wtorek, 20 maja 2014

Królobójcy - Wacław Gąsiorowski

Pisana z pasją i na gorąco publicystyka historyczna z 1905 - o losach panujących w Rosji (od Iwana Groźnego do Mikołaja II), którzy nader często rozstawali się ze światem w sposób daleki od naturalnego. 
Do wybuchu rewolucji pażdziernikowej była hitem na skalę europejską: przekłady, pirackie wydania, autografy i mdlejące fanki. Gąsiorowski wyciągnął na światło dzienne wiele tematów tabu rosyjskiej historii, które zazwyczaj zamiatano pod dywan - skandale seksualne, przypadki zabójstw lub śmierci w niejasnych okolicznościach licznych panujących, wreszcie okrucieństwa caratu.
Po 1917 jednak karta historii się odwróciła, katedry uniwersyteckie przejęli czerwoni zwycięzcy i to, co w 1905 miało posmak sensacji stało się banałem. W dwudziestoleciu międzywojennym niedawny megahit miał tylko jedno wznowienie w Polsce.

Czy warto po nią sięgać teraz? Moim zdaniem tak. Dzięki sensacyjnej tonacji historia Rosji sama wchodzi do głowy (mi na przykład przestali mi się mylić efemeryczni carowie między Piotrem I a Katarzyną II). A autor wcale nie poprzestaje na tematyce kto z kim, kiedy i ile razy, pobieżnie omawia wszystkie punkty węzłowe historii imperium.

Drugi powód to solidna porcja wiedzy na temat terroru w Rosji drugiej połowy XIX wieku, liczne szczegóły na temat zamachów. Już chyba wiem, dlaczego Raskolnikow musiał zabić lichwiarkę - taki wtedy panował klimat.

Co nietypowe - książka wcale nie jest napisana z polskiej perspektywy, Polakom poświęca autor mniej więcej tyle uwago co np. Finom. Pewnie to jedna z przyczyn jej europejskiej popularności sto la temu.





piątek, 16 maja 2014

Hurtownia książek - nowa dostawa.

Czas leci, książek przeczytanych przybywa, tylko na blogu posucha.
Aby nie dopuścić do zastoju - kolejna hurtownia zmajstrowana ze ścinków z Facebooka, gdzie w tym roku pracowicie odnotowuję wszystkie lektury w grupie 52 książki.

 "Złota Mucha" - Joanna Chmielewska

Chmielewska, kobieta wielu pasji tym razem próbuje zarazić swoją miłością do bursztynu (uważajcie, skutecznie:)) i to niekoniecznie takiego w formie biżuterii. Widać, że autorce nie są obce i techniki połowu i podstawy obróbki. Kusi mnie, żeby zaopatrzyć się w podbierak i wędkarskie kalosze i ruszyć na Mierzeję Wiślaną ... w listopadzie. Acha - tak w ogóle "Złota Mucha" to kryminał. Ale tym razem kompletnie nie ważne, kto zabił. Liczy się bursztyn. 
Taki jak ten.


"Kapelusz cały w czereśniach" - Oriana Fallaci

Urocze, aczkolwiek szkoda, że autorka nie zdążyła jeszcze trochę podszlifować tego diamentu. Bo nieco za duży!
Ta 800 stronicowa książka to cztery najciekawsze historie rodzinne z domowego archiwum pani Fallaci. Ponieważ rozgrywają się one w latach 1780-1890, autorka nie bazowała tylko na ułomnej przecież pamięci swojej i swoich bliskich, tylko podparła się dziennikarsko-historycznym śledztwem. Dowiadujemy się niemal wszystkiego nie tylko o jej rodzinie, ale tez o tzw tle - ówczesnej modzie, wynalazkach i cenie jaj w skupie. Moim zdaniem z tym tłem nieco przedobrzyła, zwłaszcza w dwóch ostatnich opowieściach, których z uwagi na chorobę nie zdążyła już sama zredagować. Ale mimo to polecam:). Na przykład przed podróżą do Toskanii. Przynajmniej będziecie wiedzieli, kto stąpał po tych samych kamieniach, o czym marzył i ... jak był ubrany:).


"Nowe Kłopoty z historią" -  Piotr Gontarczyk

Artykuły prasowe z lat 2006-2008, mocno osadzone w źródłach IPN. Min. o prof Baumanie, Reich- Ranickim - niemieckim papieżu krytyki literackiej a także o rosyjskim programie szkolnym nauki historii.Jak to artykuły - łatwostrawne, a czasem trafia się bonus w postaci tematu, o którym człowiek miał wcześniej niewielkie pojęcie.







"Jabłoń" - John Galsworthy

- seria koliber jest niezastąpiona, jeśli chce się szybko nabić licznik przeczytanych książek
- A co do treści, to kojarzy mi się ta piosenka:) https://www.youtube.com/watch?v=404oPn6tudE&feature=kp.







"Dom nad rzeką Moskwą" - Jurij Trifonow.

Trifonow fajnie pisze, pozornie od niechcenia i bez wysiłku. Jednak ja chwilowo podziękuję. Już nawet nie chodzi o mało atrakcyjna radziecką rzeczywistość, ale o wyjątkowo odrażających bohaterów.
P.S. Pisarz nie był żadnym dysydentem, a mimo to sprawnie sobie radził z radzieckimi tematami tabu, a to dzięki eufemizmom. Zamiast zsyłek czy gułagów mamy np. przeprowadzki na północ. O donosicielstwie pisze, jakby to był niemal rutynowy zabieg higieniczny, który każdy człowiek sowiecki przechodzi kilka razy w roku, acz nie od razu z przyjemnością. W dodatku nie widać, żeby Trifonow z trudnymi tematami się krył. Takie to wszystko było oczywiste?


"Następca" - Ismail Kadare

Trochę kryminał, trochę studium tyranii, oparte na faktach. Kontynuacja "Córki Agamemnona", która w swoim czasie nieźle mną trzepnęła, jakoś nie wytworzyła we mnie tego napięcia, co cześć pierwsza. Pewnie dlatego, że powstała w "łatwiejszych" latach 90-tych, nie musiała być już przemycana w pomysłowy sposób na zachód, autorowi za jej opublikowanie już nic nie groziło... A mimo to "Następca" godny jest polecenia, nie tylko dlatego, że temat tyranii zawsze warto sobie odświeżyć, tak ku pamięci. Autor osadza powieść w nurcie albańskiej historii i nasyca ją detalami tamtej rzeczywistości, tak, że kraj przestaje nam się kojarzyć tylko z biedą, mafią i bunkrami.



"Kochana córeczka" i "Od siódmej rano" - Eric Malpass

Wg Tołstoja (słynny początek "Anny Kareniny") wszystkie szczęśliwe rodziny są takie same. Po lekturze Malpassa chciałam początkowo temu zdaniu gorąco zaprzeczyć, ale paradoksalnie, hrabia Lew może mieć rację. Wygląda na to, że wspólnym mianownikiem szczęśliwych rodzin jest co najmniej jeden ekscentryk. Im więcej oryginałów (w wieku od oseska do lekko już nadgryzionego zębem czasu seniora, tym większy poziom familijnego dobrostanu. Cóż, może coś w tym jest:).
A co do samych książek - odstresowywacze wielorazowego użytku, polecam.



"Wyzwoliciele" ("Żołnierze wolności") - Wiktor Suworow

Oparte na wspomnieniach autora migawki ze służby w Armii Czerwonej w latach 60-tych (uwieńczone inwazją na Czechosłowację). Chluba i duma ZSRR nie wydaje się niezwyciężona. Można by się pośmiać z licznych absurdów i szwejkizmów, ale warto zadać sobie pytanie, dlaczego nikt nie ośmielił się tknąć tego papierowego tygrysa?
Podrzucam trop - armia radziecka w trakcie inwazji na naszego południowego sąsiada żywiła się niemal wyłącznie amerykańskimi i  europejskimi konserwami, o ile dobrze zrozumiałam - z pomocy humanitarnej. Jednocześnie USA zwiększało zaangażowanie w Wietnamie. Najwyraźniej więc nie wiedziała lewica, co czyniła prawica.


zdjęcia. 1. antykwariat.waw.pl, 2. wydawnictwoliterackie.pl, 3. multibook.pl, 4,5.lubimyczytac.pl, 6. antykwariatnws.pl, 7.moichlopcy.pl, 8.bestsellery.net


poniedziałek, 5 maja 2014

Joanna, moja światłość - Hanna Muszyńska-Hoffmannowa

 To powieść o Joannie Grudzińskiej, polskiej żonie Wielkiego Księcia Konstantego i cztery inne historie powiązane z rezydencją Księżnej Łowickiej w Skierniewicach (w tym jedna o Ignacym Krasickim). Początkowo niesamowity chillout i możliwość zanurzenia się w innej rzeczywistości: damy, krynoliny, dworskie skandaliki. Rzeczywiście (jak słusznie zauważyła nieodżałowana Lirael*) Muszyńska nieźle się odnajduje w emploi pisarki historycznej. Tak mi to trochę wyglądało, jakby szukała ucieczki od siermiężnego PRL-u w czasy nieco barwniejsze. Co więcej - mam wrażenie, że próbowała też popularyzować pozornie mało atrakcyjne (żeby nie powiedzieć zapyziałe) rejony turystyczne w Polsce. Tu na tapecie są Skierniewice, w innej książce  - Kwitnące Floksy - zapraszała do wyprawy w łomżyńskie. No nic, może kiedyś się skuszę:).
Wszyscy wiemy jak skończył Konstanty - Noc Listopadowa, ucieczka do Rosji i nagły zgon gdzieś po drodze do Pitra. Joanna zresztą skończyła podobnie - nie możemy się więc spodziewać, że sielanka między delikatną Polką a troglodytą szlachetnego rodu, będzie trwała do końca. Muszyńska wyciąga wiele sytuacji, gdy być może stając po stronie Romanowów, a nie własnego narodu, Joanna mogła się narazić Polakom. Choć nie kładzie Konstantego na kozetce, jak Rymkiewicz w "Wielkim Księciu", też sugeruje, że przypuszczalnie został otruty (przez medyka-niemedyka przysłanego przez brata Mikołaja I) i najprawdopodobniej rzeczywiście zaważyła tu mało zdecydowana postawa wobec Powstania Listopadowego.
Polecam szukających niegłupiej książki o walorach dobrego czytadła, a Anek dziękuję za inspirację.






*Linki do tekstół Lirael o p. Muszyńskiej Hoffmannowej (1), (2)

środa, 30 kwietnia 2014

Hurtownia książek i info o konkursie

Zapraszam na facebookowy konkurs bloga o Agacie Christie. Warto się pospieszyć, tylko do 3/05. Więcej informacji tutaj.




Ballada o wzgardliwym wisielcu - Stanisław Rembek

W zeszłym roku, przy okazji 150-tej rocznicy Powstania Styczniowego, wyszło na jaw, jak wielki mamy mętlik w głowie w kwestii jego oceny. Jeśli ktoś ma ochotę go nieco uporządkować nie grzebiąc w Wikipedii, tylko za pomocą narzędzi literackich wysokiej jakości, to myślę, że spokojnie może sięgnąć po Rembeka.
I proszę nie spodziewać się tu tonów wysokich i podniośle patriotycznych.  Autor miał spore poczucie humoru z którego chętnie korzystał i w pracy (co widać było także po "W polu"). Nietypowa jest także perspektywa: wydarzenia widziane są oczami Polaków mocno sceptycznych wobec powstania bądź Rosjan. 
Mimo to pod koniec miałam łzy w oczach. Dlaczego ten Rembek tak mało pisał????

Sire - Jean Raspail

O koronacji potomka Burbonów na króla Francji. Tym razem wrażenia czytelnicze nie były powalająca, natomiast jakoś zaczęłam chwytać ideę współczesnego monarchizmu. Dotychczas bowiem zwolennicy powrotu rządów królewskich traktowani byli przeze mnie jako takie ufoludki, tyle, że zazwyczaj z wąsami. Teraz widzę, że może jest to wyraz tęsknot za bardziej uporządkowanym światem. Nie wiem, czy wróci on kiedyś w Polsce (przy monarchii elekcyjnej niekoniecznie wiadomo, do potomków jakiej dynastii się odnieść), ale jeśli pewien prezydent ze wschodu wyda jedną ze swoich córek za jakiegoś Romanowa, to wcale a wcale się nie zdziwię.



 Ojca Grande przepisy na zdrowe życie - Marzena i Tadeusz Woźniakowie

Wiosna idzie, czas uzupełnić deficyty - niekoniecznie za pomocą nowalijek. Ojciec Grande ma tę przewagę nad niektórymi guru pogranicza medycyny, że przesadnie nie wydziwia. No i na tle niektórych mądrali jest jakoś mało denerwujący:).








Fear the worst (Największy lęk) - Linwood Barclay

Nie wiem, czy thrillery to nie moja bajka, czy ten może jest jakiś wyjątkowo słaby (podobno nie, Barclay ma swoich fanów, którzy pod nieba wynoszą jego umiejętność przyspawania czytelnika do książki na wiele godzin). Książka ma za to inną zaletę, którą dzieli o dziwo z wieloma innymi kryminałami i thrillerami z nie najwyższej półki (ostatni spotkałam się z tym u Poliny Daszkowej) - trafnie i bez zadęcia opisuje niektóre obszary rzeczywistości, tutaj na przykład - możliwe negatywne konsekwencje korzystania z banków spermy. I nie chodzi tu bynajmniej o całą sensacyjną otoczkę.
Acha - tu nie chodzi o zaangażowanie społeczne takie, jak w kryminałach skandynawskich, gdzie każda rodzina jest potencjalnie patologiczna, tylko raczej o zmysł obserwacyjny, zdrowy rozsądek i brak uprzedzeń.


zdjęcia : 1,2 - empik.com, 3. taniaksiazka.pl, 4. linwoodbarclay.com

piątek, 4 kwietnia 2014

Hurtownia książek - mieszanka firmowa:).

Zakazana psychologia - Tomasz Witkowski

Autor jest doktorem psychologii a do tego racjonalistą i sceptykiem. W którymś momencie zaczął przyglądać się naukowym podstawom dziedziny, której poświęcił wiele lat studiów. Wyniki tych nie są budujące, a w przypadku naszego rodzimego poletka - budzą wręcz przerażenie. Lektura obowiązkowa zwłaszcza, jeśli ktoś miał/ma/zamierza mieć więcej do czynienia z psychologami. Warto wiedzieć jak odróżnić ziarno od licznych plew i jak sobie dodatkowo nie zaszkodzić w sytuacji, gdy potrzebujemy pomocy. Rozdziały na temat terapii dzieci niepełnosprawnych i psychologów biegłych sądowych - tylko dla ludzi o mocnych nerwach.



Młyn nad Flossą - George Eliot

Połowa autobiograficzna, przesycona angielskim humorem i nawet przyjemna, druga - trochę mniej:). Wszystko dlatego, że Eliot podobno nie była obdarzona bogatą wyobraźnią, potrafiła pisać porywająco tylko o tym, co dobrze znała. W część drugiej bohaterka - dziewczynka o wielkiej inteligencji "książkowej" i znikomym sprycie życiowym, staje się niestety żywą ilustracją jakichś wymyślonych konfliktów między obowiązkiem i uczuciem. To już akurat jest ciekawe raczej jako ilustracja dylematów epoki:). Całość można przeczytać, choć niekoniecznie od deski do deski.



Kochaj rewolucję - Aleksander Sołżenicyn.

Niedokończona powieść o wojnie sowiecko niemieckiej na południu Rosji, widzianej oczami młodego entuzjasty rewolucji. No i wielka szkoda, że niedokończona, bo świetnie się zapowiadała, przede wszystkim ze względu na ciekawie opisane realia wojny.









Obóz świętych - Jean Raspail.

Futurystyczna powieść z lat 70-tych, która spełnia się na naszych oczach. Wbrew temu, co można przeczytać na okładce - autor nie twierdzi, że Europa padnie pod naporem masowej emigracji zewsząd. Raczej ochoczo rozmontuje się sama. Dla tych, którzy chcą nieco się poddołować w te wiosenne dni.








Wojna końca świata - Mario Vargas Llosa


Mało znany u nas epizod historii Brazylii - wojna między chrześcijańską sektą a republikańskim i raczej ateistycznie zorientowanym rządem największego kraju Ameryki Południowej rządem. Książka wielowątkowa, poruszająca wiele tematów (od rzetelności dziennikarskiej po zagadnienia związane z wiarą), niestety zupełnie nie nadaje się, żeby ją podsumować w kilku zdaniach. Dlatego odsyłam do recenzji Mary. Jedna uwaga - narracyjnie nie jest aż tak bardzo trudna. Prawie nie mam tam np. polifonicznej narracji, którą Llosa uwielbia, i która gwarantuje migrenę po jednym rozdziale:).




 Policja - Jo Nesbo

Już nie mogę. Wskrzeszony Harry zupełnie zepsuł efekt poprzedniego tomu, a i pomysły jakby zaczynają się powtarzać...











Kobiety mej młodości - Arkady Fiedler

Powinno mieć podtytuł: "Wszystko, co się rusza i na drzewa nie ucieka". Podróżnik wspomina szkolne sympatie, poważniejsze znajomości z młodych lat, żonę, znane Polki, które miał okazję spotkać na swej drodze. Jednak gdy pisarz dochodzi do "wieku męskiego - zwycięskiego" jego wynurzenia robią się coraz mniej smaczne. Nie tylko przy zapiskach na temat licznych kolorowych piękności rzekomo wpychanych mu niemal na siłę do łóżka przez wodzów. Także polską kochankę/partnerkę z tamtych czasów potraktował mało rycersko.Słowem - trochę Pudelka, trochę seksturystyki.




Die Radfahrerin - Daniel Chavarria (została to też wydane po polsku jako "Adios Muchachos") Historia kubańskiej dziwki rowerowej - Alicji i jej oszałamiającej kariery, gatunkowo najbardziej przypomina absurdalną komedię. To taka literacka zabawa bez zobowiązań. Można czytać, ale bez szału. Recenzja Jarka Czechowicza tutaj. zachęcam, zapewne jedyna w polskiej blogosferze:).







Stanisław Cat Mackiewicz - Historia Polski 1918-39

Cat ma swoje poglądy (był zadeklarowanym piłsudczykiem, ale miał uczulenie na późną sanację), ale w "Historii..." starał się ze wszystkich sił o bezstronność. Dla mnie to była przyjemna powtórka z międzywojnia. No i jestem pełna podziwu, że autor napisał taką historię z głowy, bez żadnej biblioteki, powstawała ona bowiem w Londynie w 1940, bez dostępu do polskich źródeł/ Może trochę szkoda, że autor póżniej jej nie zrewidował. Nie ma tu bowiem słowa na temat np. paktu Ribbentrop - Mołotow, dlatego lepiej nie traktować książki jako jedynego materiału np. do nauki do egzaminu.





 Joanna Siedlecka - Mahatma Witkac 

 Wspomnienia osób, które znały Witkacego ledwo ledwo, znajomych żony i kochanki oraz jednej żony dobrego kumpla (czyli ostatniej osoby, która znała artystę w miarę nieźle i długo). 
O dziwo - zadziałało jak policyjny portret pamięciowy - nawet co nieco można się z tego wszystkiego o Witkacym dowiedzieć! 






żródła zdjęć: [1,2] merlin.pl, [3] chomikuj.pl, [4] czytamcentralnie.blogspot.com, [5] kochamksiazki.pl, [6] merlin.pl, [7] exlibris.chamera.eu, [8] amazon.de, [9] ksiegarniaeventus.pl, [10] merlin.pl

środa, 26 marca 2014

"Jak ryba w wodzie" Mario Vargas Llosa

"Jak ryba w wodzie" to rozwijające się dwutorowo wspomnienia noblisty.
Po pierwsze - mamy rzetelną powtórkę z życiorysu od najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa do wyjazdu za granicę na studia doktoranckie w wieku lat dwudziestu kilku. Bardzo logicznie wyznaczona granica. Wtedy właśnie umarł Mario, narodził się Pisarz. Brzmi śmiesznie? Młody Vargas Llosa od wczesnych lat był przekonany, że osiągnąć coś w życiu można tylko wtedy, jeśli opuści się Peru i wyjedzie np. do Paryża, że TEN KRAJ podcina mu skrzydła, że rozwinąć będzie je mógł dopiero w jakimś  miejscu nieco wyższym cywilizacyjnie?
Brzmi znajomo?
W przypadku młodego MVL coś jednak było na rzeczy. Rzeczywiście, za granicą najwyraźniej wziął się do roboty, gdyż kolejne świetne książki zaczęły się sypać jak z rękawa (przed ukończeniem 30-tki powstały "Miasto i psy" i "Zielony dom", a jeśli ktoś kiedyś zaglądał, to wie, że musiały być raczej pracochłonne).
Z drugiej strony - jego prawdziwe życie w tym momencie jakby się skończyło. Czytając MVL-owe tomiszcza widzimy, że najlepsze powieści silnie bazują na wątkach autobiograficznych do momentu wyjazdu. Przetworzył w zasadzie wszystko - pobyt w szkole wojskowej, pracę w radiu, studencką fascynację komunizmem, małżeństwo ze starszą o kilkanaście lat krewną - ciotką Julią, pracę w radiu, dzieciństwo w nadmorskiej Piurze, wyprawy do amazońskiej dżungli, konflikt z ojcem, doświadczenie z czasów dyktatury wojskowej...
Udało mu się nawet wykorzystać fuchę w bibliotece klubu dla bogaczy w Limie, gdzie zaczytywał się klasyczną literaturą erotyczną.
Wyśniona Europa pojawia się jako tło zaledwie dwa razy i to raczej w słabszych książkach ("Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" i "Gawędziarz"). Może zresztą to i lepiej, że okazała się tak nudna, gdyby MVL żył z tą intensywnością do dziś, byłby co najwyżej autorem zbioru opowiadań. A tak na kolejnych ciepłych posadkach uniwersyteckich coś tam mu się jednak udało napisać. Inna sprawa, że paliwa wystarczyło mu do tak do lat 90-tych. Jego ostatnia opublikowana cegła - "Marzenie Celta", tak nieznośnie szeleści papierem, że chyba ją sobie położę na szafce nocnej na wypadek kłopotów z zasypianiem.
Reasumując - wspomnienia z młodości są nawet fajne, choć nie wiem, czy nieco nie podrasowane. Powiedzmy, że w Peru w latach 40-stych to była normalka, że 14-latki regularnie uczęszczały do burdelu i wystarczało im na to kieszonkowego...
Drugi wątek to polityczna działalność Mario - a dokładniej jego udział w wyborach prezydenckich w 1990. Tutaj niestety poległam. Przeczytałam jakieś 2 rozdziały, uznałam, że boski Mario trochę ściemnia. Choćby kreując się na człowieka znikąd, który po prostu chciał pomóc swojej ojczyźnie żżeranej przez korupcję i nepotyzm, tymczasem sam pochodzi z politycznej dynastii. Jego wuj - Llosa Bustamante, był prezydentem w drugiej połowie lat 40-stych. Zastanawiające było też to, że już na rok przed wyborami podróżował sobie MVL po świecie (w tym np. po Azji), nawiązując kontakty biznesowe. Jakoś tylko nie pisze, kto za to płacił...
MVL na politycznym mityngu
Drugą część raczej skanowałam wyszukując tylko co smaczniejsze kąski. Choćby historię o tym, jak to MVL - agnostyk, ale uznający katolickie tradycje Peru  (i dobrze żyjący z biskupami, z którymi zresztą łączyły go czasem więzy krwi - widać jaki z tego Maria outsider pełną gębą), przez cały czas kampanii był zasypywany pobożnymi publikacjami mającymi wspomóc jego nawrócenie. Podobno zgromadził całkiem spora kolekcję wydań "Drogi" autorstwa założyciela Opus Dei - św. Josemarii Escrivy. MVL jednak, najwyraźniej pamiętając co o Opus Dei pisał dan Brown, okazał się odporny na to kuszenie:).
Druga ciekawostka to swoiste seanse nienawiści, jakie urządzała mu konkurencja. Polegały one na czytaniu przez radio "Pochwały macochy" (poprzedzone ostrzeżeniami, że pomieszczenie powinna opuścić młodzież i osoby podatne na demoralizację), a następnie grupa ekspertów dywagowała na temat zdrowia psychicznego i moralnego autora. Pisarze, którzy chcecie się bawić w polityków - najpierw kilka razy się zastanówcie, bo w PL to też nie problem zebrać taką grupę ekspertów:).
Większość wspomnień "politycznych" tonie niestety w detalach - np. historii partii takiej czy innej. Uderza jednak to, że MVL - mocno zorientowany na zagranicę, musiał się właściwie uczyć swojego kraju na nowo!
Bez większych zastrzeżeń polecam połowę książki. Napisane z biglem wspomnienia zawsze są w cenie. A do pamiętnika z kampanii też zajrzyjcie, szczególnie, jeśli planujecie karierę polityczną, nawet na szczeblu lokalnym;).

Z ostatniej chwili: w nowej książce, El héroe discreto, Vargas Llosa wraca do Peru. Podobno też będzie niemal tak zabawnie jak w "Pantaleonie i wizytantkach". No mam nadzieję:).

żródła zdjęć:
1. lubimyczytać.pl
2. wikipedia (angielska)


wtorek, 18 marca 2014

"Pierścień rybaka" - Jean Raspail

Niewola awiniońska, schizma zachodnia, sobór w Konstancji i jeszcze kilka haseł które niejasno kojarzą mi się ze szkolnych lekcji historii (XIV/XV wiek) zostały nie tylko otrzepane przez pana Raspaila z kurzu, ale do tego tak skutecznie ożywione, że z wypiekami na twarzy czytałam o papieżach, antypapieżach, wzajemnych ekskomunikach i niekończącej się grze ambicji. W dodatku książka napisana jest z nietypowej dla Polaka perspektywy. Pisarz, było nie było Francuz, za "bardziej papieskich" papieży uznał raczej awinionczyków. Polacy zaś zawsze uznawali obiediencję rzymską.
Zresztą - Raspail ma swoje racje - wybór pierwszego awiniońskiego "antypapieża" został dokonany przez to samo kolegium, co jego rzymskiego odpowiednika, tyle, że wybór rzymski nastąpił pod przymusem. Nie wspomnę tu o kontrowersyjnym postępowaniu papieży z Wiecznego Miasta z tamtego okresu, które ostatecznie nie jest argumentem prawnym. Oprócz tej nietypowej perspektywy mamy też masę informacji z epoki podanych w przystępnej formie. Niemal nie ma tu fikcyjnych postaci i wątków fabularnych, a mimo to, tę szczegółową powtórkę z historii po prostu się wciąga jedną dziurką od nosa.
Autor z lubością wyciąga różne prawne kruczki, które pozwoliły na przezwyciężenie (czy aby na pewno?) kryzysu papiestwa w XV wieku (zwłaszcza pełen nadużyć sobór w Konstancji) i jednocześnie ostrzega przed wykorzystaniem tych precedensów w przypadku kolejnego kryzysu.
Warto wziąć to pod uwagę nie tylko dlatego,  że futurologiczne wizje autora już raz się spełniły (w czasie rozruchów we Francji w 2005 przywoływano często jego "Obóz świętych" z 1973, który przewidywał tę sytuację). Życie dopisuje komentarz do literatury niemalże online.
W lutym 2014 przetoczyła się przez media fala spekulacji o legalności abdykacji Benedykta XVI, co zmusiło unikającego zazwyczaj rozgłosu papieża seniora do publicznego zabrania głosu i sprostowania tych rewelacji. Widać, że tęsknota za dwoma papieżami w wielu środowiskach nie gaśnie ... od wieków:). Co tam zresztą dwoma.  W XV wieku było ich w którymś momencie trzech, a wszystko wskazywało na to, że mogą się rozmnożyć jeszcze liczniej. To dopiero gratka.
Oprócz wątku historycznego mamy też współczesny, w konwencji thrillera, ale o nim pisać nie będę, gdyż łatwo go "spalić".
Książkę oczywiście polecam - jako ciekawe repetytorium z historii a do tego niegłupią rozrywkę.