu przyznaje, że "historia spuszczona z łańcucha" jest jego obsesją, z którą powinien nieco przystopować. Niesłusznie. Może była ona męcząca dla niego samego, ale dzięki temu czytelnik ma sporo materiału, do snucia analogii do czasów dzisiejszych. Tylko ostrzegam, ta zabawa wciąga:).
Szczególne miejsce w Dzienniku zajmuje Rosja (uczestnicy WYZWANIA ROSYJSKIEGO spokojnie mogą sięgnąć po Herlinga i zmontowac z jego wpisów całkiem zgrabną syntezę- i to bez czytania całości). Jak zawsze- często prezentuje inne zdanie niż cytowani przez niego politycy, politolodzy i sowietolodzy. Szczególnie mocno protestuje przeciwko traktowanie Rosjan jako stada zsowietyzowanych baranów (a często tak właśnie byli postrzegani nawet przez liberalnych naukowców).
Dość często zdarza sie autorowi polemizować z polskimi politykami aktywnymi w tamtych czasach (zaliczam do nich również opozycjonistów). Warto poczytać, gdy znamy ich już o 25 lat dłużej i niestety o 25 lat lepiej. Warto poczytać (i czasem pozazdrościć autorowi przenikliwości). Moim absolutnym faworytem w tej kategorii są zaskakujące rozważania gen. Jaruzelskiego o własnym potencjalnym pogrzebie (pisane z pozycji dyktatora). Zaciekawionych odsyłam do źródeł:).
Tematyka politologiczna i historyczna o dziwo odesłała na dalszy plan rozważania na temat literatury pięknej, ale i tych tu nie brakuje. I to nie tylko na temat klasyki i poważniejszych autorów (Orwell, Stendhal, Kafka, Dostojewski , Calvino). Znalazłam też wzmiankę o Kenie Follecie a także o kinie gangsterskim (w którym, jak się okazuje, też można znaleźć głębsze treści).
Wszystko, co powyżej napisałam nie wyczerpuje treści książki. Sporo jest notek wspomnieniowych, krajoznawczych, wojennych, dotyczących twórczości własnej bądź też poświęconych przyjaciołom.
Autor jest zresztą zmuszony (z racji wieku coraz częściej), towarzyszyć im w ostatniej drodze.
Książka przeznaczona raczej do niespiesznej lektury, nie ma tam wodolejstwa, więc potrzeba czasu, aby przyswoić prezentowane treści.
Chętnie sięgnę po inne części "Dziennika". A przede wszystkim żałuję, że podobnej klasy klasy komentator rzeczywistości nie jest aktywny w dzisiejszych czasach:(.