Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magda Szabo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magda Szabo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2012

"Zamknięte drzwi"- Magda Szabo


To pewnie moje ostatnie spotkanie z Magdą Szabo. Nieprędko bowiem zostanie przetłumaczona na polski kolejna jej książka...
"Zamknięte drzwi" to powieść psychologiczna, traktująca o skomplikowanych relacjach pisarki Magdy i jej pomocy domowej - Emerenc. Starsza kobieta, wielokrotnie skrzywdzona przez życie, wypracowała sobie szereg rytuałów obronnych - na przykład przed nikim nie otwiera drzwi swojego mieszkania. W ciągu dwudziestu lat znajomości między obydwoma kobietami zawiązuje się na tyle mocna więź, ze Magdzie uda się przekroczyć mury obronne Emerenc.
Jednak opowiadając ich wspólną historię, już w pierwszym rozdziale pisarka wyzna, iż to ona zabiła starszą panią...
Co w zasadzie zaszło między nimi? Gdzie Magda popełniła błąd? Czy zbyt mało zaangażowała się w związek z Emerenc lub zbyt mało ja kochała? A może, tak jak wielu, nie poradziła sobie ze starzeniem się bliskiej osoby.
Jak zwykle u Magdy Szabo książka skłania do przemyśleń. Dobrze zaznajomionych z prozą Węgierki "Zamknięte drzwi" mogą zaskoczyć. Wyjątkowo zrezygnowała ze swojej ulubionej techniki puzzli (oddanie głosu wielu uczestnikom dramatu), historia też wyjątkowo nie zaczyna się od trzęsienia ziemi:).
Polecam miłośnikom gatunku.

P.S. Z powodu ataku mrozu myśli krystalizują mi sie jakoś wyjątkowo powoli, stąd dopisek.
Czy mi sie w sumie podobalo? Jednak nie. Wszystko to przez przeciwstawienie sobie dwóch porządków: zdrowego chłopskiego rozumu i inteligenckiej "mądrości". Całość jest napisana z punktu widzenia Magdy - przedstawicielki inteligencji właśnie, która potrafiła całą rzecz tak zagmatwać, że stała się równie skomplikowana jak budowa atomu.
To portret wykształconej kobiety, która traci kontakt z prawdziwym życiem. Jeśli był to w jakimś stopniu autoportret autorki- chylę czoło przed jej autoironicznym podejściem do własnej osoby:).

wtorek, 23 sierpnia 2011

"Fresk" - Magda Szabo


Magda Szabo to moje odkrycie ostatnich lat, dokonane zresztą dzięki inspiracji blogowej.
Przy każdej kolejnej notce ronię gorzkie łzy, że autorka nie jest wznawiana i nie zapowiada się, żeby coś jeszcze z jej bogatego dorobku zostało przetłumaczone na polski. Gdyż niezależnie od tego, czy weźmie się za powieść młodzieżową, psychologiczną, czy historyczną sagę rodzinną, zupełnie od niechcenia deklasuje konkurencję, głównie przez to, że trudno potem o jej książkach zapomnieć.
Konstrukcja "Fresku" osnuta jest wokół pogrzebu. Na "ostatnie pożegnanie" Edit, od wielu lat chorującej na schizofrenię żony kalwińskiego pastora zjeżdża się cała rodzina. Także jej izolująca się od rodziny matka, a przede wszystkim córka Annuska. Skonfliktowana z ojcem dziewczyna dziewięć lat wcześniej uciekła z domu, jej ponowne pojawienie się doprowadzi do wyciągnięcia z rodzinnych szaf wszystkich zetlałych szkieletów. Słowem - będzie się działo.
Narracja "Fresku" jest bardzo specyficzna, autorka oddaje głos kolejno wszystkim bohaterom, także tym drugo- i trzecioplanowym. Wiele sytuacji możemy oglądać z kilku punktów widzenia. Powoli wyłania się obraz całości, dowiemy się kim była tak naprawdę Annuska - dzieckiem z piekła rodem czy może węgierską Anią z Zielonego Wzgórza, dlaczego uciekła z domu, kto ją kochał, a kto nienawidził...
Książka, choć daleko jej do idyllicznej, jest najbardziej pogodna ze wszystkich psychologicznych utworów Szabo. Promykiem słońca jest tu chyba miłość rodzicielska, choć nie zawsze rodzicielstwo to ma wymiar biologiczny...
Zazwyczaj przy okazji współczesnych (czyli rozgrywających się w latach 50-60-tych) książek tej autorki, narzekam na niezbędną dawkę propagandy, którą posypuje każde kolejne danie. Tym razem, o dziwo, nie było tego problemu! Co więcej dwie najbardziej negatywne postaci, to komuniści (młodzieżowy działacz i pastor-patriota- zbieżność nazwy z księżmi patriotami nieprzypadkowa). Przypuszczam, że musiała wykorzystać chwilę nieuwagi cenzury:).
Pisałam już przy okazji "Świniobicia", że autorka ma dość specyficzne podejście do psychologii postaci. Nie ma u niej np. prostego przełożenia : traumatyczne dzieciństwo=zwichrowany charakter w życiu dorosłym. Natomiast postaci dzielą się wyraźnie na te o skłonności do złego lub dobrego. Po "Fresku", poświęconym bądź co bądź rodzinie pastora, zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest to przypadkiem spowodowane faktem, że autorka sama jest kalwinką. Może to jakieś echa teorii predestynacji?
Polecam tę książkę, a przede wszystkim polecam zapoznanie się z twórczością autorki:).


Źródło zdjęcia (allegro)- proszę przy okazji zwrócić uwagę na cenę książki!

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Najlepsze w 2010


Na blogach rozkwitła moda na podsumowania, a ponieważ mój był prowadzony mało systematycznie, więc nie bardzo jestem w stanie policzyć książki, strony, odwiedzane kraje.
Mogę natomiast polecić te, które zrobiły na mnie największe wrażenie w 2010 (kolejność przypadkowa). I przypadkiem wszystkie zostały przeczytane przed rozkręceniem tego bloga.
1. Moja siostra, moja miłość - Joyce Carol Oates
Mocna i kontrowersyjna, porusza temat meandrów współczesnego rodzicielstwa. Dotyczy wprawdzie USA, ale ponieważ jako kraj gonimy we wszystkim co najgorsze zachód, wydaje mi się, że warto się z tą pozycją zapoznać. Polecam recenzję Młodej Pisarki na jej temat.


2. Zasypie wszystko, zawieje- Włodzimierza Odojewskiego. Prawdziwy nokaut. Nie wiem, czego się po tej książce spodziewałam, ale dostałam 700 stron gęstej, napisanej z niesamowitym rozmachem psychologicznej prozy z wojną w tle (a może na pierwszym planie, sama nie wiem). Akcja rozgrywa się w 1943 roku na Podolu, po odkryciu prawdy o Katyniu i wśród szalejących pogromów ludności polskiej przez Ukraińców. A z oddali już nadciąga Armia Czerwona. Na takie tło mamy rzucone losy "trójkąta"- Pawła, wdowy po jego zabitym w Katyniu bracie- Katarzyny, oraz jego dużo młodszego kuzyna Piotra. Nie znajdziecie zbyt wielu recenzji tej książki- i ja się o napisanie takiej nie pokuszę, ale bardzo, bardzo polecam. Dodam tylko , że:
A) popularna Oksana tego autora, mimo, że sama w sobie bardzo dobra, jest przy "Zasypie..." cienka jak ziemniaczane obierki
B) wielbiciele tej książki od 30+ lat ronią łzy, że Odojewski wciąż nie skończył kontynuacji tej książki- cóż- jestem jedną z nich:).
(Edit- jednak coś znalazłam w sieci o tej książce, niedużo, ale zawsze).


3. Staroświecka historia- Magdy Szabo
Magda Szabo jest moim odkryciem ostatniego roku. Jest doskonała zarówno jako autorka prozy psychologicznej (z tej kategorii na blogu pisałam o"Świniobiciu", polecam jeszcze "Piłata" i "Tylko sam siebie możesz ofiarować"), jak i młodzieżowej ("Tajemnica Abigel", "Powiedzcie Zsofice", "Bal maskowy" (ten akurat oceniam nieco niżej).
W "Staroświeckiej historii" zabrała się za sagę rodzinną- malowniczą, napisaną z rozmachem, bogatą w szczegóły opisywanego świata (Węgry, a w zasadzie Austro-Węgry do 1917). Największym plusem są jednak bohaterowie. Każdy z nich ma oryginalny i ciekawy charakter, na miarę tamtego barwnego świata.
Polecam chcących się zanurzyć w zupełnie inną rzeczywistość.

A skoro to dopiero 3. stycznia , więc ciągle 2011 jest rokiem względnie Nowym, więc życzę wszystkim odwiedzającym, aby okazał się lepszy od poprzedniego pod każdym względem. A gdyby tak się nie stało, niech chociaż umilają nam czas coraz ciekawsze lektury.

czwartek, 28 października 2010

"Świniobicie" Magda Szabo


Czy znacie takie związki, gdzie jedna ze stron jest tą zdecydowanie gorszą, brzydszą, mniej błyskotliwą, z biedniejszej rodziny (i tak dalej, powody rzekomej niższości możnaby mnożyć w nieskończoność). Czy znacie takie rodziny, które w swoje wewnętrzne gry o władzę, angażują osoby trzecie lub co gorsza- trenują dzieci jako żołnierzy jednej ze stron tej niekończącej się wojny domowej?
Nikomu nie życzę zetknięcia się z takimi sytuacjami osobiście, lepiej oswajać je przez literaturę- choćby przez świetną książkę Magdy Szabo.
Spójrzmy więc na rodzinę Tothów- doskonałą Paula- z dumą obnosząca swoje szlacheckie pochodzenie, mimo, że rzecz dzieje się na Węgrzech w latach 60-tych i jej męża Janosa, który dla tego swojej miłości oddał wiele.
"Poświęciłeś dla niej swoją wiarę. Ile jeszcze jesteś w stanie poświęcić"- mówi jego matka przed ślubem. Okazuje się, że wiele, poczynając od kontaktów z matką i rodzeństwem, poprzez pozornie drobne codzienne ustępstwa, które w rezultacie prowadzą do zaparcia się własnych przekonań i ideałów. Czy Janos kiedykolwiek się przebudzi i zobaczy swą żonę w prawdziwym świetle? I jeśli tak, jaka okaże się cena tego przebudzenia?
Autorka stosuje ciekawą narrację- oddaje głos wielu bohaterom, często pobocznym dla tej historii, co pozwala czytelnikowi wszechstronnie zorientować się w sytuacji. Cofa się też w przeszłość, nawet o kilka pokoleń, aby wyjaśnić, gdzie nastąpił ten "błąd systemu", dlaczego w tym małżeństwie tak wiele poszło nie tak. Stawia też pytanie, gdzie leży przyczyna defektu w charakterze Pauli- czy zawiniły geny, czy może wychowanie.
Książka jest zbudowana jak układanka, nowe elementy wiedzy o bohaterach spływają stopniowo, dlatego, aby nie zdradzić w końcu zbyt dużo, skończę już cześć opisową, a po prostu tę poruszającą lekturę polecę.

I jeszcze tak trochę z innej beczki- w odróżnieniu od nowszych powieści psychologicznych, uparcie wałkujących traumy dzieciństwa, autorka zdaje się kształtować losy swoich bohaterów wg. zasady "co nas nie zabije, to nas wzmocni". Trudne warunki wpływają na wzmocnienie i ostateczne ukształtowanie charakterów (tak pozytywnych , jak i negatywnych), co dla mnie było odświeżającą odmianą.