środa, 2 marca 2016
"Stale w ruchu" - Oliver Sacks
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Zofia Kossak - Wspomnienia z Kornwalii 1947-1957
środa, 26 marca 2014
"Jak ryba w wodzie" Mario Vargas Llosa
![]() |
| MVL na politycznym mityngu |
żródła zdjęć:
1. lubimyczytać.pl
2. wikipedia (angielska)
wtorek, 21 stycznia 2014
Wszystko co najważniejsze - Ola Watowa
Wspomnienia żony Aleksandra Wata przedwojennego poety-futurysty i komunisty, który po doświadczeniach więzienno-zsyłkowych w wojennym ZSRR z tego komunizmu dość skutecznie się podleczył (a był to raczej wyjątek niż reguła, wielu VIP-ów z PRL czasów stalinowskich miało za sobą podobną drogę, ale potrafili swoje wspomnienia upchnąć do głębokiej szuflady i działać jakby nigdy nic).piątek, 17 stycznia 2014
I powraca wiatr... - Władimir Bukowski
środa, 13 listopada 2013
Pamiętnik - Paweł Jasienica
czwartek, 7 listopada 2013
Biez wodki / Bez dachu - Aleksander Topolski
wtorek, 24 września 2013
Pamiętniki - Karol Wędziagolski
A ponieważ notka w Wikipedii o Sawinkowie pozostawia wiele do życzenia, tutaj odrobina lektury uzupełniającej.
czwartek, 19 września 2013
Hurtownia książek - polskie elity na serio i z przymrużeniem oka
czwartek, 27 czerwca 2013
Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy (Kraszewski, a jakże)
[1] J.I. Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy, Warszawa 1985, LSW, s. 118
[2] tamże s. 21
[3] tamże s. 22
czwartek, 7 marca 2013
Niny Berberowej o Gorkim wspomnienia
Nina Berberowa to emigracyjna pisarka rosyjska o skomplikowanych korzeniach (ormiańsko-rosyjsko-tatarskich). Urodzona w 1901 zdążyła zdać maturę przed rewolucją, zażyć trochę głodu i chłodu w porewolucyjnyej Moskwie, polansować się w środowisku petersburskich literatów, a następnie z jednym z nich (Władysławem Chodasiewiczem, pisarzem rosyjskim o korzeniach polsko-żydowskich) wyjechać do Paryża. Tam już nie było tak słodko. Nie wiadomo bowiem, kto stworzył legendę o ultrabogatych białych Rosjanach, ale w niewielu przypadkach pokrywało się· to z rzeczywistością. Dawni żołnierze Denikina i Kołczaka pracowali w zakładach Renault i chodzili do cerkwi. Ci o korzeniach raczej lewicowych omijali cerkiew, klapali biedę i próbowali pisać.
Nie będę się rozpisywać, zachecam do przeczytania książki Berberowej "Podkreślenia moje". Po pierwsze dlatego, że jest ona unikalnym świadkiem epoki. Znała wszystkich i ... wszystkich przeżyła. W dodatku miała bystre oko, cięty język, od początku robiła notatki na temat ówczesnych celebrytów i w przypadku osób już nie żyjących nie wahała się ujawniać tego, co wie. Choć, jak podkreśla, wiele przemilczała.
Po drugie ze względu na osobę samej autorki - feministki (bardziej intuicyjnej niż zadeklarowanej), agnostyczki, trochę też ze skłonnością do filozofowania i uogólnień.Berberowa to trochę taki Herling Grudziński w spódnicy, mało mówi o sobie (poza początkowym okresem życia), nie cierpi na "jaizm", widac ją tylko gdzieś w tle. Od Herlinga różni ją jednak nieco mniejszy dystans do rzeczywistości i umiłowanie obyczajowego konkretu.
Polecam gorąco. Wcale a wcale sie nie dziwię, że w Moskwie lat 80-tych do tej książki, wówczas zakazanej, ustawiały się kolejki (jedna nocna, druga dzienna) Książka do nabycia za psie pieniądze w Dedalusie.
A poniżej wrzucam fragmenty o Maksymie Gorkim odkopane na potrzeby Jubileuszowych Lektur. Zachęcam do wyzwania, gdyż ciekawe jest bardzo, a nie zawsze trzeba coś czytać:). Czasami, jak ja zrobiłam to dzisiaj, wystarczy odgrzebać coś z archiwum.
Zdjęcia mogą być lekko nieostre, ale po powiększeniu wszystko powinno być czytelne. Acha - wspomnień o Gorkim w książce, jeśli ktoś jest zainteresowany, jest duuuuzo więcej. Były kiedyś dostępne także całkiem niedawno na stonie Niniwa2, ale w tej chwili strona się nie otwiera.
środa, 6 lutego 2013
Pożoga - Zofia Kossak-Szczucka
Pojawiają się głosy, że bezpieczniej stawiać w tej sytuacji na "autorów starej szkoły", zweryfikowanych przez upływ czasu i lata doświadczeń czytelniczych, wlasnych i cudzych. "Pożoga" Zofi Kossak wydawała się tutaj pewniakiem. Niestety - nie wzięłam pod uwagę, że nawet najlepszy pisarz kiedyś debiutuje.wtorek, 15 maja 2012
"Call the midwife" - Jennifer Worth
"Call the midwife" to wspomnienia autorki z czasów jej pracy jako położna w ubogich dzielnicach Londynu w latach 50-tych. Niby nie było to tak dawno, niby też opisuje jedno z najbogatszych miast świata, a jednak obraz, który wyłania się spod jej pióra jest niemal równie egzotyczny jak reportaż z Papui Nowej Gwinei.Po pierwsze niezwykłe jest jej miejsce pracy - anglikański zakon, który po wojnie zaczął współpracować z państwowym systemem służby zdrowia. Tak trafili do niego pierwsi cywilni pracownicy - w tym dwudziestoparoletnia Jenny.
Młoda pielęgniarka jest wyraźnie zafascynowana siostrami - z jednej strony to niemal heroski: z powołaniem, głęboką wiarą, podejściem bez uprzedzeń do każdego pacjenta. Z drugiej zaś: klasztor jest po prostu babińcem, gdzie dużą rolę grają sympatie, antypatie, zaś jedynym sposobem, żeby się wzajemnie nie pozabijać zostaje poczucie humoru. Problem w tym, że nie każdy ma takie samo.
Drugi łyk egzotyki to pacjentki i ich rodziny. Jenny najwyraźniej pochodzi z solidnej klasy średniej, gdyż pierwsze lata pracy w robotniczej dzielnicy spędza w stanie niegasnącego zdziwienia.
Rodziny były zazwyczaj wielodzietne (przy czym piątka, była odpowiednikiem dzisiejszej dwójki czy nawet jedynaka i jeszcze do miana wielodzietności nie uprawniała). Warunki mieszkaniowe jeszcze nie wyszły na prostą po powojennej zawierusze, udogodnień technicznych typu pralka, łazienka, czy woda bieżąca w mieszkaniach nie było, a mimo to większość dzieci chodziła czysta, najedzona i oprana, a kobiety nawet zachowywały dobry humor. Tyle, że za cenę katorżniczej pracy i oczywiście nie wszystkie.
Praca położnej to głównie porody i opieka okołoporodowa, ale nie znajdziecie tu wielu drastycznych opisów. Są chyba tylko 3, a i to przedstawione z kultura i umiarem.
Autorka bardziej skupia się na ludzkich historiach, a te sa naprawdę ciekawe, różnorodne i często wzruszające. Podobało mi się to, że odnosi się do swoich bohaterów z wielką sympatią. Nie zadziera nosa, nie uważa sie za kogoś lepszego ze względu na swój status materialny.
"Profesjonalni" pisarze (np. Margaret Forster), często lubili się pastwić nad "matkami Brytyjkami" ustawiając je w szrankach walki płci. Piszącej swoje wspomnienia położnej na szczęście nie przyszło to nawet do głowy:).
A że do tego przypadkiem pisać potrafi całkiem sprawnie, więc nie pozostaje mi nic innego, jak polecić jej książkę.
>recenzja dabarai
piątek, 29 lipca 2011
Rajski ptak w klatce, czyli Magdalena Samozwaniec

Pamiętacie "Marię i Magdalenę" czyli szalone siostry Kossak (Marię Pawlikowską-Jasnorzewską i Magdalenę Samozwaniec) - artystki, sawantki, czasami birbantki, niezmordowane kolekcjonerki męskich serc? Ich rodzinę - na czele z papą Wojciechem Kossakiem - świetnym malarzem i towarzyskim człowiekiem, do którego lgnęła cała śmietanka towarzyska Krakowa początku XX wieku? Ich znajomych, do których zaliczały się zapewne prawie wszystkie wielkie nazwiska polskiej kultury dwudziestolecia międzywojennego (a przynajmniej te, które były związane z Krakowem lub Warszawą). Ich gniazdo rodzinnę - Kossakówkę - wypełniona obrazami (nie tylko Kossaków) rezydencję w centrum Krakowa?
Cały ten malowniczy świat skończył się we wrześniu '39. Magdalena Samozwaniec zakończyła historię swojej rodziny właśnie na tej dacie.
Wspomnienia Zygmunta Niewidowskiego, drugiego męża Magdaleny Samozwaniec, są uzupełnieniem tej historii. Już na początku wojny Madzia zostaje sierotą, niedługo po jej zakończeniu umiera jej ukochana siostra - Lilka (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska). Magdalena, niczym ostatni Murzynek u Agathy Christie, zostaje sama, może nie całkiem, zawsze w jej towarzystwie kręci się Zygmunt - młodszy od niej o prawie dwie dekady obrotny urzędnik, który świetnie daje sobie radę w każdym ustroju - czy to wojna, czy komuna. Nietypowa para szybko bierze ślub.
Co zostaje po wojnie z dawnego blasku - niewątpliwie Magdalena- dalej jest nieco szalona, miłośniczka fajnych ciuchów, wizyt u fryzjera, która za wszelką cenę stara się być szczęśliwa. (fanom "starej Chmielewskiej" podpowiadam, że mocno przypomina jej bohaterkę - Joannę, także ze względu na "wieczną młodość".
Ze stada przyjaciół artystów zostały zaledwie niedobitki, z którymi można pograć w brydża w Oborach, zamiast Kossakówki - kawalerka na warszawskiej Woli. Substytutem rautów stały się natomiast spotkania autorskie. Często dla nietypowej widowni:
"Wtem z dala, od strony budowy, dostrzegamy maszerującą w naszą stronę kompanię wojska. Rozpoznaliśmy mundury Ochotniczych Hufców Pracy. Junacy zbliżali się do nas (... z piosenką na ustach. w oczach Madzi zobaczyliśmy przerażenie.
- Boże święty, co ja zrobię?! Cały program diabli wzięli. Święty Antosiu!- proszę Cię, natchnij mnie, od czego by tu zacząć, by rozruszać to wojsko. przecież nie mogę się skompromitować. Antosiu kochany, dostaniesz 50 złotych, jeśli tylko wieczór się uda."
Zamiast wielkiej familii Kossaków Magdalenie zostaje jedynie towarzystwo Zygmunta, postaci wielce enigmatycznej i nie zawsze pozytywnej (przyznaje się choćby do licznych zdrad i np. faktu, że po ślubie ze stresu urwał się "w Polskę", a mam wrażenie, że to nie wyczerpuje katalogu błędów i wypaczeń). Mimo to pisarce jakoś udało się go jakoś ucywilizować. Książka, mimo wszystko, jest pomnikiem utraconej miłości. W dodatku świetnie się ja czyta. Charakteryzuje ją gawędziarski styl, niezwykle podobny do stylu żony, i dobra pamięć do szczegółów i anegdot.
W sumie, to sympatyczna i odprężająca lektura, świetnie nadająca się do walki z chandrą:).
Zapraszam do dyskusji o "Zalotnicy niebieskiej" - TUTAJ.
*"30 lat życia z Madzią", Zygmunt Niewidowski, Wrocław 1988, s.145
niedziela, 3 lipca 2011
Izydor w okopach (notka zmilitaryzowana)

Nic nowego pewnie nie napiszę o "Długim marszu". O historii "wielkiej ucieczki" z sowieckiego łagru po ekranizacji Petera Weira słyszeli już chyba wszyscy. Wiele ciekawych informacji znajdziecie na blogu "Fotel przy kominku", między innymi o historii powstania książki, autor bloga zadał sobie również sporo trudu w zestawieniu głosów krytycznych dotyczących książki (min. dotyczącej autentyczności opisywanej historii) i bezlitośnie się z nimi rozprawił:).
Moim zdaniem największą jej zaletą jest wciągająca historia (która zaowocowała ekranizacją i 20 milionami sprzedanych egzemplarzy na świecie) w połączeniu z faktem, że opowiada o reżimie komunistycznym. Popularnych historii odsłaniających ciemne strony faszyzmu jest sporo. Działalność partii faszystowskich jest w wielu państwach zakazana. Tymczasem jeśli chodzi o komunizm - mamy koszulki z Che Guevarą, pielgrzymki noblistów do Fidela, a literatury łagrowej jakoś nikt nie ekranizuje. Tymczasem "Długi marsz" w skondensowany sposób przekazuje spory ładunek informacji o archipelagu "Gułag". Zaawansowani znawcy tematu zapewne wzruszą tylko ramionami. Ilu jest jednak takich na Zachodzie?
W czasach, gdy ja chodziłam do liceum, w programie był jeszcze "Inny świat" Herlinga-Grudzińskiego. Czy chyłkiem nie opuścił listy lektur albo nie został przycięty do kilku fragmentów? Czy za kilka lat w szkole w ogóle będzie się można dowiedzieć czegokolwiek na temat patologii systemu komunistycznego?
Na wszelki wypadek warto się zatem zaopatrzyć w egzemplarz "Długiego marszu". Książka zresztą świetnie się nadaje na prezent. Podarowana zazwyczaj nie kurzy się na półce, lecz jest czytana przez kilka osób.

"Jak żołnierz gramofon reperował" miała dotyczyć wojny w Bośni. Tymczasem akcja książki wojnę w zasadzie omija. Pozornie jest to historia gwałtownie zakończonego idylicznego dzieciństwa (w scenerii znanej wszystkim z filmów Kusturicy). W momencie, gdy wojna wybucha, bohater, 14-letni Aleksandar, syn Serba i muzułmańskiej Bośniaczki, jest już w drodze do Niemiec, gdzie za kilka lat będzie uznany za "modelowy przykład integracji". Ominie go nie tylko sama wojna, ale także niektóre najcięższe psychologicznie jej skutki (np. konieczość spotykania codziennie na ulicy ludzi, którzy wyrządzili krzywdę jego rodzinie). Ale i tak zapłaci swoją daninę. Tyle, że w zupełnie innej formie.
Książka, nasycona magicznym realizmem i absurdalnymi opowieściami, początkowo mi się podobała. Potem zaczęły mnie jednak irytować powracające co chwila motywy, te same historie opowiedziane na wiele sposobów. Może nie zrozumiałam celu tego zabiegu. Jednak mimo wszystko bilans po jej przeczytaniu wypada na plus.

"Czarny ptasior" to reportaz na temat okupacyjnych losów Jerzego Kosińskiego. Niewiele ma wspólnego z "Malowanym ptakiem" (poza scenerią podtarnobrzeskiej wioski, w której się ukywał). Zgadzam sie jednak z autorką, prawda nie jest może tak efektowna, ale za to znacznie ciekawsza. Na pierwszy plan wysuwa się tu [postać ojca, mądrego człowieka, który potrafił bezpiecznie przeprowadzić swoją rodzinę przez czas okupacji (było to zapewne porównywalnie trudne do wykonania, jak przeprawa suchą stopą przez Morze Czerwone).
Historia z wieloma zakrętami (jednym z nich było wejście Armii Czerwonej) i znakami zapytania. Moim zdaniem- warta poznania.
środa, 27 kwietnia 2011
"Opowiedzcie jak tam żyjecie"- Agatha Christie

W 1930 Agatha Christie, wówczas juz dość znana 40-letnia pisarka w trakcie podróży po Bliskim Wschodzie, poznała 26-letniego archeologa, Maxa Mallowana. Wspólne zwiedzanie wykopalisk zakończyło się małżeństwem, dla pisarki oznaczało to także zmianę trybu życia. Do wybuchu drugiej wojny światowej miała okazję wielokrotnie towarzyszyć mężowi w kolejnych ekspedycjach. Efektem tych wypraw jest "Opowiedzcie, jak tam żyjecie"- nasycona humorem relacja z Bliskiego Wschodu.
A do tych wycieczek inaczej niż z humorem podchodzić się nie dało. Oznaczały one bowiem ciągłe niewygody, noclegi w złych warunkach sanitarnych, choroby i użeranie się z pracownikami.
"Max cierpi z powodu pcheł jeszcze bardziej niż ja. Pewnego dnia w szwach jego spodni znajduję i bezlitośnie morduję 107 pcheł. (...) Wydaje się, że mnie przypadają tylko nadmiarowe pchły, te, które nie potrafiły dobrać się do Maxa. Moje pchły są drugiej klasy, gorsze, niezdolne do skakania wysoko!"
W relacji Lady Agathy brzmi to jednak wszystko jak przygoda i niekończący się ciąg skeczy.
Nawet różnice kulturowe nie są jej straszne. Zamiast zamartwiać się, czy była dostatecznie poprawna politycznie, pisarka postanawia je po prostu obśmiać.
"Kurdyjka wynurza się ponownie ze swojej lepianki i wymyśla mężowi (...). Kurd, wielki, przystojny mężczyzna, wzdycha ze smutkiem. Któż chciałby być mężem Kurdyjki?
Istnieje powiedzonko, że jeśli Arab obrabuje cię na pustyni, pobije cię, ale zostawi przy życiu. Natomiast gdy obrabuje cię Kurd, zabije cię dla samej przyjemności zabijania.Być może trzymanie pod pantoflem w domu, pobudza do dzikości poza domem."
Powyższe cytaty to niewielka próbka jej możliwości, większość anegdot jest po prostu za długa do przytoczenia.
Zachęcam do tej wyprawy do innego świata, w dodatku z tak niezwykłym przewodnikiem. Idealna lektura na chandrę:).
środa, 20 kwietnia 2011
Hidden Lives - Margaret Forster

Myślę, że się zakochałam. Choć jak to bywa wiosną, ta miłość pewnie szybko wyparuje, zwłaszcza, że chodzi TYLKO o książkę.
A mowa o "Hidden Lives" Margater Forster, autorki dość skąpo tłumaczonej na polski (zaledwie 3 książki wydane w serii KIK, i to niekoniecznie te najlepsze), zadeklarowanej feministki, która z w swoich powieściach z upodobaniem dokonuje wiwisekcji rodziny. Nie stroni także od tematów biograficznych, zwłaszcza biografii słynnych kobiet.
"Hidden lives" to literatura faktu szczególnego rodzaju, dotyczy bowiem rodziny autorki, a konkretnie kobiet z tejże rodziny: babki Margaret Ann (ur. w 1869), matki Lilian (ur. w 1901) i jej sióstr, oraz samej Margaret F. (ur. w 1938). Daty urodzenia w nawiasach wrzuciłam nieprzypadkowo. W założeniu bowiem "Hidden Lives" to nie tylko rodzinne rozdrapy (bo nie jest to żadna grzeczna, podnosząca na duchu historia, oj nie), ale także podróż przez życie i sytuację kobiet na przestrzeni prawie stu lat. Autorka, przy okazji snucia rodzinnych opowieści chce obalić tezę, że życie kobiet na przestrzeni lat wcale się nie zmienia, i ich sytuacja jest wciąż zła, a światełka w tunelu nie widać. Co innego widać na przykłądzie jej rodziny. Inaczej wyglądało życie Margaret Ann- nieślubnego dziecka i służącej, której udało się osiągnąć awans społeczny za cenę rozstania z najstarszą, nieślubną córką. Matka autorki - Lilian, wprawdzie mogła zdobyć wykształcenie i przez dłuższy czas odnosić sukcesy zawodowe, chęć posiadania dzieci sprawiła , że skończyła jako kura domowa z depresją. Sama Forster (absolwentka Oksfordu a następnie nauczycielka i pisarka) pokierowała swoim życiem bardziej świadomie, nie tylko dzięki ogromnej ambicji i detrminacji, ale także dlatego, że życie kobiet nieprzerwanie zmieniało się na lepsze.
Życie to jednak nie klocki lego, a autor może sobie pisać ile chce, a czytelnik wyczyta to, co mu akurat pasuje. Po lekturze bowiem miałam nieco inne wrażenie, niż to które chciała przekazać Forster. A mianowicie takie, że ludziom (nie tylko kobietom) może żyje się coraz lepiej, mentalność się zmienia, ale w każdych historycznych dekoracjach ludzie maja jakieś pole wyboru, i niektórzy z niego korzystają (jak Margaret Ann i jej wnuczka), a inni poddają bitwę za bitwą, nawet przed jej rozpoczęciem. Tak robiła Lilian - dla mnie centralna postać książki. Bardzo nieszczęśliwa osoba, którą jej córka uważa za ofiarę systemu, choć przyczyny, moim zdaniem, w większości tkwiły w niej samej.
Dla Forster była niezwykle ważną osobą, także dlatego, że zbudowała swoje własne życie na staraniach, żeby być antytezą własnej matki. Siłą rzeczy poświęcała jej wiele swojego czasu i myśli, a efekt tego mamy w "Hidden Lives", gdzie dokonuje bolesnej wiwisekcji jej osoby, także jej własnego, zmieniającego się stosunku do niej. Jest to opowieść bolesnie szczera zarówno, jeśli chodzi o osobę matki, jak i córki, która nie ukrywa wielu swoich negatywnych uczuć.
Czasami łapałam się na tym, że Forster przesadza, niemal zawsze interpretując fakty na niekorzyść Lilian. Nie przekroczyła jednak granicy, za którą jest juz tylko niesmak. Raczej smutek, że tak bardzo się od siebie oddaliły (także ze względu na ekstremalna różnicę charakteru), ze nigdy do końca się nie zrozumiały (Forster ma z tym problemy także wiele lat po śmierci matki), że matka tak bardzo ukształtowała się wg cudzych wzorców, że zupełnie zagubiła siebie. Zapewne obydwie kobiety pogodzić i zrozumieć mogłyby się dopiero w zaświatach (w które zresztą Forster, córka gorliwej anglikanki, nie wierzy).
Widać, że temat matki to nie do końca zabliźniona rana (zupełnie inaczej bowiem relacjonuje, znaną tylko z drugiej ręki, histrię swojej babci). Zresztą może rana to złe słowo - te wczesne lata mocno autorkę naznaczyły, nie tylko w negatywnym sensie - także zdefiniowały jej zainteresowania literackie (w linkach wrzuciłam link do recenzji jednej z książek wydanej po polsku- z centralną postacią bardzo przypominająca Lilian), jak i społeczne (feminizm).
Wartość tej książki polega na tym, że bardzo głęboko wchodzi w życie "podstawowej komórki społecznej", dzięki temu nawet, jeśli nasz bagaż rodzinny był inny, myślę, że łatwo będzie znaleźć materiał do przemyśleń, który można odnieść do swojego życia. Acha - nie ma w tej historii żadnych ewidentnych patologii (choćby molestowania seksualnego czy przemocy)- to uwaga dla tych, których taka tematyka odstrasza.
Oprócz tego - "Hidden Lives", ujawniła u mnie skłonność podglądackie. Gdy tylko dowiedziałam się, że Forster napisała również kontynuację "Precious Lives", poświęconą w większości ojcu, już zaczęłam sobie ostrzyć zęby na kolejną wiwisekcję.
Ksiażkę świetnie się czyta. Naszpikowana jest detalami z życia codziennego klasy robotniczej w jej rodzinnym Carlisle - szczegółami topograficznymi, opisami szkół, wakacji, wizyt u lekarza... Autorka wręcz maluje słowem, a robi to tak zręcznie, że po lekturze mamy przed oczami obrazy z książki.
Notka pewnie nie jest specjalnie zachęcająca, nie bardzo wiedziałam z której strony ugryźć temat. Pewnie, gdybym poleciała schematem: saga rodzinna/tajemnica (ostatecznie która rodzina nei ma tajemnic?), byłabym bardzie skuteczna w reklamowaniu książki:).
Jednak nawet, jeśli moja opinia nie zachęca, jeśli kiedyś ten biały kruk wpadnie wam w ręce, dajcie mu szansę:).
Linki:
O Margaret Forster w wikipedii.
Nieco lifestylowy artykuł o MF, w kontekcie "Hidden Lives" i "Precious Lives"
Jedyna blogowa recenzja po polsku innej książki MF u Zosik.
Jeszcze jedna recenzja "Hidden Lives"
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
"Marianna i Róże"- Janina Fedorowicz, Joanna Konopińska

"Marianna i Róże" Joanny Konopińskiej i Janiny Fedorowicz, opisuje historię, która zdarzyła się naprawdę. To wspomnienia babci jednej z autorek, zrekonstruowane na podstawie pozostawionych przez nią zapisków, pamiątek i rodzinnych wspomnień. Opowieść, która brzmi dziś jak z innego świata.
Książka ma formę pamiętnika średnozamożnej wielkopolskiej ziemianki, Marianny Jasieckiej. Obejmuje lata 1871-1914 i koncentruje się na codziennym życiu. Marianna ma jednak świadomość upływającego czasu, i chce zostawić dla swoich dzieci i wnuków swoiste świadectwo, stąd też sporo tu wzmianek o wydarzeniach kulturalnych czy politycznych. Wielkopolska walczyła wówczas z agresywną germanizacją, a autorka miała możliwość być świadkiem choćby sprawy wozu Drzymały, czy szkolnego strajku we Wrześni.
Co można powiedzieć o życiu w Wielkopolsce czasów fin de siècle? Poza takimi ciekawostkami, że wyprawa nad morze czy do Wrocławia, wymagała przygotowań większych, niż obecnie przy wyprawie na drugi koniec świata? Czy faktem, że ślubna wyprawa mogła by wystarczyć na wyposażenie hotelu średniej wielkości.
Uderzyły mnie dwie sprawy. Po pierwsze - życie kobiety było podporządkowane rodzinie, ale absolutnie nie chodziło o jakieś stereotypy typu "matka Polka". Rodzina była przedsiębiorstwem, a produktem tegoż przedsiębiorstwa były dzieci. Ważne było, aby gdy dorosły, odnalazły swoje miejsce w życiu, dlatego niezwykle ważne było staranne i śWIADOME wychowanie. I nie chodzi bynajmniej o to, że było to wychowanie rygorystyczne, czy też pozbawione spontaniczności.
Celem procesu było raczej przekazanie właściwych wartości (także poprzez wybór placówek edukacyjnych), równoważenie wpływów zewnętrznych wpływami domu, tak, aby nie zepsuć tego "produktu", zanim rozpocznie samodzielne życie. Szczególnie wiele czasu poświęcała Marianna formowaniu charakterów córek. Czasy bowiem były okrutne dla kobiet, i zniszczenie szans na zamążpójście równało się zepchnięciu na margines spółeczeństwa.A że nie było to zagrożenie wyssane z palca, świadczą choćby losy młodej kuzynki Jasieckich, którą samo podejrzenie pozamałżeńskiego romansu, nie tylko pozbawiło szans na założenie rodziny, ale i uniemożliwiło pracę zarobkową.
A córek w rodzinie naszej bohaterki do uplasowania na matrymonialnm rynku było aż sześć. Nie trzeba dodawać, że skazy na reputacji jednej z nich równały się pogrzebaniu szans pozostałych.
Zarządzaniem tym procesem wychowawczym zajmowała się właśnie Marianna, i był to proces nie mniej skomplikowany, niż współczesny Human Resources Management (a odpowiedzialność większa, bo chodziło o własną firmę- rodzinę i własne dzieci).
Drugi temat, który mnie zainteresował to obrona przed germanizacją, która przyjmowała formę swoistego apartheidu: bojkot niemieckich sklepów, kontakty wyłącznie z polskimi sąsiadami, tak długo, jak to było możliwe - polskojęzyczna edukacja, obrona przed wykupem ziemi. W dzisiejszych czasach, kiedy większość Polaków nie widziałaby nic złego w zmianie obywatelstwa na bardziej prestiżowe, ta determinacja jest niemal nierzeczywista.
No cóż- zachęcam do tej podróży w inne czasy:). Ciekawe na co Wy zwrócicie/zwróciliście uwagę.
piątek, 25 lutego 2011
Vargas Llosa w Izraelu, a Lawrence w Arabii - dwa spojrzenia na Bliski Wschód

"Izrael - Palestyna: Pokój czy Święta Wojna" Mario Vargasa Llosy- to felietony publikowane na przestrzeni kilku lat w El Pais, wraz ze sprawozdaniem z reporterskiej wyprawy do Izraela. Pisarz próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy jest możliwy pokój na Ziemi Świętej. Robi to przede wszystkim rozmawiając z ludźmi - książka roi się zatem od sprzecznych opinii jego rozmówców.
Pomija tu jednak szerszy, międzynarodowy kontekst polityki na Bliskim Wschodzie. Odmawia również prawa do wyrabiania sobie opinii na temat tego konfliktu ludziom, którzy nie odwiedzili Izraela. Jak dla mnie - książka nie niesie dużej wartości. Jej poziom jest raczej "gazetowy", i jeśli czytacie regularnie jakikolwiek tygodnik opinii lub poważniejszy dziennik (a te poruszają siła rzeczy tematy bliskowschodnie), nie wniesie ona do waszej wiedzy niczego nowego. W dodatku analizuje sytuację aktualną w roku 2005 (a mnie ciekawi bardziej sytuacja w Izraelu teraz- w świetle "arabskiej wiosny ludów"). Wartość tej lektury jest zatem podobna do czytania starych gazet (postąpiłam z nią zresztą tak, jak robię ze starymi gazetami, częściowo tylko ją przejrzałam).

"Siedem Filarów Mądrości" Thomasa Edwarda Lawrence'a jest pozornie jeszcze bardziej zwietrzała, opisuje bowiem powstanie Arabskie przeciw Turkom w latach 1916-18. A jednak dowiedzieć się z niej można dużo więcej- po pierwsze o arabskiej kulturze i mentalności (choć jest to spojrzenie z zewnątrz). Po drugie o mechanizmach politycznych. Arabskie powstanie narodowowyzwoleńcze było bowiem sterowane z zewnątrz. Decyzja o nim zapadła gdzieś w zaciszu brytyjskich gabinetów. Potrzeba niezależności była podsycana przez wybitnego socjotechnika- Lawrence'a. A cała "konstrukcja" rewolty (poczynając od wyboru przywódcy) również była jego autorstwa. Warto mieć to na uwadze zastanawiając się na ile obecny "wybuch wolności" w krajach arabskich jest spontaniczny, a na ile wyreżyserowany.
Plusem książki jest piękny język i niezliczone bon-moty. Minusem- zbytnia szczegółowość (te niekończące się jazdy na wielbłądach, postoje, noclegi)...Przyznam, ze wiele z nich ominęłam.
Dlatego też jest ona raczej godna polecenia dla miłośników kultury arabskiej. Chociaż wstępne, bardziej ogólne rozdziały powinny być ciekawe dla każdego.
Zdjęcie ze strony wydawcy.
niedziela, 30 stycznia 2011
"Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy"- Sergiusz Piasecki

Powiedzieć, że Sergiusz Piasecki miał ciekawy życiorys, to w zasadzie, jakby nic nie powiedzieć. Współpracownik wywiadu (wczesne lata 1920-te), przemytnik (na granicy polsko- sowieckiej), kokainista, pod wpływem nałogu zajął się też działalnością rozbójniczą. Ta zaprowadziła go do więzienia (początkową karę śmierci zamieniono mu na 15 lat), które z kolei stało się dla niego początkiem kariery... literackiej. Jego zapiskami z czasów przemytniczych zachwycił się bowiem sam Melchior Wańkowicz, i to dzięki jego staraniom Piasecki mógł wydać swoją pierwsza książkę a następnie kilka lat przed upłynięciem wyroku opuścić gościnne podwoje więzienia na Świętym Krzyżu.
A to jeszcze nie koniec jego historii, ciekawe były również jego losy w czasie Drugiej Wojny Światowej, zainteresowanych odsyłam do Wikipedii (link).
“Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” jest luźno oparty na wspomnieniach Piaseckiego z pogranicza w latach 1922-25. Oparty luźno, gdyż Piasecki darował sobie np. krępujące szczegóły związane z narkotykami, zamiast tego zabrał się za tworzenie legendy polskiego dzikiego Wschodu i Nocnych Piechurów w jednym (przemytnicy niestety nie mogli, z przyczyn technicznych być Nocnymi Jeźdźcami).
“Gdyby zrzucić w głuchą jesienną noc z granicy welon mroku, zobaczylibyśmy ciągnące ku granicy partie przemytników. Idą po trzech, pięciu, nawet kilkunastu.(...) Są i parte uzbrojone, lecz jest ich bardzo mało, przemytnicy broni nie noszą. (...) Zobaczylibyśmy rekinów pogranicza- Chłopów z otriezami, karabinami, rewolwerami, siekierami, widłami, czyhających na zdobycz. (...) Zobaczylibyśmy wreszcie niezwykłą postać- człowieka, który samotnie przemierza pogranicze. (...) To szpieg (...) korsarz granicy. (s. 46)*
“Kochanek...” przytacza losy młodego przemytnika Władka, który zaczyna znajomość z granicą z czystego przypadku, ale szybko daje się wciągnąć w ten świat. Kręcą go nie tyle zarobki, ile adrenalina, “mołojecka sława”, możliwość sprawdzenia siebie i poznania ludzi. Granica bowiem, to miejsce gdzie jak nigdzie człowiek opiera się jak nigdzie o lojalność wobec kolegów i gdzie rządzi zapomniane hasło muszkieterów: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
“Trudny i niebezpieczny jest zawód przemytnika! Lecz czułem, że porzucić go byłoby mi trudno. Przyciąga mnie, jak kokaina...Wabią nasze tajemnicze nocne podróże. Pociąga gra nerwów i gra ze śmiercią i niebezpieczeństwem. Lubię powroty z dalekich, trudnych wycieczek. A potem: wódka, śpiew, harmonia, wesołe twarze chłopaków i... dziewczyny. Kochające nas nie za nasze pieniądze, a za śmiałość, wesołość, rozhulność, i pogardę dla forsy.” (s. 76)*
Władek stopniowo przechodzi wszystkie stopnie wtajemniczenia, przechodzi od działalności przemytniczej do czysto rozbójniczej, ma kochanki po obu stronach granicy, poznaje ją jak nikt inny. Aresztowany zarówno po polskiej, jak i sowieckiej stronie, wiedzie życie wyjętego spod prawa.
Jednak nie potrafi go porzucić, podobnie, jak wielu jego towarzyszy. Wszystkich ich napędza jakiś dziwny niepokój.
Jednak mimo to, stopniowo, robi się wokół niego coraz bardziej pusto. Zawód przemytnika (zwłaszcza na tej konkretnej granicy) jest jednak specjalnością wysokiego ryzyka. Ci , którym udaje się ujść z życiem i nie dać się aresztować po sowieckiej stronie często nie wytrzymują napięcia.. i giną z własnej ręki. Często nie potrafią sobie poradzić w zwykłym świecie, gdzie zamiast rozróżnienia na czarne i białe króluje podstępna szarość.
Tylko Władek wciąż trwa na posterunku, napędzany przez zemstę, miłość do “złej kobiety” i liczne obietnice dane przyjaciołom, którzy odeszli w siną dal, bądź na tamten świat.
Jakiego ostatecznie dokona wyboru?
Zazwyczaj rzadko sięgam po książki z nurtu “macho”- jakoś nie ciągnie mnie do Hemingwayów i Hłasków. Ta jednak ma w sobie duży urok, historii nie tylko przeżytej, ale także przetrawionej w trakcie lat spędzonych w więzieniu. A w dodatku Piasecki ma niezaprzeczalny talent. Jego bohaterowie budzą zaciekawienie, a jednocześnie żal, że tak wartościowi w sumie ludzie funkcjonowali w społeczeństwie jako wyrzutki, że niewielu niepodległa Druga Rzeczpospolita miała coś do zaoferowania. Wyjaśnienie tego faktu dają zresztą dalsze losy samego Piaseckiego- świetnie się odnalazł w trakcie kolejnej wojny. Miał zresztą szczęście- jego, przez kolejne zawirowania losu przeprowadził jego literacki talent, który dał mu drugą szansę na odnalezienie się w życiu.
Bardzo polecam.
Wydaje mi się, że książka, ze względu na walory przygodowo-sensacyjne, szczególnie nadawałaby się dla młodzieży (zwłaszcza męskiej), ale być może, z powodu nikłej znajomości tejże młodzieży, się mylę, więc prosze się nie sugerować:).
*Numeracja stron w cytatach- na podstawie wydania Towarzystwa Wydawniczego Graf, Gdańsk 1989
Zdjęcie ze strony wydawcy.



.jpg)








