
Nie zamierzałam czytać "Bez mojej zgody", ponieważ zahacza ona o tematy bioetyczne i obawiałam się, że znowu się wkurzę przy czytaniu. Z drugiej strony- książka jest tak popularna, że uznałam, że warto wyrobić sobie zdanie na jej temat. I była to słuszna decyzja.
Małżeństwo Fitzgeraldów (Sarah i Brian) ma troje dzieci- 18-latka Jesse, 16-latkę Kate (cechy charakterystyczne- od 14 lat walczy z rakiem) oraz młodszą od niej o 3 lata Anne (dziecko, którego narodzenie było cudem... współczesnej inżynierii genetycznej).
Sarah Fitzgerald często podkreśla, że kocha wszystkie swoje dzieci jednakowo i bezwarunkowo. Czy jednak na pewno dotyczy to również młodszej córki, której poczęcie nastąpiło w wyniku procedury in vitro, a jej jako jedynej (z 4 zarodków) pozwolono na dalszy rozwój, gdyż spełniła WARUNEK genetycznej zgodności ze swoją starszą siostra, dzięki której mogla służyć jako rezerwuar materiału biologicznego przy kolejnych przeszczepach.
I niestety nie tylko początek był niefortunny. We wspomnieniach Sarah widać, że przy narodzinach córki, bardziej interesowała ją jej krew pępowinowa niż ona sama, a dalej jej uwaga skupiona była na tym, aby córka była zawsze dostępna do ewentualnych procedur medycznych (kosztem jej zainteresowań i własnego życia, nie mogła np. rozwinąć tych, które wymagały wyjazdów) i nie sprawiała kłopotów.
A gdy zaczęła je sprawiać- wówczas rozpętało się piekło...
Po 14 latach walki o życie Kate rodzina nie jest w najlepszej formie. Brian ucieka w pracę, Jesse- w narkotyki i (być może ) działalność przestępczą, Kate- ma ochotę się poddać i dać sobie spokój z czekającym ją przeszczepem nerki, jednak jej nieśmiałe protesty nie mają szans wobec żelaznej woli matki. W czasie, gdy Fitzgeraldowie szykują się do kolejnej batalii o zdrowie Kate, zawodzi najważniejsze ogniwo tej procedury- potencjalna dawczyni nerki czyli Anne, wytaczając swoim rodzicom proces o prawo decydowania o sobie w kwestiach medycznych.
Sarah funduje buntowniczce prawdziwe piekło, ale ta, mimo wahań, nie zmienia swojej decyzji. To co za nią tak naprawdę stało jest zagadką, która stanowi oś książki, ale faktem jest, że życie postawiło Ann w obliczu próby, której przypuszczalnie nie sprostałby i dorosły.
W momencie, gdy już znamy motywy postępowania nastolatki, warto wrócić do początku i jeszcze raz zadać sobie pytanie- czy jej rodzice podjęli słuszną decyzję 14 lat wcześniej? Sytuacja, w obliczu której stanęła dziewczynka, była wszak tylko następstwem działań jej rodziców.
Jeszcze jedna książka z cyklu nowy wspaniały świat= piekło na ziemi. Warto przeczytać, chociaż refleksje są po niej niewesołe, a w dodatku wykazuje cechy wyciskacza łez:).







