wtorek, 6 listopada 2012

"Okna zatkane szmatami" - Józef Mackiewicz

"Okna zatkane szmatami" to zbiór reportaży z lat 1936-37 publikowanych przez autora w wileńskim "Słowie". Od razu przyznam, że to chyba mój faworyt - książka lekka, niewymuszona, czyta się praktycznie sama. Stosunkowo najmniej jest w niej o Polsce przez duże P. W latach powojennych Mackiewicz pisał z oddali i chyba siłą rzeczy brał na warsztat "większe" tematy, czy próbował dokonywać różnych teoretyczno-historycznych syntez. W "Oknach..." pisanych na bieżąco, skupia się na detalach i jednostkowych historiach. Już w trakcie lektury zaczyna się jednak wyłaniać z tych rozsypanych puzzli spójny obraz.

Dwa hasła "Kresy" i "II Rzeczpospolita" z reguły kojarzą się współczesnemu czytelnikowi z rajem utraconym (a o tym, że na taki właśnie obraz jest zapotrzebowanie, świadczy popularność pisma UważamRze Historia). Mackiewicz szybko sprowadza nas na ziemię. II RP widziana jego oczami to niekoniecznie to sprawnie zarządzane państwo do którego w tej chwili wzdychamy, tylko raczej kraina utraconych możliwości i ojczyzna bareizmu. Jak się okazuje - wcale nie był to wynalazek lat 70-tych, miał się dobrze także cztery dekady wcześniej. Centralną postacią tej książki jest Anonimowy Urzędnik. Oczywiście stojący na straży prawa. Nic to, że realizacja jakiegoś podpunktu w zarządzeniu wojewody jest nieopłacalna ekonomicznie, absurdalna, albo wiąże się z ludzką krzywdą. Nieważne, że za chwilę i tak ktoś się od decyzji Anonimowego Urzędnika z sukcesem odwoła. Tak ma być i już.

Polska z książki Mackiewicza to kraj gospodarskich wizyt, pobielonych nieskazitelnych wychodków (oczywiście, na wypadek kontroli ze starostwa, nieużywanych) postawionych koło kurnych chat, gdzie ludzie mieszkają w jednej izbie z bydłem, przymusowych melioracji, często niszczących kulturę rolną wsi, abstrakcyjnych świąt, do udziału w których ludzie są zmuszani groźbą grzywny... No i jak to bywa w państwie zurzędniczałym ze znaczącym sektorem państwowym- pleni się niegospodarność. W skali mikro, ale nie tylko. Mackiewicz wyraża się krytycznie także o realizacji Centralnego Okręgu Przemysłowego- sztandarowego "wielkiego projektu" II RP.

Kresy nie są też żadną praktyczną realizacją jagiellońskich idei (niezależnie od tego, co rozumiemy pod tym pojęciem). O wielokulturowe dziedzictwo się nie dba (historia degradacji zamku ruskiego księcia Lubarta Giedyminowicza), mniejszościami zaś zarządza metodą - "wilk głodny i owca zjedzona". Zamiast polityki stanowczej lub opartej na pełnej tolerancji w Polsce preferowano złośliwe nękanie w drobiazgach. Problemów nie rozwiązywało to żadnych, a antagonizmy rosły sobie w najlepsze. Zasygnalizuję jeszcze dwa tematy- tolerancja dla komunizmu (komunizm niby był nielegalny, ale skazywano drobnych działaczy zostawiając w spokoju ich patronów o PPS-owskim rodowodzie, bezpiecznie umocowanych na posadach związkowych) i wychowanie młodzieży. Z dzisiejszego punktu widzenia polska szkoła sprzed 75 lat to ostoja tradycyjnych wartości i patriotyzmu. W praktyce niekoniecznie to tak wyglądało. Po lekturze "Słowa" wielu rodziców musiało się decydować na edukację domową.

Czy są jakieś jasne punkty w tym ogólnie szarym obrazie? Przyroda, zwłaszcza poleska. Opisana jest tak, że aż chce się założyć plecak na plecy i udać do ambasady białoruskiej po wizę (rzeka Lwa, obecnie polecany szlak kajakowy - jakież tam muszą być komary). Acha - poruszone tematy wydają się ciężkie, ale Mackiewicz pisze o nich z dziennikarskim pazurem i często bardzo zabawnie. Humor nie opuszcza go nawet wtedy, gdy kolejne numery pisma są konfiskowane z powodu krytyki kolejnych urzędników (i szargania majestatu Rzeczypospolitej ucieleśnionego w ich osobach). Mogę się mylić, ale w tej chwili mało kto już tak pisze, dominuje raczej przynudzanie i zadęcie. "Okna..." mocno kontrastują stylem także z późniejszymi książkami autora, po wojnie trudniej mu było się zdobyć na tak lekki ton.
Wady? Zdarzają się sformułowania, które nawet jak dla mnie były lekko "po bandzie". Ale najwyraźniej: jakie czasy, taka (nie)poprawność polityczna. Mimo to - dla mnie była to lektura zdecydowanie na plus.

22 komentarze:

  1. Oj, przeczytałabym to. Muszę jakąś znajomą bibliotekę namówić, by zakupili, bo sama nie kupuję już książek "do czytania".
    O tych sławojkach pobielanych i wizytach Sławoja-Składkowskiego w celu wizytacji wychodków to pisało wiele osób we wspomnieniach przedwojennych, więc pewnie tak było i się z niego wyśmiewali, jak współcześnie z różnych politykow, którzy są na czymś tam zafiksowani.
    Acha, dodam, że odkryłam, iż ktos prowadzi po polsku całą stronę poświęconą Józefowi Mackiewiczowi, to właśnie stamtąd jest ten długaśny artykuł o Sołżenicynie, który wczoraj zacytowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może fiksacja Składkowskiego udzielała się jego podwładnym, bo tutaj latają na te inspekcje urzędnicy niższego szczebla.
      Jest jeszcze blog khavira.salon24.pl, tam są takie mniejsze ścinki mackiewiczowskie, bardzo różne.
      Zainspirowłaś mnei, chyba sobie te z "Tylko prawdy" przygotuję do wydrukowania, bo nie cierpię czytać z ekrau, zwłaszcza takich kobylastych tekstów:).

      Usuń
  2. Idziesz jak burza przez twórczość Mackiewicza.;) Pocieszające, że go wznawiają, tylko dlaczego to tak drogo kosztuje?;( W bibliotekach Mackiewicza niezbyt dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W bibliotekach jest tylko Cat, jak się pytam o Józefa, panie robią dziwną minę. Ale może to się zmieni, skoro wydają, przecież można paniom zwrócić uwagę na jakieś wartościowe pozycje i poprosić, by kupiły.
      Cieszę się, że w ogóle wydają, bo dlugi czas był to dla mnie autor mitologiczny, tzn. słyszałam, a nie widziałam. Pamiętam, że Łysiak coś pisał w której ze swych antysalonowych książek, że ktoś ma prawa do ksiązek Józefa i że blokuje wydawanie. Może już przestał?:)

      Usuń
    2. Na Pradze Południe na szczęście jest większość (oczywiście każda książka w innej filii), ale niepocieszające jest to, że kilka pozycji najwyraźniej zostało "sprywatyzownych" przez czytelników.
      A co do cen - wydawca jest właścicielem praw autorskich. Każdy sprzedany egzemplarz to czysta żywa gotówka w kieszeni.

      P.S. Chciałabyś może Memento mori Spark? Miałam @ pisać, ale ciągle zapominam.

      Usuń
    3. Alicjo,
      prawa autorskie ma dawny wydawca. A do ich wygaśnięcia zostało jeszcze jakieś 40 lat.
      Wydaje mi sie, że blokowanie wydania dotyczyło jego raportu z Katynia, wydał go w końcu Jacek Trznadel. Neidawno zakończył sie chyba proces w tej sprawie.
      Reszta jest i była, ale w przestrzelonych cenach.

      U mnie na szczęście w bibliotekach jest, no ale to wawa.

      Usuń
  3. @ Iza

    Memento mori? Chętnie!
    Przejrzałam śródmiejskie filie - nie jest tak źle z Mackiewiczem. Czytany jest głównie "Karierowicz" i "Droga donikąd", trzeba będzie się przejść.;)

    Która książka Mackiewicza podobała Ci się jak dotąd najbardziej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu,
      Trochę jestem w kropce, bo dla mnie wszystkie były OK, ale nie każdego zainteresuje tematyka okołopolityczna.
      Z dotychczas opisanych to Tobie pewnie bym polecała "Sciągaczki...". "Karierowicz' może też byłby Ok. "Miasojedow" jest bardziej o mechanizmach życia zbiorowego. "Okna" mi się nieźle czytało, tylko czasem sobie zgrzytnęłam zębami.
      Z nieopisanych jeszcze- Droga donikad to taka zbiorowa powieść psychologiczna (o zaszczepianiu komunizmu w PL), ciekae, ale specyficzne.
      A mi najbardziej podobała się "Droga Pani". No ale tu chyba najwiecej jest publicystyki już stricte politycznej.

      Usuń
    2. A memento wyślę przy następnej wizycie na poczcie:).

      Usuń
    3. Faktycznie polityka to nie moje klimaty, tym bardziej dziękuję za poradę z uwzględnieniem moich ciągot.;) Poszukam na pewno.
      Za MM z góry b. dziękuję.;)

      Usuń
    4. Tak tez mi się wydawało:). Najbardziej "polityczny" był chyba Zniewolony umysł:). Dam znać jak wypuszczę przesyłkę.

      Usuń
  4. Książka wyłamująca się na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Izo – dziękuję za przybliżanie książek Mackiewicza. Sam się do tego przymierzałem, ale nie dałem rady ogarnąć materiału i skończyło się na wyjątkowo koślawej recenzji "Miasojedowa". A o Mackiewiczu trzeba pisać dużo i jeszcze więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziuta, przeczytałam Twoją recenzję, ale fajna. Wygląda na to, że wciągnąłeś książkę jedną dziurką od nosa i to w rekordowym tempie. Entuzjazm aż bucha.
      Zalinkuję ją przy kolejnym poście o Mackiewiczu, to może jeszcze ktoś zajrzy. Mi akurat o Miasojedowie wyszło takie trochę pitu pitu, ale już nie będę przerabiać.

      Usuń
    2. P.S. Przepraszam za "tykanie" i kolokwailizny, ale odpowiadam na komentarze jednocześnei pcyfikując dzieci , no i takie są skutki:).

      Usuń
    3. Ależ proszę bardzo, w internecie przeważa tykania, więc to ja powinienem przepraszać za "paniowanie" :)

      Usuń
    4. Moja Czterolatka ma obecnie zajęcia z netykiety w przedszkolu, więc zapytam jak wróci, czy popełniłam grzech ciężki czy zaledwie powszedniPPP. Ja już mogę być nei na czasie:).
      Pozdrowienia:).

      Usuń
  6. Widzę, że Ty się ostatnio zafiksowałaś na Mackiewicza. To twoje pisanie o jego tekstach jest na tyle skuteczne, że też w bibliotece się rozglądam za Mackiewiczem i trafiam na Cata.
    A te urzędnicze absurdalia to uwierz, nie tylko rzeczywistość lat 70-tych, nie tylko cztery dekady wcześniejsza i kilka wieków, to niestety i nasza rzeczywistość. Niestety, bo siedzę trochę w środku tej rzeczywistości bzdurnej i durnej, a walka z nią to istna donkiszoteria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciamal,
      tylko pisarsko, czytelniczo różne rzeczy, ale nei wyrabiam z opisywaniem, na coś się musiałam zdecydować.
      Cat może być trochę w stylu Jasienicy, przynajmniej ten powojenny.
      Co do absurdaliów to pewnie produkt uboczny każdej biurokracji (i teraz krążą dowcipy o unijnych przepisach o krzywiźnie banana, prostocie ogórka i zabawkach dla świń), tylko śmieszne jest to tylko z dystansu.
      Tym bardziej "szacun", że wciąż Ci się chce z tym wszystkim boksować.

      Usuń
  7. Czytałam recenzje w podobnym tonie i zapisuję. Mackiewicza trzeba garściami. A książki drogie, bo wydaje je "Kontra". Ciągle toczą się procesy pomiędzy Niną Karsov-Szechter (która właśnie publikuje w londyńskim wydawnictwie), a córką Mackiewicza - Haliną. Szkoda, że wielcy i po śmierci nie odpoczywają w spokoju:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą ciekawa sprawa z tymi Karsov-Szechterami. Mackiewiczowie bardzo ich cenili i cenili też opiekę wydawniczą, którą im zapewniali.
      W Drogiej Pani jest od metra peanów na ich cześć (głownie autorstwa Toporskiej, więc w Twoim egzemplarzu nie będzie)
      Ale może sprawy się posypały po śmierci Szymona Szechtera. A do tego sprawdza się powiedzenie, że z ludźmi 3ba zjesć beczke soli, a i tak się ich nei pozna...

      Usuń