
Gdy zaczynałam "Emancypantki", zrobiły one na mnie doskonałe wrażenie. Taka energetyczna lektura, pełna barwnych bohaterek (i bohaterów), osadzona w klimatycznym miejscu, bo na prestiżowej warszawskiej pensji. Czytałam z zaciekawieniem o szkole, trzymanej żelazną ręka pani Latter, sympatycznych, rozbieganych wychowankach, uroczych damach klasowych, na czele z główną bohaterką - Madzią Brzeską, a w tle podglądałam scenki z Warszawy lat 70-tych XIX wieku. Stolica aż kipiała wówczas od wielkich idei- pozytywizmu, emancypacji kobiet, zainteresowaniem cieszyły się również nowe ruchy para-religijne, w tym spirytyzm (nader podobny do współczesnego nam New Age), który miał być trzecią drogą między religią chrześcijańską, a naukowym materializmem. Podziwiałam mistrzostwo Prusa w budowaniu postaci. Jest ich grubo powyżej dwudziestki, a każda niepowtarzalna, zarówno jeśli chodzi o charakter, postępowanie, jak i język. O tym jak trudne to zadanie dla pisarza, wiedzą czytelnicy niektórych modnych powieści.
Później przenosimy się na prowincję, gdzie energiczna Madzia w ciągu kilku miesięcy dokonuje znaczących przemeblowań w życiu swojego rodzinnego miasteczka. Do tego momentu "Emancypantki" dostarczały dawkę energii porównywalną z książkami Musierowicz albo np. ze Służącymi.
Od połowy jednak (czyli od tomu trzeciego), książka grzęźnie, a raczej grzęźnie główna bohaterka.
Na pierwszy rzut oka wpływ maja tu jej życiowe wybory, w tym przypadku wierność ideałom emancypacji kobiet.
Jeśli chodzi o ten kluczowy dla książki temat, to można się zastanawiać, ile tak naprawdę zmieniło się przez ostatnie 140 lat, ale dwa aspekty sytuacji kobiet są na pewno różne. Pierwszym jest ekonomiczne upośledzenie kobiet - w XIX wieku kobiety były pozbawione możliwości zarobkowania na poziomie choćby zbliżonym do zarobków mężczyzn z tej samej klasy społecznej.
Dobrze wykształcona kobieta, ze względu na brak dostępu do pewnych zawodów, jeśli wybierała samodzielność automatycznie spadała na drabinie społecznej... 2 klasy niżej.
Zmieniać tę sytuację zaczęła powoli dopiero Pierwsza Wojna Światowa.
Drugim aspektem jest postrzeganie kobiet, jako istot psychicznie niesamodzielnych, które bez mężczyzny/wsparcia rodziny nie są w stanie samodzielnie funkcjonować (niby anachronizm, choć uparcie powracający w książkach typu chick-lit).
Na pierwszy rzut oka fakt, że Madzia Brzeska staje na poważnym rozdrożu jest kombinacją dwóch czynników, o których wspomniałam powyżej (Prus solidaryzuje się z sytuacją kobiet, ale jest przeciwnikiem emancypacji- nie proponując równocześnie nic w zamian- cóż- znak czasów).
Moim zdaniem jednak bohaterka byłaby skazana na klęskę (a co najmniej na wiele przegranych bitew), nie tylko w dzisiejszych czasach, ale także w futurystycznym świecie "Seksmisji". A to wszystko przez fakt, że oprócz wielkiej dobroci i serca na dłoni, natura nie obdarzyła Madzi mechanizmami obronnymi (ani zmysłem praktycznym), które pozwalałyby jej chronić własne ja. I być może dlatego droga, do której wyboru ostatecznie się skłania (zakończenie książki jest otwarte), choć pozornie nieatrakcyjne, jest dla niej rozwiązaniem optymalnym.
Kończąc już te rozważania, które mogłyby obejść co najwyżej tych, którzy już czytali książkę - zachęcam do lektury "Emancypantek". To doskonała historia obyczajowa, w której jednak autor nie zniża się do łatwych rozwiązań rodem z romansu i nie ucieka od psychologii. To plastyczny portret XIX wiecznej Warszawy- która w porównaniu z dzisiejszą wydaje się miastem intelektualnego fermentu. Miłośnicy poważniejszych tematów również znajdą coś dla siebie- sporo tam na przykład rozważań o konflikcie nauki, religii i pseudoreligii, a także o szukaniu własnej drogi duchowej. Wreszcie - "Emancypantki" to przykład dobrej, literackiej roboty- choćby konstrukcja bohaterów jest najwyższej próby. Do tego nieudziwniony język sprawia, że książkę łatwo i szybko się czyta, przynajmniej w pierwszej, bardziej dynamicznej części.
Jednym słowem- polecam.