
Książka , która była dla mnie sporym zaskoczeniem, i to wielopoziomowym.
Szukałam innej pozycji tego autora podróżniczo- filozoficznego "Podróżny i światło księżyca", no ale skoro trafiła mi się na podaj.net "Legenda.." uznałam, że nie będę wybrzydzać i ją sobie zamówiłam. Po otwarciu koperty przeżyłam kolejne zaskoczenie- książka okazała częścią Czytelnikowskiej serii z Jamnikiem (kryminalnej) w dodatku na okładce zostały pozamieszczane dyskretne piktogramy z bronią palną.
Czyli kryminał. Tyle, że w toku akcji z trudem można się doszukać jakiegoś trupa, jeśli już, to dość nieświeżego, bo kilkusetletniego.
Czym więc jest ta książka? Prekursorem nurtu, w którym można umieścić Zafona, Dana Browna, czy nawet Eco (tudzież wielu innych autorów, nie przytaczam, bo nie czytałam). Mamy tu stary zamek, rodzinną legendę, spisek, różokrzyżowców, jeźdźca bez głowy, stare manuskrypty, biblioteki, alchemię, znajdzie się nawet zombie. A do tego jeszcze ciekawa galeria bohaterów: węgierski doktor filozofii i macho dla ubogich w jednym, czyli Janos Batky, rodzina Pendragonów, będąca inteligentnym przeglądem wszystkich możliwych stereotypów na temat brytyjskich arystokratów, niemiecka(niemiecki?) babochłop Lena Kretsch, irlandzki cwaniaczek Malone a do tego pewna mrrrroczna Femme Fatale (nie wymieniam tu zombie, bo to oddzielna kategoria bohatera).
Do tego rewelacyjne poczucie humoru, niby- brytyjskie, ale z odrobiną środkowo europejskiego szaleństwa. Cała historia początkowo przypomina nieco czeski film (nie będę jej streszczać, bo byłoby to możliwe tylko do bardzo wczesnego etapu, dalej mogłabym popsuć przyjemność rozwiązywania kolejnych zagadek), potem autor, niby saper, dezaktywuje kolejne pułapki.
Dlaczego w przeciwieństwie do książek wymienionych (i niewymienionych) przeze mnie autorów ta jest kompletnie nieznana? Pewnie dlatego, że Szerb, zmarły w '45 w obozie koncentracyjnym, ze swoją książką z 1934, ma mniejszą marketingową siłę przebicia niż żyjący autorzy. Zresztą, żeby książka z tego nurtu dobrze się sprzedała w PL, najlepiej żeby twórca miał nazwisko hiszpańskie, a nie węgierskie.
W każdym razie, gdyby ktoś wygrzebał tę pozycję na strychu/ w bibliotece to polecam, można czytać:).
*obrazek okładki pobrany z sieciowego antykwariatu.