
Lubię czytać autobiografie. Kłopot w tym, że często taka lektura odstrasza mnie od innych książek autora (tak było z Amosem Ozem czy Margaret Forster). Po co czytać coś wymyślonego, skoro w jednym tomie dostajemy "samą prawdę i tylko prawdę" (no powiedzmy, ta prawda często bywa też kreacją).
Tak pewnie będzie też z Singerem. Jego twórczość, jak sygnalizuje w autobiografii, miała trzy źródła: chasydzkie dzieciństwo, młodość spędzona na esksperymantach w dziedzinie stosunków damsko-męskich oraz trudna adaptacja w Ameryce. Już wiem, że kompletnie nie interesuje mnie temat przewodni numer dwa:).
Sama "Miłość i wygnanie" bardzo mi się podobała, przede wszystkim dlatego, że oferuje sporo zaskoczeń.
Dzieciństwo i wczesna młodość, a zwłaszcza jego droga edukacyjna, współczesnego rodzica (sterroryzowanego akcją "Cała Polska czyta dzieciom") wprowadza w osłupienie. Wolą rodziców Singera było, aby ich dzieci uczęszczały do jesziwy. Dwaj starsi synowie (Izrael Joshua i Izaak) oczywiście grzecznie dostosowali się do tego życzenia, tyle, że po godzinach uparcie poszerzali edukację przy pomocy wszelkiej maści ksiąg zakazanych (zakazane, jak wiadomo, smakuje najlepiej). Izaakowi było o tyle łatwiej, że o jego nieprawomyślną edukację zadbał starszy brat. Pochłaniało więc dziecię kolejne księgi filozoficzne, przegryzając je dziełami stricte naukowymi z dziedziny fizyki bądź biologii. Gdy już uznał, że żaden z nurtów filozoficznych nie daje odpowiedzi na zagadki wszechrzeczy zabrał się za Kabałę (dozwoloną przez tatę- rabina od lat 30-stu, Singer przy jej lekturze miał pewnie ok 14-15 lat). W końcu, gdy wybuchła I Wojna Światowa i brat - dostawca bibuły musiał się ukrywać przed wojskiem, Izaak zapisał się do biblioteki i po jakimś czasie de facto tam zamieszkał.
Po tej nietypowej edukacji stracił wiarę i zbudował sobie własny, synkretyczny światopogląd. Szczególnie nurtował go temat cierpienia, który po latach doprowadził do do ortodoksyjnego wegetarianizmu popartego dość kontrowersynymi tezami : Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka [1]. Zupełnie przy okazji nauczył się też kilku języków (głównie biernie): hebrajskiego wyszlifowanego pamięciową nauką Tory, polskiego, niemieckiego... a wszystko to bez drogich lekcji i związanego z nimi rodzicielskiego stresu (ja cię tu wożę na korki przez pół miasta, a ty nadal nie znasz Present Perfect!).
Dwudziestoletni Singer mógł wreszcie przestać się uczyć i zacząć żyć. Dość często na rachunek kobiet, które los postawił na jego drodze, gdyż Warszawa nie miała do zaoferowania zbyt wielu ofert pracy dla poczatkujacych żydowskich dziennikarzy i pisarzy w jednym.
Jego tryb życia był na tyle niezwykły, jak na syna bogobojnego chasyda, że lekko uderzył mu do głowy. Zdarzało mu się wyrażać o swoich partnerkach lekceważąco. Np. w trakcie starań o wizę amerykańską, wypytywany o ostatni związek z komunistką (zresztą matką jego dziecka), stwierdził, że tylko w komunistycznych kręgach można dostać bez problemu wolną miłość.
O etapie amerykańskim, gdzie pisarza dopadła depresja, napiszę tylko tyle, że mocno skojarzył mi się ze "Szklanym kloszem". Ta sama samotność w wielkim mieście, klaustrofobiczny pokoik i daremne próby pisania. Na szczęście Bashevis nie zaczął wzorem Sylvii wyrzucać swojej bielizny przez okno...
Zaskakujące detale? Przede wszystkim obcość polsko-żydowska. Do czasów II Rzeczpospolitej obie nacje korzystały nawet z odrębnych systemów edukacyjnych, nie było więc szans, żeby się ze sobą zetknąć. Społeczność żydowska stworzyła tez odrębny obieg gospodarczy i kulturalny (w jidisz). Singer spotykał więc co najwyżej Polaków na ulicy (często przemieszczających się w konduktach pogrzebowych, mieszkał bowiem w okolicy Powązek). Wspomina tylko dwa nazwiska - Piłsudskiego (przy okazji przewrotu majowego) i Adolfa Nowaczyńskiego.
Zasymilowanych Żydów Singer pokazuje jako ludzi pękniętych, często zresztą po latach próbowali oni wracać do swoich korzeni.
W 1935 Singer emigruje. Świadomość zagrożenia była już wtedy powszechna. Autor pokazuje, że praktycznie wszyscy chcieli wyjechać (przynajmniej wszyscy/prawie wszyscy z jego otoczenia), ale często trzymała ich na miejscu rodzina (kwestie proceduralne i finansowe desperacko próbowano obchodzić).
Czy muszę dodawać, że polecam:)?
Tak pewnie będzie też z Singerem. Jego twórczość, jak sygnalizuje w autobiografii, miała trzy źródła: chasydzkie dzieciństwo, młodość spędzona na esksperymantach w dziedzinie stosunków damsko-męskich oraz trudna adaptacja w Ameryce. Już wiem, że kompletnie nie interesuje mnie temat przewodni numer dwa:).
Sama "Miłość i wygnanie" bardzo mi się podobała, przede wszystkim dlatego, że oferuje sporo zaskoczeń.
Dzieciństwo i wczesna młodość, a zwłaszcza jego droga edukacyjna, współczesnego rodzica (sterroryzowanego akcją "Cała Polska czyta dzieciom") wprowadza w osłupienie. Wolą rodziców Singera było, aby ich dzieci uczęszczały do jesziwy. Dwaj starsi synowie (Izrael Joshua i Izaak) oczywiście grzecznie dostosowali się do tego życzenia, tyle, że po godzinach uparcie poszerzali edukację przy pomocy wszelkiej maści ksiąg zakazanych (zakazane, jak wiadomo, smakuje najlepiej). Izaakowi było o tyle łatwiej, że o jego nieprawomyślną edukację zadbał starszy brat. Pochłaniało więc dziecię kolejne księgi filozoficzne, przegryzając je dziełami stricte naukowymi z dziedziny fizyki bądź biologii. Gdy już uznał, że żaden z nurtów filozoficznych nie daje odpowiedzi na zagadki wszechrzeczy zabrał się za Kabałę (dozwoloną przez tatę- rabina od lat 30-stu, Singer przy jej lekturze miał pewnie ok 14-15 lat). W końcu, gdy wybuchła I Wojna Światowa i brat - dostawca bibuły musiał się ukrywać przed wojskiem, Izaak zapisał się do biblioteki i po jakimś czasie de facto tam zamieszkał.
Po tej nietypowej edukacji stracił wiarę i zbudował sobie własny, synkretyczny światopogląd. Szczególnie nurtował go temat cierpienia, który po latach doprowadził do do ortodoksyjnego wegetarianizmu popartego dość kontrowersynymi tezami : Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka [1]. Zupełnie przy okazji nauczył się też kilku języków (głównie biernie): hebrajskiego wyszlifowanego pamięciową nauką Tory, polskiego, niemieckiego... a wszystko to bez drogich lekcji i związanego z nimi rodzicielskiego stresu (ja cię tu wożę na korki przez pół miasta, a ty nadal nie znasz Present Perfect!).
Dwudziestoletni Singer mógł wreszcie przestać się uczyć i zacząć żyć. Dość często na rachunek kobiet, które los postawił na jego drodze, gdyż Warszawa nie miała do zaoferowania zbyt wielu ofert pracy dla poczatkujacych żydowskich dziennikarzy i pisarzy w jednym.
Jego tryb życia był na tyle niezwykły, jak na syna bogobojnego chasyda, że lekko uderzył mu do głowy. Zdarzało mu się wyrażać o swoich partnerkach lekceważąco. Np. w trakcie starań o wizę amerykańską, wypytywany o ostatni związek z komunistką (zresztą matką jego dziecka), stwierdził, że tylko w komunistycznych kręgach można dostać bez problemu wolną miłość.
O etapie amerykańskim, gdzie pisarza dopadła depresja, napiszę tylko tyle, że mocno skojarzył mi się ze "Szklanym kloszem". Ta sama samotność w wielkim mieście, klaustrofobiczny pokoik i daremne próby pisania. Na szczęście Bashevis nie zaczął wzorem Sylvii wyrzucać swojej bielizny przez okno...
Zaskakujące detale? Przede wszystkim obcość polsko-żydowska. Do czasów II Rzeczpospolitej obie nacje korzystały nawet z odrębnych systemów edukacyjnych, nie było więc szans, żeby się ze sobą zetknąć. Społeczność żydowska stworzyła tez odrębny obieg gospodarczy i kulturalny (w jidisz). Singer spotykał więc co najwyżej Polaków na ulicy (często przemieszczających się w konduktach pogrzebowych, mieszkał bowiem w okolicy Powązek). Wspomina tylko dwa nazwiska - Piłsudskiego (przy okazji przewrotu majowego) i Adolfa Nowaczyńskiego.
Zasymilowanych Żydów Singer pokazuje jako ludzi pękniętych, często zresztą po latach próbowali oni wracać do swoich korzeni.
W 1935 Singer emigruje. Świadomość zagrożenia była już wtedy powszechna. Autor pokazuje, że praktycznie wszyscy chcieli wyjechać (przynajmniej wszyscy/prawie wszyscy z jego otoczenia), ale często trzymała ich na miejscu rodzina (kwestie proceduralne i finansowe desperacko próbowano obchodzić).
Czy muszę dodawać, że polecam:)?
[1] Cytat za Wikipedią http://pl.wikipedia.org/wiki/Isaac_Bashevis_Singer










