
Gdy dostałam propozycję zrecenzowania "Historii urody" rzuciłam się na nią jak pies na świeżą porcję kiełbasy. Jakiej kobiety nie zainteresuje taki temat? Początkowo jednak wszystko wskazywało na to, że połamię sobie na tym daniu zęby. Książka nie jest bowiem prostą historią ubioru, bądź pielęgnowania urody. Autor omawia kolejne epoki (poczynając od renesansu), zaczynając od roli ciała (a ta nie brała się z powietrza, zazwyczaj była wypadkową koncepcji dotyczących człowieka w świecie, kulturowych tabu, roli nauki no i oczywiście stosunków społecznych), poprzez szczegóły (w każdej epoce inne części ciała uważane były za atrakcyjne), kończąc na tym, jak manifestowało się to nie tylko w stroju, ale także w literaturze i sztuce. Książka jest niezwykle erudycyjna, omówione są w niej setki dzieł, nie mówiąc już o literaturze fachowej, a w nowszych epokach - nawet prasie i reklamie. Mimo, że nie znajdziemy w niej ilustracji, same opisy są dokładne, wyczerpujące i świetnie ilustrują tezy autora.
Po początkowym oszołomieniu nadmiarem treści znalazłam swój sposób czytania tej książki, koncentrując się interesujących mnie zagadnieniach, inne traktując bardziej pobieżnie.
Przyznam szczerze, że najbardziej zainteresował mnie wiek dwudziesty z kultem pielęgnacji urody, który zaczął pełnić rolę opium dla ludu jak również związki urody z ... faszyzmem.
Moim zdaniem "Historia..." słabo nadaje się do czytania "jednym ciągiem", może wówczas przytłoczyć, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Może ona wzbogacić naszą wiedzę i nadać nowy kontekst dotychczasowym zainteresowaniom. Buszujący po muzeach całego świata miłośnicy sztuki z chęcią zagłębią się w rozdziały o wieku XVI i XVII. Z kolei dwa następne wieki będą szczególną gratką dla fanów klasycznej literatury (wiele miejsca poświęcono tu np. Zoli i Flaubertowi).
Część współczesna zainteresuje każdego, kto chciałby zajrzeć pod podszewskę popkultury.
Dlatego też polecam, choć z zastrzeżeniem- łatwo nie będzie:).
Po początkowym oszołomieniu nadmiarem treści znalazłam swój sposób czytania tej książki, koncentrując się interesujących mnie zagadnieniach, inne traktując bardziej pobieżnie.
Przyznam szczerze, że najbardziej zainteresował mnie wiek dwudziesty z kultem pielęgnacji urody, który zaczął pełnić rolę opium dla ludu jak również związki urody z ... faszyzmem.
Moim zdaniem "Historia..." słabo nadaje się do czytania "jednym ciągiem", może wówczas przytłoczyć, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Może ona wzbogacić naszą wiedzę i nadać nowy kontekst dotychczasowym zainteresowaniom. Buszujący po muzeach całego świata miłośnicy sztuki z chęcią zagłębią się w rozdziały o wieku XVI i XVII. Z kolei dwa następne wieki będą szczególną gratką dla fanów klasycznej literatury (wiele miejsca poświęcono tu np. Zoli i Flaubertowi).
Część współczesna zainteresuje każdego, kto chciałby zajrzeć pod podszewskę popkultury.
Dlatego też polecam, choć z zastrzeżeniem- łatwo nie będzie:).