poniedziałek, 19 września 2011

Książkowy Grochów




Grochów to warszawskie osiedle położone na prawym brzegu Wisły. Przez lata kojarzyło się raczej z pamięcią powstania listopadowego (na jego rubieżach znajduje się Olszynka Grochowska), później z pewną piosenką Muńka Staszczyka (Wyglądam przez okno, na oczach mam sen, a Grochów się budzi z przepicia- T.Love "Warszawa")). Post nie będzie poświęcony jednak zagadnieniom krajoznawczym (choć nie odmówię sobie wrzucenia zdjęcia Smoka Grochowskiego*), a książkowym:). Niewielu bowiem wiem, że Grochów jest prawdziwym zagłębiem taniej książki, i trudno na nim żyć tak, aby nie zostać przysypanym przez nadlatujące z każdej strony woluminy. Z reguły nie pierwszej młodości.


Najobfitszym źródłem jest antykwariat na Bazarku Szembeka (ul. Zamieniecka 90). Podobno mieści się w nim 70 tys. książek, część z braku miejsca na zewnątrz. Ceny - od kilku złotych. Obowiązuje nieustanna promocja na książki wystawione pod gołym niebem: ile uniesiesz za 20 zł (na zdjęciu nr 2 właśnie ktoś korzysta z promocji, widać odłożony solidny stosik książek, na zdjęciu nr 3 zbliżenie ekspozycji zewnętrznej, w tle infrastruktura bazarku).
Antykwariat ma również filię na allegro.

Przyznam, że sama korzystałam, tyle, że z opcją odbioru osobistego.
Książki podzielone są tematycznie, wg. kraju pochodzenia, najpopolarniejsze serie mają swoje oddzielne regały (min. Nike, KIK, czarna PIW, kieszonkowa wydawnictwa literackiego). Rozbudowany jest dział dziecięco- młodzieżowy i historyczny, cały regał zajmują dzienniki i wspomnienia. Książki obcojęzyczne to w sumie 3 regały (ustawiane podwójnie, łącznie z tymi do nauki). A zresztą co ja tu będę reklamować- zapraszam do odwiedzin i samodzielnego szperania.
Aktualizacja na 04/2013 - antykwariat przeniesiony na Kickiego 12.


Szmateksy są niezłym źródłem książek po angielsku. Poniżej namiary (czasem orientacyjne) tych, które odwiedziłam.
  • Waszyngtona 146 (Tomitex)- zmienne ceny i ilość książek (1-5 zł), zazwyczaj dostępne półki, dostawy średnio co 2 tygodnie. Aktualizacja na 04/2013: istnieje, ceny od 50 gr do 5 zł.
  • Grochowska 203 (na tyłach Uniwersamu Grochów)- ilość książek zmienna, dostawy co miesiąc, ceny ok 3 zł/sztukę. Aktualizacja na 04/2013: nie istnieje.
  • Grochowska 243/245 - 3 półki, książki rotują dość wolno, ceny ok 3 zł, 5 zł za "albumowe". Aktualizacja na 04/2013: nie istnieje.
  • Grochowska 231 (orientacyjnie, blisko przystanku tramwajowego "Kickiego")- kiedyś był to raj, 2 regały z 1 zł/sztukę. Niestety od dawana nie było dostawy:(. Aktualizacja na 04/2013: nie prowadzi już sprzedaży książek.
  • Zamieniecka 49 (orientacyjnie), cena 19 zł/kg, niestety od dawna nie było dostawy:(. Aktualizacja na 04/2013: nie istnieje.
  • Gdecka 1: szmateks w namiocie naprzeciwko bazaru Szembeka. Książki angielskie, francuskie, niemieckie i niderlandzkie, po 2 zł.
  • Grochowska 112: niewielki antykwariat, prowadzony przez firmę zajmującą się skupem surowców wtórnych. Ceny od 4 zł. 
I jeden adres w okolicach Grochowa:
  • Międzylesie, Żegańska 22c (uwaga, są 2 budynki z tym adresem, blok i pawilon handlowy), szmateks Dago. Co tydzień przyjeżdża wór z książkami (w poniedziałki). Od wtorku można w nim grzebać. Panie udostępniają na życzenie również wory archiwalne. Często trafiają się zestawy tematyczne, np. wór wampirzy bądź kryminalny. Ceny za standardową książkę - 3 zł. Albumy droższe, dziecięce tańsze. Acha - ostatnim razem byłam tam przed wakacjami, mam nadzieję, że system dostaw się nie zmienił. Byłam 10/2012: nie prowadzili sprzedaży książek, może przejściowo.
Wyprzedaże biblioteczne tak naprawdę nie są żadnymi wyprzedażami, można brać sobie książki za darmo. I to nie tylko starocie, ale i całkowite nowości (choć te nie stoją zazwyczaj dłużej niż kilka minut). Zaglądam do następujących bibliotek: na Majdańskiej 5, Grochowskiej 202 oraz Grochowskiej 279. 04/2013: aktualne.

Zapraszam na książkowe łowy:).




*detal architektoniczny z kamienicy na Zamienieckiej 65

Rusz głową z Kraszewskim - konkurs


Zapraszam do konkursu zorganizowanego przez Lirael na Projekcie Kraszewski. Nagroda atrakcyjna- dowolna nowa książka z księgarni internetowej (jest górny limit ceny, ale dostatecznei hojny, żeby można było poszaleć).
W zamian trzeba tylko trochę ruszyć głową:). Zgłoszenia do niedzieli 25 września, ale ja zapraszam do zajrzenia juz dziś:).

czwartek, 15 września 2011

Zbliża się five o'clock - zapraszamy na herbatę (z Agathą Christie)


Five o'clock tuż tuż, zsynchronizujmy zatem zegarki. Tea time, tea party time!


Zapraszamy Was na urodzinową herbatkę i to nie byle jaką, lecz u prawdziwej angielskiej Lady. W programie przewidziane są: ciasteczka, na których można połamać zęby, dużo ciętych ripost, stare koronki i... arszenik. Czy wiecie już, kto będzie naszą gospodynią?


Oto lista jej życiowych dokonań w telegraficznym skrócie: dwóch mężów, jedna córka, 90 powieści i sztuk teatralnych, dwa miliardy sprzedanych egzemplarzy książek, około 80 (co najmniej) adaptacji kinowych i telewizyjnych, nie mówiąc już o grach komputerowych.
O kim mowa? O Królowej Zbrodni - Agacie Christie, dzisiejszej jubilatce, bowiem mija właśnie 121 rocznica jej urodzin. Wprawdzie co jakiś czas pojawiają się pretendentki do tego zaszczytnego tytułu, ale jak wiadomo - "Królowa jest tylko jedna"*.


Agatha Christie króluje także na polskich blogach książkowych. Każdego tygodnia pojawia się co najmniej kilka recenzji tytułów z jej bogatego dorobku - i to całkiem spontanicznie, bez reklamy i rozmachu marketingowego roztaczanego wokół wszelkich nowości wydawniczych.


Celem tego bloga (wspomniana angielska herbatka jest jednocześnie jego zebraniem założycielskim) jest nadanie bardziej scentralizowanej formy temu oddolnemu ruchowi (kto wie, może kiedyś fani Christie wystawią własną reprezentację do Sejmu?), a przede wszystkim wspólna wymiana wrażeń z lektury. Będziemy nie tylko wspólnie czytać powieści Agathy, ale także dyskutować na tematy związane z jej twórczością (choćby o wyższości Poirota nad panną Marple, bądź odwrotnie) i życiem (omówimy kwestię jej tajemniczego zniknięcia oraz fascynację archeologią). Będziemy również dzielili się co bardziej smakowitymi cytatami z jej prozy.


Zapraszamy zarówno starych wyjadaczy, jak i tych, którzy przygodę z Królową Zbrodni mają dopiero przed sobą, a potrzebny jest im pretekst, żeby ją zacząć.

Wejście tędy:)










Tych, którzy ponad kryminały przedkładają inne obszary literatury, zapraszamy na forum Kobiecym piórem.
Jak pisze jego założycielka:
"...zapałałam chęcią bliższego poznania angielskiej literatury, ale wyłącznie jej strony kobiecej. Bez żadnych ideowych przesłanek. Okazuje się bowiem, iż wiele świetnych pisarek, cenionych i chętnie czytanych na świecie (czyli nie w Polsce, sic!), u nas przycupnęło sobie na półkach zapomnienia, i pod warstwą kurzu czeka na głośne nagrody (jak Doris Lessing), które odświeżą je w pamięci polskich wydawnictw i czytelników. Bądźmy zapobiegliwi i sami wytyczajmy ścieżki literackim modom! :)"
Zainteresowanych wytyczaniem nowych mód literackich zapraszam do Maioofki, a potem oczywiście na forum:).

"Milion posagu" - J.I.Kraszewski


Maria ma 16 lat i jest córką kochanki ostatniego króla Polski. Po wyjeździe matki za granicę jest zmuszona (wraz ze swoją ciotką- Scholastyką), zamieszkać w zabitej dechami wioseczce położonej nad Bugiem, należącej do dalekiego krewnego.
Cała trójka zmaga się z niedostatkiem, a niejasne pochodzenie Marii staje się przyczyna wielu docinków i sąsiedzkich intryg. Jedyną przyjazną dusza w okolicy jest Seweryn - niebogaty, pracowity i świetnie wykształcony dzierżawca jednej z okolicznych majętności.
Sytuacja zmieni się o 180 stopni, gdy obie kobiety nagle odziedziczą milionowy spadek (okazuje się, że królewska kochanka potrafiła jednak zabezpieczyć swój byt).
Atrakcyjną panną na wydaniu staje się nagle nie tylko Maria, ale i Scholastyka: ponad 40 letnia singielka o ciętym języku i złośliwym poczuciu humoru.
Obydwie będą musiały stawić czoło prawdziwemu najazdowi łowców posagów: w różnym wieku (od 25 do 60 lat) i o różnym statusie majątkowym. Oblężenie przeżyje nie tylko Maria ale i Scholastyka...
" ... na czele pan Teodor! z nieoszacowana matką ! z lubym ojcem! Maryniu(...) roześmiejże się przynajmniej! (...) po wtóre, pan Fabian, który co chwila chce ci grać do tańca i komponuje dwa razy na dzień siurpryzy z flotrowersem (...). Kochanie, cenić ich nie umiesz. O poruczniku nie wspomnę, bo ten należy do mnie wyłącznie, wczoraj zachwycał się moją ręką. A Kulikowicz, a Haslingi! Mamy doprawdy czym się bawić." [1]
Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że większość z tabunu kokurentów to niedawni prześladowcy obydwu pań. Któż nie chciałby się schylić po milion... albo dwa.
"Milion posagu" to komedia sąsiedzka o wyraźnie satyrycznym zacięciu. Spokojnie dałaby się przerobić na sztukę teatralną w stylu Fredry. Kraszewski bezlitośnie pastwi się nad swoimi bohaterami, wytyka im wady i słabostki. Jest też świetnym obserwtorem i mistrzem trafnej charakterystyki postaci. Książka jest z gatunku raczej rozrywkowych, jedyny morał, jaki z niej wypływa, to fakt, że pieniądz rządzi światem... przynajmniej do czasu:).
Sprężyną intrygi jest tu ciotka Scholastyka, bohaterka niby to pozytywna, ale dzięki swej energii i szczypcie złośliwości - ani trochę nie nudna. Dzięki czemu meandrów nudy unika też "Milion posagu".
Polecam na długie zimowe wieczory:).

[1] J.I. Kraszewski, Milion posagu, Kraków 1976, s 162.

wtorek, 13 września 2011

"Człowiek, który pokochał Yngvego" - Tore Renberg


Sięgając po tę książkę spodziewałam się gejowskiej love story w tonacji nostalgicznej z dwoma pryszczatymi siedemnastolatkami w roli bohaterów. Jak to zwykle bywa, książka nieco rozminęła się z moimi przewidywaniami, nie tylko dlatego, że tylko jeden z bohaterów miał jakiekolwiek pryszcze.
Jest rok 1990. Jarle Klepp, licealista, mozolnie buduje swój image i pozycję w grupie. Jego najlepszym kumplem jest anarchista Helge. Ma dziewczynę (Kathrine), gra w punkowym zespole, a do tego ma poglądy, i to nie byle jakie, a postępowe.
Jak pisze sam bohater z perspektywy lat:
"...wydaje mi się, że pozjadałem wszystkie rozumy i uważam, że 80% moich rówieśników to niedorozwinięci, konserwatywni niedoinformowani debile. Jeżeli czemuś miałbym być przeciwny, to z pewnością EWG, nie lubię też chrześcijan (...), nienawidzę komercjalizmu, braków w wiedzy o ochronie środowiska, popularnej muzyki i kapitalizmu". [1]
Bunt Jarlego jak na dzisiejsze czasy wydaje się dość mainstreamowy (hasła o ochronie środowiska przechwyciła znienawidzona przez niego EWG/UE i są teraz nie tylko w programach szkolnych, ale i przedszkolnych), ale 20 lat temu był jak najbardziej IN.
W ten uporządkowany świat młodego człowieka, który wie czego chce wkracza nagle miłość, w dodatku taka, której sam nie rozumie i nie potrafi przyjąć do wiadomości (do "nowego" z równoległej klasy: "drętwiaka" Yngvego). I nagle: wszystko zaczyna się sypać. Wychodzą na wierzch rożne problemy bohatera (choćby niezabliźnione skutki rozpadu związku jego rodziców), opada maska (a raczej liczne maski), zapomnianej roli nie podpowie żaden sufler, gdyż chłopak znajdzie się nagle w zupełnie nowej dla siebie sytuacji.
Jeśli chcecie sprawdzić, czy jej podoła - zapraszam do zanurkowania w te historię.
Moim zdaniem to naprawdę dobra lektura. Autor nie tylko wiarygodnie uchwycił fenomen "burzy i naporu" okresu dojrzewania, ale nasycił książkę wieloma wiarygodnymi szczegółami (muzyka, moda, obserwacje społeczne), przez co historia Jarlego nie buja w obłokach, a jest naprawdę blisko życia. Tak się zkłada, że także blisko mojego życia, gdyż wprawdzie jestem kilka lat młodsza od bohatera ksiąki, ale w Polsce wszelkie trendy (zarówno te muzyczne, jak i dotyczące np. modnych używek), przyjmowały się nieco później. Dlatego też przy okazji mogłam sobie zafundować podróż sentymentalną.

Największym plusem książki były jednak dla mnie problemy, które autor wprowadził do niej za pośrednictwem postaci Yngvego (ze względu na to, że nie chcę zepsuć efektu zaskoczenia nie będę ich tu jednak szczegółowo omawiać). Myślę, że po lekturze innym okiem spojrzycie na klasowych drętwiaków z czasów własnej młodości.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Akcent i portalowi Czytanie (nie) szkodzi.

[1] "Człowiek, który pokochał Yngvego" - Tore Renberg, Warszawa 2011, s 15

sobota, 10 września 2011

"Śmierć na Nilu" - Agatha Christie


Jeśli nie wiadomo, co czytać, warto po raz kolejny sięgnąć po klasykę... kryminału. Już po pierwszych stronach "Śmierci na Nilu" poczułam, że wchodzę w stan głębokiego relaksu. Ponieważ czytałam te książkę po raz trzeci, trudno było mówić o śledzeniu wątku kryminalnego (niestety, bardzo dobrze pamiętam, kto zabił), zamiast tego potraktowałam ją jako historię obyczajową.
Linnet Ridgeway jest milionerką i celebrytką, jej twarz znają czytelnicy gazet w całej Europie. Pewnego dnia odzywa się do niej jej przyjaciółka z pensji - Jackie:
"-Jackie prześladował okrutny pech.(...) Ojciec odszedł do innej kobiety, zaś matka straciła cały majątek podczas krachu na nowojorskiej giełdzie. Jackie została bez grosza, nie mam pojęcia, jak radziła sobie przez ostatnie lata. [Linnet]
Joanna zajęta była polerowaniem (...) paznokci.(...)przechyliła głowę, żeby należycie ocenić swoje dzieło.
- Kochanie, to może być dość kłopotliwe- wycedziła.-Ilekroć moich przyjaciół zaczyna prześladować pech, natychmiast z nimi zrywam. Może to okrutne, ale oszczędza masę kłopotów na przyszłość. Tacy zawsze chcą pożyczać pieniądze albo biorą się do projektowania mody i trzeba pod przymusem kupować od nich potem koszmarne kreacje. Albo malują ręcznie klosze do lamp lub jedwabne szaliki." [1]
Hmmm, czyżby ktoś ze znajomych Agaty Christie zmuszał ją do kupna szalików? Przemądrzała Joanna ma jednak rację, od wizyty Jackie rozpocznie się seria niefortunnych zdarzeń, zakończona serią morderstw.
Zanim padnie pierwsza ofiara i do akcji będzie mógł wreszcie wkroczyć niezastąpiony Hercules Poirot, sporo dowiemy się o życiu brytyjskich klas uprzywilejowanych. Polecam:).

[1] "Śmierć na Nilu" - Agatha Christie, Warszawa 1977, s 9

piątek, 9 września 2011

"Wojtek z Armii Andersa" - Maryna Miklaszewska


Niemal każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu wychował się na "Czterech pancernych i psie". Czterech facetów z różnych warstw społecznych (a nawet zróżnicowanychnarodowościowo ), piękne kobiety (w mundurach), sympatyczny czworonóg i Rudy 102. Nikt wprawdzie nie mówił skąd to całe towarzystwo wracało i jak znaleźli się za Wołgą. Ale i tak historia "Pancernych", mimo, że zafałszowana, zawładnęła wyobraźnią, zwłaszcza młodszego pokolenia.
Maryna Miklaszewska i Maria Dłużewska postanowiły pójść tym tropem i napisać scenariusz serialu o Armii Andersa. Nie wiem, czy sugerowały się historią 'Pancernych" gdy pisały "Wojtka". ale jedno jest pewne- nic tak nie kształtuje zbiorowej wyobraźni jak film, a już zwłaszcza serial. Powtórzonypentylion razy w telewizji, zostaje w głowie oglądającego już na zawsze.
Niestety , TVP nie była zainteresowana jego produkcją (były pewnie bardziej priorytetowe cele, jak film fabularny o piciu taniego wina pod płotem, bądź jakaś przeróbka brazylijskiego serialu). Zamiast tego - mamy książkę.
"Wojtek z Armii Andersa" Maryny Miklaszewskiej opowiada o losach kilkorga ludzi, od momentu "amnestii" obywateli polskich więzionych na terenie ZSRR (Układ Sikorski- Majski w czerwcu '41), ich rozpaczliwej ewakuacji, poprzez Iran , Palestynę. Akcja urywa się po zamachu na gen. Sikorskiego (lipiec '43), potem mamy tylko dwa epizody: Monte Cassino i Londyn w maju '46.
Bohaterowie to prawdziwa galeria postaci, oprócz żołnierzy wywodzących się z różnych środowisk, znajdzie się tak ze mały chłopiec (wieczny uciekinier- Wojtuś), noszący to samo imię niedźwiedź i ...szalejący reporter, którego pierwowzorem był Melchior Wańkowicz.
A w tle - wielka historia a do tego tabun historycznych postaci. Jeśli z II Korpusem związane było jakiekolwiek nazwisko wymieniane w encyklopediach - możemy być pewni, że prędzej czy później jego właściciel przemknie przez karty książki. Sporo tam mało znanych epizodów- np. Parada Zwycięstwa w Londynie 8 maja 1946, w której wzięli przedstawiciele wszystkich armii koalicji antyhitlerowskiej ...poza Polakami.
Zresztą - w tym szaleństwie jest metoda. Kurs historii najnowszej, zarówno w LO jak i podstawówce przechodziłam już po '89, ale i tak jakoś dziwnym trafem koncentrował się on na armii gen. Berlinga i szlaku "Od Lenino do Berlina". Podejrzewam, ze w kolejnych rocznikach mogło nie być dużo lepiej.
W książce da się wyczuć jej "filmowe" pochodzenie, głównie w sprawnych dialogach ze sporą ilością dobrych tekstów. Charakterystyki bohaterów też są siłą rzeczy skrótowe a całość ma raczej charakter popularny. Zresztą- całe szczęście- gdyby do historii, która siłą rzeczy jest małooptymistyczna (Polska de facto przegrała II WŚ i żaden z bohaterów książki nie powrócił do Polski), dorzucić jeszcze jakąś ciężką psychologię- byłby to murowany przepis na zakalec. A tak- mamy danie pyszne i pożywne. Przynajmniej mi - bardzo smakowało:).
I jeszcze jeden temat - bibliografia. Mimo, że książka nie jest dziełem naukowym, lista źródeł obejmuje jakieś 100 pozycji. Jakiś czas temu pewien blogowy kolega narzekał na niską jakość literacką wszelką wspomnień, ale zbibliografii "Wojtka" udało mi się wynotować sporo książek, po które chętnie bym sięgnęła, i które nie powinny razić nieporadnością.
Na mojej liście lądują zatem: Beata Obertyńska, Ferdynand Goetel, Józef Czapski... no i Hanka Ordonówna z "Tułaczymi dziećmi".

Acha - w 2011 ukazała się książka o podobnym tytule „Niedźwiedź Wojtek. Niezwykły żołnierz Armii Andersa” Aileen Orr. Umieram z ciekawości, czym obydwie książki się rożnią:).