Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminały. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2014

Hurtownia książek - nowa dostawa.

Czas leci, książek przeczytanych przybywa, tylko na blogu posucha.
Aby nie dopuścić do zastoju - kolejna hurtownia zmajstrowana ze ścinków z Facebooka, gdzie w tym roku pracowicie odnotowuję wszystkie lektury w grupie 52 książki.

 "Złota Mucha" - Joanna Chmielewska

Chmielewska, kobieta wielu pasji tym razem próbuje zarazić swoją miłością do bursztynu (uważajcie, skutecznie:)) i to niekoniecznie takiego w formie biżuterii. Widać, że autorce nie są obce i techniki połowu i podstawy obróbki. Kusi mnie, żeby zaopatrzyć się w podbierak i wędkarskie kalosze i ruszyć na Mierzeję Wiślaną ... w listopadzie. Acha - tak w ogóle "Złota Mucha" to kryminał. Ale tym razem kompletnie nie ważne, kto zabił. Liczy się bursztyn. 
Taki jak ten.


"Kapelusz cały w czereśniach" - Oriana Fallaci

Urocze, aczkolwiek szkoda, że autorka nie zdążyła jeszcze trochę podszlifować tego diamentu. Bo nieco za duży!
Ta 800 stronicowa książka to cztery najciekawsze historie rodzinne z domowego archiwum pani Fallaci. Ponieważ rozgrywają się one w latach 1780-1890, autorka nie bazowała tylko na ułomnej przecież pamięci swojej i swoich bliskich, tylko podparła się dziennikarsko-historycznym śledztwem. Dowiadujemy się niemal wszystkiego nie tylko o jej rodzinie, ale tez o tzw tle - ówczesnej modzie, wynalazkach i cenie jaj w skupie. Moim zdaniem z tym tłem nieco przedobrzyła, zwłaszcza w dwóch ostatnich opowieściach, których z uwagi na chorobę nie zdążyła już sama zredagować. Ale mimo to polecam:). Na przykład przed podróżą do Toskanii. Przynajmniej będziecie wiedzieli, kto stąpał po tych samych kamieniach, o czym marzył i ... jak był ubrany:).


"Nowe Kłopoty z historią" -  Piotr Gontarczyk

Artykuły prasowe z lat 2006-2008, mocno osadzone w źródłach IPN. Min. o prof Baumanie, Reich- Ranickim - niemieckim papieżu krytyki literackiej a także o rosyjskim programie szkolnym nauki historii.Jak to artykuły - łatwostrawne, a czasem trafia się bonus w postaci tematu, o którym człowiek miał wcześniej niewielkie pojęcie.







"Jabłoń" - John Galsworthy

- seria koliber jest niezastąpiona, jeśli chce się szybko nabić licznik przeczytanych książek
- A co do treści, to kojarzy mi się ta piosenka:) https://www.youtube.com/watch?v=404oPn6tudE&feature=kp.







"Dom nad rzeką Moskwą" - Jurij Trifonow.

Trifonow fajnie pisze, pozornie od niechcenia i bez wysiłku. Jednak ja chwilowo podziękuję. Już nawet nie chodzi o mało atrakcyjna radziecką rzeczywistość, ale o wyjątkowo odrażających bohaterów.
P.S. Pisarz nie był żadnym dysydentem, a mimo to sprawnie sobie radził z radzieckimi tematami tabu, a to dzięki eufemizmom. Zamiast zsyłek czy gułagów mamy np. przeprowadzki na północ. O donosicielstwie pisze, jakby to był niemal rutynowy zabieg higieniczny, który każdy człowiek sowiecki przechodzi kilka razy w roku, acz nie od razu z przyjemnością. W dodatku nie widać, żeby Trifonow z trudnymi tematami się krył. Takie to wszystko było oczywiste?


"Następca" - Ismail Kadare

Trochę kryminał, trochę studium tyranii, oparte na faktach. Kontynuacja "Córki Agamemnona", która w swoim czasie nieźle mną trzepnęła, jakoś nie wytworzyła we mnie tego napięcia, co cześć pierwsza. Pewnie dlatego, że powstała w "łatwiejszych" latach 90-tych, nie musiała być już przemycana w pomysłowy sposób na zachód, autorowi za jej opublikowanie już nic nie groziło... A mimo to "Następca" godny jest polecenia, nie tylko dlatego, że temat tyranii zawsze warto sobie odświeżyć, tak ku pamięci. Autor osadza powieść w nurcie albańskiej historii i nasyca ją detalami tamtej rzeczywistości, tak, że kraj przestaje nam się kojarzyć tylko z biedą, mafią i bunkrami.



"Kochana córeczka" i "Od siódmej rano" - Eric Malpass

Wg Tołstoja (słynny początek "Anny Kareniny") wszystkie szczęśliwe rodziny są takie same. Po lekturze Malpassa chciałam początkowo temu zdaniu gorąco zaprzeczyć, ale paradoksalnie, hrabia Lew może mieć rację. Wygląda na to, że wspólnym mianownikiem szczęśliwych rodzin jest co najmniej jeden ekscentryk. Im więcej oryginałów (w wieku od oseska do lekko już nadgryzionego zębem czasu seniora, tym większy poziom familijnego dobrostanu. Cóż, może coś w tym jest:).
A co do samych książek - odstresowywacze wielorazowego użytku, polecam.



"Wyzwoliciele" ("Żołnierze wolności") - Wiktor Suworow

Oparte na wspomnieniach autora migawki ze służby w Armii Czerwonej w latach 60-tych (uwieńczone inwazją na Czechosłowację). Chluba i duma ZSRR nie wydaje się niezwyciężona. Można by się pośmiać z licznych absurdów i szwejkizmów, ale warto zadać sobie pytanie, dlaczego nikt nie ośmielił się tknąć tego papierowego tygrysa?
Podrzucam trop - armia radziecka w trakcie inwazji na naszego południowego sąsiada żywiła się niemal wyłącznie amerykańskimi i  europejskimi konserwami, o ile dobrze zrozumiałam - z pomocy humanitarnej. Jednocześnie USA zwiększało zaangażowanie w Wietnamie. Najwyraźniej więc nie wiedziała lewica, co czyniła prawica.


zdjęcia. 1. antykwariat.waw.pl, 2. wydawnictwoliterackie.pl, 3. multibook.pl, 4,5.lubimyczytac.pl, 6. antykwariatnws.pl, 7.moichlopcy.pl, 8.bestsellery.net


wtorek, 4 lutego 2014

Hurtownia książek - Oates, Shafak, Rymkiewicz, Chmielewska


"Honor" - Elif Shafak to literacka pulpa - dość smaczna, lekkostrawna, ale czy pożywna? Autorka opracowała temat kryminalno obyczajowy w lekko baśniowej konwencji i nadała mu wdzięczny kształt sagi rodzinnej. Efekt - idealny egzemplarz pokazowy w kategorii "literatura środka". Dodam jeszcze, że wciąga. I to bardzo:).






 "Czarna dziewczyna, biała dziewczyna" Joyce Carol Oates


Czterdziestoletnia pisarka wspomina swój pierwszy semestr na studiach. Relacja przebiega dwutorowo - na pierwszym planie mamy próby zaprzyjaźnienia się dziewczyny z czarną współlokatorką, na drugim echa wydarzeń domowych (a dom to niezwykły, bo hipisowskich prominentów). Początkowo nudna ta historia jak flaki z olejem, ale stopniowo czytelnik czuje, ze coś jest nie tak, tylko nie wiadomo dokladnie na jakim obszarze książki. Wyczuwa się, że narratorka kłamie lub opowiada z mocno skrzywionej perspektywy, ale konia z rzędem temu, kto wpadnie na to, gdzie tkwi haczyk. [Przyznam, że ja nie wpadłam].


"Wielkie zasługi" - Joanna Chmielewska

Zamiast opisu wklejam ten oto demotywator (za inspirację dziękuję Natanie). 
"Wielkie zasługi" to książka w tej chwili już historyczno -fantastyczna. Nie ma już Pawełka i Janeczki. Nie ma już tych wszystkich przedsiębiorczych 10-11 latków, którzy zaczynali od eksploracji podwórka w wieku przedszkolnym, a kończyli daleko poza nim. No dobra, może kilka sztuk się ostało, ale wszyscy, zamiast po ciemku latać po lesie i tropić podejrzanych, marzą tylko o tym, żeby przyszedł do nich list z Hogwartu.  Zaś reszta populacji to Mizie płci obojga, których przestraszy nawet mrówka, o poważnym przestępcy nie wspominając...
Tak to się kończą te moje sentymantalne powroty do książek - wielkim narzekaniem:).

"Wielki Książę" - Jarosław Marek Rymkiewicz

Wiecznie żywy motyw uczłowieczania Tytusa w wariancie XIX -wiecznym, czyli o tym, jak polski duch narodowy przerobił brutalnego i nieokrzesanego Wielkiego Księcia Konstantego na prawie-Polaka. Trochę tu Rymkiewiczowej historiozofii, którą przyjęłam dość obojętnie (choćby właśnie teorię polskiego ducha narodowego). "Wielki Książę" sprawdza się natomiast świetnie jako literacki wehikuł czasu. Otwieramy książkę i myk... już jesteśmy w Warszawie epoki empire. Nader odświeżająca to podróż.

piątek, 10 stycznia 2014

Szybka piłka - hurtownia książek

"Zbyt piękna dziewczyna" - Jan Seghers. Podstawową zaletą tego kryminału jest fakt, że w ogóle go przeczytałam, gdyż już od jakichś dwóch lat każdy kryminał zaczynam, szybko sprawdzam, kto zabił i rzucam w kąt. Minusy - kanciasty styl, kanciasty główny bohater i wykorzystanie połowy kanonu stereotypów występujących też w kryminałach skandynawskich. Czyli ... wychodzi na to, że raczej polecam;).



"Siostry B." - Anna i Maria Bojarskie.  Lubię książki Anny Bojarskiej, to jednak, co zaprezentowała razem z siostrą, to jakiś niestrawny bełkot. I nie jest to bynajmniej wina Marii, gdyż ona przynajmniej się stara sklecić jako tako sensowne akapity. Jedyny plus to ...fajne zdjęcia? O - i jeszcze porządne wydanie, praktycznie nie do zdarcia.

"Opowieść wdowy" - Joyce Carol Oates. Sama statystyka wskazuje na to, że dokładnie 50% z ludzi żyjących w związkach "do końca życia" kiedyś zostanie wdową/wdowcem. A każdy pewnie prędzej czy później straci kogos bliskiego. Warto sobie zatem tę traumę przećwiczyć zawczasu na sucho.

piątek, 22 lutego 2013

Fandorin, jajko i ja

Latem krążył łańcuszek o ulubionych czytadłach. Dzisiejszą notkę proszę uznać za aktualizację tej sprzed pól roku:).


 "Świat jest teatrem" Borisa Akunina to 13. tom z cyklu Erast Fandorin, który to cykl miał się już zakończyć na tomie 11-stym. Ale po nim przyszły opowiadania ("Nefrytowy różaniec"), następnie Akunin jeszcze raz się ugiął (zresztą trudno mu się dziwić, sprzedaje tyle tych egzemplarzy, że każdy kolejny Fandorin to spory zastrzyk gotówki). Wrażenia niestety bardzo średnie. Detektyw do tego stopnia nie w formie, że aż momentami zastanawiałam się, czy ja aby nie czytam Lackberg?
Ze Skandynawką o dziwo łączy tę książkę jeszcze jeden trop: rozbudowana warstwa uczuciowo - obyczajowa, a to za sprawą faktu, iż Fandorin pierwszy raz po kilku dekadach wreszcie się zakochał i to w kim? W aktorce. Stąd też zamiast prowadzić śledztwo wzdycha i pisze sztukę dla ukochanej.
Mimo wszystko jednak polecam, gdyż ja się bawiłam całkiem nieźle, a to za sprawą japońskiego asystenta detektywa - Masy i jego karkołomnych prób mówienia po rosyjsku. No i się wydało, że śmieszą mnie żarty nie najwyższych lotów.

 "Jajko i ja" Betty Mc Donald to kolejna trafiona w dziesiątkę polecanka młodej pisarki. Tlumaczenie na polski zawdzięczamy córce Wańkowicza - Marcie i paradoksalnie - właśnie "Jajko" rzuca światło na niejasne karty wańkowiczowego życiorysu. Jakiś czas temu przez blogi przetoczyla się dyskusja, czy Wańkowicz był czerwony, czy zaledwie różowy, jak równeiż czy wracając do PRL sprzedał się czy też nie. Jeśli ktoś się zastanawia, czy do powrotu skoniły Mela względy ideowe, finansowe, czy też chęć powrotu do szerszego obiegu czytelniczego, niech weźmie również pod uwagę teorię drobiową.
Otóż pisarz w ciężkich czasach dorabiał sobie do wiecznie zbyt szczupłych tantiem pracą na kurzej fermie. Po tym, jak dzięki Betty McDonald wiem już, jak wygląda taka robota, nie dziwię się już że King wybrał wędzenie się w spalinach w małym, naszpikowanym podsłuchami mieszkanku na rogu Rakowieckiej i Puławskiej. Lepsze to, niż codziennie... wstawać z kurami:).

wtorek, 23 października 2012

"Dajcie mi jednego z was" - Jacek Getner

Od wydawcy:
Na ulicach miast, w szkołach i restauracjach coraz częściej pojawiają się szaleńcy z bronią, którzy postanawiają ukarać społeczność w jakiej żyją, za mniej lub bardziej wymyślone krzywdy, jakich od niej doznali. Uderzają na oślep, skazując na śmierć wiele niewinnych osób, tylko dlatego, że należą do tej zbiorowości lub przypadkiem się wśród niej znaleźli. Główny bohater tej książki, Głos, jest inny. Starannie wybiera ze swojej przeszłości cztery osoby, które kiedyś go skrzywdziły. Jest wśród nich jego surowy dowódca z wojska oraz mężczyzna, który uwiódł jego żonę. Jest także bardzo bogaty biznesmen, który w nieuczciwy sposób przejął jego firmę, jak również przywódca sekty religijnej, który odebrał mu resztkę nadziei na lepsze życie. Owe cztery osoby stają przed dylematem. Czy próbować się oprzeć żądaniom Głosu? Czy może ulec im, skazując kogoś spośród siebie na śmierć i tym samym ocalić własne życie? Głos chce bowiem tylko egzekucji jednego z nich, lecz wybór ofiary pozostawia samym zainteresowanym.



Jakiś czas temu zgodziłam się wziąć do recenzji książkę Jacka Getnera "Dajcie mi jednego z was". Do dziś zastanawiam się, co mną kierowało, gdyż egzemplarze recenzenckie w tej chwili omijam szerokim łukiem.
Dość długo to trwało, zanim zajęłam się książką, w tym czasie mogłam sobie poczytać trochę opinii innych blogerów. Przypominały one nieco kulę śniegową- kolejni czytelnicy doklejali do swoich recenzji najciekawsze punkty pojawiające się w recenzjach bądź komentarzach u innych czytelników, a moje przerażenie rosło. Byłam już niemal gotowa odesłać autorowi książkę. Powstrzymała mnie jednak moja niechęć do kolejek na poczcie.
Niestety czy na szczęście?
Zacznę od rozłożenia na czynniki pierwsze tej kuli śniegowej (czyli dotychczasowych recenzji) żeby zobaczyć, co zgarnęła po drodze.
  • Literówki i błędy interpunkcyjne. No tak, jednym z powodów, dla których wzięłam tę książkę, był fakt, że autor nie jest nowicjuszem w branży literackiej. Przedstawił się jako scenarzysta dwóch polsatowskich seriali. Niestety - wpadł w pułapkę zastawioną na żółtodziobów.
  • Okładka. Ok, jest w jakiś sposób związana z treścią, ale tak offowa, że niemal się przestraszyłam wyciągając książkę z koperty.
  • Niebudzący sympatii bohaterowie. Rozwinę ten punkt przy pomocy pewnej historyjki. Otóż od kilku lat nie mam w domu telewizora. Ma go za to mój sąsiad i w godzinach, w którym w naszym budynku panuje względna cisza ogląda sobie na cały regulator "Sędzię Annę Marię Wesołowską". Otóż znaczna część ścieżki dialogowej to krzyki i przekleństwa. Nie miałam jakiegoś pogłębionego kontaktu z serialami Jacka Getnera ("Daleko od noszy" oraz "Malanowski i partnerzy"), ale wam wrażenie, że "Dajcie mi..." opisuje ten sam świat. Polskę brzydką i nieatrakcyjną, Polskę noir. I dotyczy to oczywiście nie tylko bohaterów, ale całego opisanego świata.
  • Niedociągnięcia fabularne. Nie wiem, czy opisane przez jedną z blogerek zachowanie bohaterów po uwięzieniu (zamiast kombinować, którego wyeliminować, grają w zapałki i gadają) to niedociągnięcie, czy nie. Da się jednak zauważyć, że autor stosuje pewne skróty fabularne. Mi nieco zgrzytała np. zbyt duża rola przypadku.
Czego natomiast w recenzjach nie znalazłam?
  • Książka mimo wszystko nieźle się czyta i sprawdza się jako wypełniacz czasu. Owszem - jest to zapewne drukowany odpowiednik "Sędzi Anny Marii  Wesołowskiej" czy innego serialu oglądanego po robocie z piwkiem w ręku. Ale taka nisza wszak tez jest potrzebna.
  • Mizoginizm. Nie wiem, czy to przypadek, że większość bohaterów miała nieciekawe doświadczenia z kobietami. A bohaterki też raczej nie są opisane z sympatią. Dlaczego ma to znaczenie? Większość książkowej blogosfery to kobiety. Nie ma się co dziwić, że nie zakochały się w książce od pierwszego wejrzenia.

piątek, 29 czerwca 2012

Hurtownia książek - pourlopowe porządki


Do przeczytania króciutkiego "Wyzwania" Mario Vargasa Llosy zachęciło mnie wyzwanie (nomen omen) Trójka E-pik. To kilka wczesnych opowiadań noblisty poświęconych zjawisku machismo. MVL, jako ten ptak, który własne gniazdo kala, nonszalancko rozprawia się z ciemnymi stronami jednego z bardziej znanych zjawisk kultury latynoskiej. "Maczowie" z jego opowiadań to typy nieracjonalne, często niemoralne, czasem aż śmieszne dla obserwatora z zewnątrz.
Czy polecam? Raczej w drugiej lub trzeciej kolejności. W krótkich formach noblista nie jest w stanie rozwinąć skrzydeł. To raczej wprawki - udane na tle innych debiutantów, ale nie powalające na kolana.

Kolejną kategorią czerwcowej Trójki było "babskie czytadło". Cóż może lepiej pasować do tej kategorii niż książka Marii Rodziewiczówny? tytuł "Niedobitowski z granicznego bastionu" ma wprawdzie zabarwienie lekko militarne, kto jednak przeszkadza umieścić w takim bastionie jakas kresową dziewicę i rozkręcić akcję romansową?
Nic z tego. "Niedobitowski" to pamflet polityczny i to w dodatku ostry jak brzytwa. Ci, którzy wzdychają za złotymi czasami Drugiej Rzeczypospolitej będą mocno zdziwieni.
Rzecz dotyczy sytuacji kresowych ziemian - uważanych za ostoję polskości na tamtych terenach Rzeczypospolitej. Skończyły się czasy caratu, w przeszłość odeszła wojna polsko-bolszewicka, jednak ziemianie, zamiast cieszyć się powszechnym szacunkiem słyszą zewsząd uwagi "chcieliście Polski - no to ją macie" i uważani są za krańcowych frajerów. Dlaczego? Zachęcam do sprawdzenia w książce.
Bardzo to gorzka krytyka czasów, które obecnie uważane są za raj utracony.

Bardziej do kategorii babskiej pasuje za to "Lato" Tove Jansson - rzecz o wspólnych wakacjach 80-letniej babci i dziesięciolatki Sophii, jej wnuczki. Wiele jest książek o tym, jak kochać dziecko, ta pokazuje, jak je można dobrze rozumieć. Mam nadzieję, że taki poziom empatii jest osiągalny także przed osiemdziesiątką.
Polecam lekturę lata, najlepiej jeszcze w 2012, a to dlatego, że choć pochodzi z Finlandii, jest z ducha bardzo korczakowskie. a 2012 to wszak Rok Janusza Korczaka:).






Do zbiorku opowiadań kryminalnych Krzysztofa Kąkolewskiego "Umarli jeżdżą bez biletu" najlepiej pasuje słowo oldskulowy. Mamy tu Polskę lat 60-tych z wszechwładną milicją bez żadnych procedur stosującą prowokacje, które dziś byłyby nielegalne. Wiele przestępstw w tej chwili jest uważanych za zwykłą działalność gospodarczą.
Przeczytałam z przyjemnością, gdyż oprócz sportretowania Polski w czasach, gdy Kuba Wojewódzki latał jeszcze w pieluchach tetrowych, Kąkolewski zadbał także o rzecz bardzo ważną w kryminałach, czyli umiejętne rozłożenie napięcia.




No i wreszcie książka, którą czytam w tej chwili - "Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej" Ruth Benedict. Autorka jest antropologiem kultury, a jej opracowanie powstało w ramach "Projektu Japonia" - mającego pomóc zrozumieć Japończyków i ułatwić ich "reedukację" po klęsce II Wojny Światowej. Zastanawiam się, ilu takich specjalistów chodzi obecnie po świecie i dla kogo pracują. Benedict bowiem dosłownie poszatkowała Japończyków na plasterki i podała ich ładnie udekorowanych na tacy.
Niepokojące, wnikliwe i godne polecenia:).

wtorek, 22 maja 2012

"Smuga krwi" - Johan Theorin


Zabłysnąć na rynku skandynawskich kryminałów nie jest łatwo. Odchodzą powoli w przeszłość czasy, kiedy sprzedawało się wszystko, byle było ze Szwecji. Kolejnych autorów trudno od siebie odróżnić, do tego jeszcze przestaje działać powtarzane po raz kolejny hasło reklamowe: "nowy Larsson". Zresztą czytelnicza łaska na pstrym koniu jedzie i człowiek chciałby czasem przeczytać coś innego a nie tylko kolejne opowieści o maltretowanych dzieciach z opieka społeczną w tle, narzekania na amerykański imperializm lub nadmierny napływ emigrantów.
Nic z tej sztampy nie będzie nas straszyło u Johana Theorina. Zamiast powielać schematy autor wraca (i ciągnie za sobą czytelników) tam, dokąd prowadzi go serce - do swojej małej ojczyzny, czyli na Olandię.
Pewnie każdy z nas ma takie miejsce które jest dla niego punktem odniesienia i które go ukształtowało, dlatego łatwo będzie nam odnaleźć się na tej pozornie niegościnnej wyspie.
Szczególnie dlatego, że Theorin nie zajmuje się wymyślaniem pokręconych zbrodni. Zło, z którym stykają się bohaterowie wydaje się zwyczajne. Takie historie przydarzają się naszym sąsiadom. O takich sprawach szeptali sobie czasem nasi rodzice, gdy myśleli, że nie słyszymy. Takie zło sięga czasem korzeniami do poprzednich pokoleń, bywa obudowane metaforycznymi opowieściami, jesteśmy do niego przyzwyczajani od dzieciństwa. I mamy szczęście, jeśli nie dotyczy osobiście nas ani naszych rodzin.
Tego szczęścia nie mają raczej bohaterowie Theorina. Czterdziestoparoletnia Vendela spędziła na wyspie dzieciństwo. Czy to z jego powodu musiała potem przez wiele lat poddawać się psychoterapii? I czy to dlatego wciąż balansuje na granicy anoreksji i hurtowo pożera dopalacze? Skąd wzięła się jej obsesja na punkcie elfów - czy to kolejna forma ucieczki od rzeczywistości?
Osiemdziesięcioletni Gerlof opuszcza dom starców i zamieszkuje w swoim dawnym domostwie na Olandii - chyba po to, aby dokonać żywota w bardziej swojskim otoczeniu. Z nudów zaczyna czytać pamiętnik swojej zmarłej żony, gdzie dla odmiany znajduje sporo wzmianek o wizytach pewnego trolla. Dziwnym trafem pamiętnik obejmuje czas, gdy Vendela była dzieckiem i mieszkała na wyspie. Czy Gerlof wie coś o jej przeszłości? Czy te dwa pozornie bajkowe wątki jakoś się połączą?
Trzecim bohaterem jest Per. Ojciec dwojga nastolatków, z których jedno jest zbuntowane, a drugie poważnie chore, przyjeżdża na Olandię, aby spędzić Wielkanoc w odziedziczonym po wuju domu. Ponieważ kłopoty lubią chodzić stadami, Per musi się zająć swoim ojcem: starszym i mało komunikatywnym panem po wylewie, z którym z powodu rozwodu rodziców miał przez całe życie raczej marny kontakt. Teraz ojciec, uwikłany przed laty w nielegalne interesy, zaczyna się wyraźnie bać o swoje życie. Per musi znaleźć sposób, aby czegoś dowiedzieć się o przeszłości ojca, zanim będzie za późno...
Rodzinne tajemnice: te pozornie bajkowe i te całkiem przyziemne, opisy surowej przyrody, które niejednego zachęcą do turystycznego wypadu, a do tego umiar i elegancja w snuciu opowieści.
Wcale się nie dziwię, że olandzkie opowieści Johana Theorina jak magnes przyciągają także tych, którzy na co dzień nie czytają kryminałów.
Sprawdźcie, czy wciągną także Was:).

Książkę przeczytałam dzięki serwisowi "Zbrodnia w bibliotece". Bardzo dziękuję:).



czwartek, 26 kwietnia 2012

Hurtownia książek sponsorowana przez nieustający brak weny

Wena jak wiadomo na pstrym koniu jedzie. Stąd też kolejna hurtownia. Ma tę zaletę, ze można ją pisać na raty:).

"Karin, córka Monsa" to historia związku urodzonego pod złą gwiazdą króla Szwecji Eryka XIV (współczesny Zygmuntowi Augustowi), oraz Karin, kobiety niskiego stanu, początkowo kochanki, pod koniec panowania także morganatycznej małżonki. Książka ma specyficzny styl: staroświecki, przypominający dawne romanse rycerskie (wlaśnie za ten styl bywa czasem krytykowana, mi akurat się podobał). Treść również nie na czasie (miłość, poświęcenie, przeznaczenie), zahaczająca też o poważne tematy (choroba psychiczna). Polecam:).


Do bohaterki "Cóż za moich czasów", piętnastoletniej Kati Horvath nie mogłam nie poczuć sympatii. Tak jak ona jestem bowiem abnegatką ciuchową, z gatunku tych, które muszą się mocno pilnować, żeby im "sobota nie wystawała spod niedzieli". Kati wydarzyła się jeszcze gorsza historia. Z powodu nieumiejętnego zarządzania własnymi zasobami bieliźniarskimi, zmuszona była kiedyś pójść do szkoły w kalesonach swojego taty...
Kolejna staroświecka powieść, tylko tym razem skierowana do młodzieży. Nie mamy tu żadnych wampirów czystej krwi, jest za to Budapeszt u progu wojny, dorastanie skażone walką z niedostatkiem, pierwszą miłość, dorastanie do odpowiedzialnosci za własne czyny. A żeby nie było przesadnie koturnowo: także mnóstwo zabawnych sytuacji (niekoniecznie z bielizną w tle).


Pewnie wszyscy znają cykl o Mikołajku panów Sempe I Goscinnego. Książka Maryny Miklaszewskiej to nader udany pastisz tej serii, tyle, że przeniesiony w realia schyłkowego PRL. Nie odstaje dowcipem od oryginału, za to ma mnóstwo polskich smaczków. Dziwi mnie tylko jedno (jako niemal rówieśnicę PRL-owskiego Mikołajka) - co te 10 -latki takie rozpolitykowane? Zrobiło mi się niemal głupio, że sprawami publicznymi zainteresowałam się dopiero w wieku lat dwunastu i nigdy przenigdy nie przyszłoby mi do głowy wykonywanie napisów na murach solidarycą.



Jaka jest wasza reakcja, gdy znienacka po latach odzywa się ktoś z trzeciego garnituru znajomych? "Ma interes". Przypuszczalnie szuka pracy. Czterdzieści lat temu przyczyna mogła być bardziej finezyjna: dawnego znajomego mógł nasłać po prostu jego oficer prowadzący... Po przejrzeniu swojej teczki Marek Nowakowski stwierdził, że inwazja starych znajomych, która przeżył w latach siedemdziesiątych nie była spowodowana siła przyciągania jego osobowości, ani nawet pisarską sławą:).
Kolejna ciekawostka: kto był najbardziej wnikliwym czytelnikiem dzieła literackiego? Esbecki analityk, a dokładniej tropiciel myśli antysocjalistycznej. Z konieczności musiał się przegryźć przez książkę znacznie dokładniej niż np. współczesny maturzysta przygotowujący prezentację.
"Kryptonim 'Nowy'" to takie polskie "Życie na podsłuchu". Jeśli ktoś dotychczas nie zetknął się z tematem, to myślę, że warto.




"Niespokojny człowiek" to ostatni tom cyklu o Wallanderze. Ostatni, gdyż 60-letni policjant rozwiązując swoją sprawę przy okazji zmaga się z nieuleczalną chorobą o podłożu neurologicznym i wiemy, że z tej walki zwycięsko nie wyjdzie . Plus książki to właśnie te zmagania, godzenie się z życiem, podsumowania. Minus - sama zagadka. Nie będę zdradzać o co chodzi, ale nie lubię, gdy pisarz literatury popularnej za bardzo obsuwa się w ideologię bądź politykuje. Jeśli robi to tak umiejętnie jak Larsson, to jest to jeszcze do zniesienia, ale w przypadku Mankella miałam wrażenie, że czytam drętwą agitkę. W dodatku robi to po raz kolejny - już w "Chińczyku" zarzucano mu nadmiernie pozytywny stosunek do afrykańskich dyktatorów (mieszkając w Mozambiku musi z nimi przecież dobrze żyć).

"Voss" Patricka White'a. Są autorzy modni oraz tacy, którzy muszą wręcz żebrać o zainteresowanie czytelnika. Spójrzmy na Projekt Nobliści: Pamuk - 28 recenzji, Vargas Llosa - 42, White zaś - 3, a zaręczam - jest to ta sama półka. White nie tylko pisze pięknie, wgryza się w klimat epoki, do tego wszystkiego jeszcze mam wrażenie, że nie chodzi mu o zwykle czernienie papieru, a także o zachęcenie czytelnika do refleksji. Ingredinecje tego akurat dania to Australia połowy XIX wieku, szukanie własnej drogi życiowej i miłość.
Jeśli komuś wpadnie w ręce, zachęcam do spróbowania:).





Historia dwóch braci, potomków zubożałej rodziny ziemiańskiej. Starszy, przysłowiowy "mózg" i nadzieja całej rodziny, idzie do rosyjskiej szkoły, skutkiem czego po latach zostaje carskim prokuratorem. Młodszy zaś, uznawany przez rodzinę niemal za upośledzonego zostaje gospodarować na resztkach rodzinnego majątku. Po latach jednak okazuje się, że ich losy ułożyły się nieco inaczej, niżbyśmy się tego początkowo spodziewali.
Zacznijmy od wad; jest to książka z tezą: jednego z braci autorka skazuje na potępienie, także w tym duchowym sensie, i nieco na siłę doprowadza cały proces do końca. Oczywiście odwrotnie postępuje z drugim z bohaterów.
Mimo to w epizodach Rodziewiczówna wychodzi z tych ramek. Uroczy jest opis dzieciństwa rodzeństwa Barcikowskich. Środowisko Rosjan, do którego próbuje się wkupić starszy z braci, opisane jest tak plastycznie, że wielu czytelników miałoby ochotę samemu się do niego wkręcić. Do tego mamy jeszcze zręcznie wplecioną intrygę kryminalną oraz wiarygodnie opisane realia życia w zaborze rosyjskim. Nie wiem, czy w 1900, kiedy to książka została wydana, cenzura zdążyla juz zelżeć w porównaniu z czasami Prusa czy Kraszewskiego, ale widać, że autorka nie musiała chować się za półsłówkami i tematami zastępczymi. No i bardzo dobrze; mało który czytelnik jest teraz w stanie rozwiązywać literackie rebusy.




Zacofanemu w lekturze serdecznie dziękuję za pożyczenie książek:).

środa, 28 marca 2012

Hurtownia książek - od Sasa do lasa

Jeszcze niedawno temu byłam prawdziwą pożeraczką kryminałów. Niestety ostatnio po przeczytaniu kilkudziesięciu stron od niechcenia oglądam sobie ostatnie dwa rozdziały, dzięki czemu cala książkę mam w zasadzie zaliczoną. Od razu znam sprawcę i motyw:(. "Kamienny wyrok" Ruth Rendell został napisany specjalnie, dla takiego zmanierowanego czytelnika jak ja. Na pierwszej stronie poznajemy sprawcę i motyw, na kolejnej znajdziemy listę ofiar. Pozostaje nam tylko przeczytać, jak w zasadzie doszło do morderstwa:).




Para młodych rodziców miała marzenie: pojadą z rocznym synkiem na wakacje, i to nie na jakieś Mazury, a za koło podbiegunowe. Przejechali prawie 7000 km, prawie niczego nie zwiedzili. W książce, poza licznymi wstawkami z poprzedniej wyprawy autorki, jeszcze "sprzed dziecka", znajdziemy także opisy upojnych sesji karmienia piersią, spacerów z wózkiem po wertepach i zabawiania malucha w samochodzie.
Książka dla tych, którzy potrzebują dowodu, że jeśli się chce, to z małym dzieckiem można robić wszystko. Z drugiej strony można sobie zobaczyć, jak to "wszystko" w praktyce wygląda:).


Wśród moich licznych czytelniczych fanaberii ostatnio pojawiła się jeszcze jedna - ciężko znoszę schematy. Gdy tylko przy lekturze pojawia się wrażenie, że już gdzieś coś podobnego czytałam, natychmiast zaczynają mi skakać literki przed oczami, a chęć dokończenia książki spada do zera. Na szczęście pani Lupton - autorka "Siostry" również nie lubi schematów, woli wymyślać własne, dlatego też tę historię kobiety, próbującej wyjaśnić zagadkę śmierci swojej młodszej siostry, przeczytałam w nie dość, że w całości, to nawet z pewnym zainteresowaniem. Zaznaczam jednak, że kapcie z zachwytu mi nie spadły i żadnej nocy nie zarwałam:). Choć podobno przy tej książce może się to zdarzyć.

"Oko jadeitu" i "Papierowy motyl" to dwa współczesne chińskie kryminały. Są raczej mało krwawe, za to bogate w ciekawostki na temat najnowszej historii (rewolucja kulturalna) i sytuacji we współczesnych Chinach (akcja obydwu toczy się na przełomie XX i XXI wieku). Zupełnie nie rozumiem, skąd te kiepskie oceny w Biblionetce...







"Klinika" Sebastiana Fitzka to zupełnie nowa jakość na rynku thrillerów. Krwią nie ocieka, za to spać nie daje , no i zamotane jest nieprzeciętnie. A całość dotyczy psychomanipulacji. Książka powinna zadowolić tych, którzy jęczą, że "wszystko już było":).











A na koniec największa smakowitość: kontynuacja zekranizowanych "Kochanic Króla" i trzecia część cyklu tudorowskiego Philippy Gregory, opowiada o żonach Henryka VIII (a konkretnie żonie nr 4 - Annie Kliwijskiej oraz nr 5 - Katarzynie Howard). Oprócz historii dwóch kobiet, które muszą walczyć o życie (dosłownie: oczekiwana długość życia żony Tudora nie była zbyt długa) na królewskim dworze, mamy również ciekawe tło - Anglię przeoraną przez reformę religijną, za którą to nazwą kryją się niezliczone konfiskaty i egzekucje. Bardzo przyjemne czytadło, zamierzam rozejrzeć się za innymi częściami. Wydaje się, że można czytać w dowolnej kolejności. Informacje, że żona A została zagłodzona, a żona B ścięta, to ostatecznie żadem spoiler, tylko fakt historyczny:).

piątek, 30 grudnia 2011

Hurtownia książek - noworoczne porządki:).


"Czas aniołów" - Iris Murdoch oferuje nam jak zwykle wyrafinowane kobiety, ciamajdowatych facetów, w tle kilku prostaczków. W warstwie powierzchniowej to dramat rodzinny chwilami ocierający się o perwersję. Na drugim planie mamy filozofię: temat śmierci Boga (nie wiem, czy to ulubiony temat Iris, czy tylko ja mam takie szczęście, już raz musiałam zmierzyć się z tym tematem przy okazji "Przypadkowego człowieka"), nieco dziwne rozważania a aniołach (dla autorki anioły i demony to w zasadzie jedno) i temat kryzysu kapłańskiego. I dzięki temu ostatniemu motywowi książka ostro skręca - od rzekomej śmierci Boga, do zupełnie namacalnej śmierci człowieka. Najpierw duchowej, potem też fizycznej. W sumie - książka robi spore wrażenie.


"Loteria" - Shirley Jackson reklamowana jest jako opowieści z dreszczykiem. Autorka podobno interesuje się parapsychologią i magią. Na szczęście opowiadania dość mocno trzymają się ziemi. "Niesamowitość" dość często towarzyszy osuwaniu się bohaterów w szaleństwo. Czasem autorka po prostu eksploruje ciemne strony ludzkiego postępowania (rasizm, konformizm- czy jest w nim coś nadnaturalnego?). Jeśli nawet opowiadania wam się nie spodobają, KONIECZNIE przeczytajcie ostatnie. Dosłownie wbija w fotel.






"Fractured" Karin Slaughter to trzecia część jej cyklu kryminalnego Georgia. Autorkę lubię za sprawne operowanie piórem i takie budowanie historii, że nie rzucam jej książek w połowie (w przeciwieństwie do np. Kathy Reichs i Tess Gerritsen, niby działaja na tym samym poletku co pani Slaughter, ale jakoś nie jestem w stanie przebrnąc przez ich dzieła).
Natomiast niektóre z opisanych przez nią zbrodni są (jak dla mnie) zbyt pomysłowe. Dlatego też nie zostałam wielką fanką jej cyklu "Hrabstwo Grant". Tutaj na szczęście wyobraźnia autorki przeżywała chwilowy zastój, gdyż udało mi się przeczytać książkę bez ataków mdłości.
Plus za postać detektywa -Willa Trenta, zmagającego się z ciężką forma dysgrafii i próbującego ukrywać swoją przypadłość w pracy, Dysgrafia będzie zresztą motywem przewodnim całej książki.

piątek, 18 listopada 2011

"Cicho, we śnie" - Donna Leon



Donna Leon jest autorką serii kryminałów osadzonych w Wenecji. Jej główny bohater - commissario Brunetti, jest pewnie jednym z ciekawszych literackich detektywów - smakoszem i erudytą z ciekawym życiem rodzinnym.
Oprócz kryminalnej intrygi autorka zazwyczaj umieszcza w swoich książkach sporą garść krytyki społecznej. Z pasją opisuje stosunki mafijne, nepotyzm, biurokrację, przez co zapewne naraża się wielu osobom. Pewnie dlatego nie zgadza się, aby jej powieści, napisane po angielsku, były wydawane za jej życia po włosku. Nie chce, aby jej poglądy miały wpływ na jej włoskie życie.

Szczerze mówiąc, po lekturze "Cicho..." wcale nie dziwię się takiej decyzji, publikacja tej książki mogła wywoła szczękościsk u wielu włoskich czytelników.

Tym razem Guido Brunetti walczy ze stugłową hydrą paraliżującą życie Włoch - czyli z kościołem katolickim. Intryga kryminalna to śledztwo w sprawie serii tajemniczych zgonów staruszków z katolickiego domu opieki. Do tego mamy potyczki z katechetą uczącym jego nastoletnie dzieci. Wisienką na torcie jest tajne (i złowrogie) stowarzyszenie, którego macki sięgają aż Watykanu.

Obraz instytucji kościelnych, który się wyłania z tej książki jest nader niesympatyczny i ... jednostronny. Za tę nudną jednostronność, niczym z faktów i mitów, obniżyłam ocenę:).

Natomiast plusem jest trafny i ciekawy opis problemów rodzinnych.
Obydwoje z małżonków Brunetti są antyklerykałami, przy czym żona- Paola, jest wojująca ateistką, sam Brunetti jest w fazie między całkowitym sceptycyzmem a resztkami przywiązania do religii jako do rytuału. Mimo to posyłają swoje dzieci na religię, aby ... poznały własne dziedzictwo kulturalne. Motywacja to nader wątła, która szybko się rozwieje, nie tyle z powodu kłopotów z katechetą, co przez fakt, że Brunetti zacznie dokładniej zgłębiać pisma wczesnochrześcijańskich Ojców Kościoła, i odkryje, że byli stadem nietolerancyjnych obskurantów.
Zaciekawił mnie ten opis. Ilu bowiem rodziców posyła dzieci na religię wbrew własnym przekonaniom (głównie zapewne z powodu uwarunkowań rodzinnych), jednocześnie tłumiąc w sobie coraz większą frustrację. I jak na takiej mieszance wybuchowej wychodzą dzieci?

środa, 12 października 2011

Hurtownia książek - kolejna dostawa:).

Kryzys czytelniczy w pełni (tak, ja też zapadłam na ten syndrom), recenzencki jest jego następstwem, postanowiłam więc zebrać kilka tytułów, o których w ogóle nie zamierzałam pisać.


"Pasta do zębów" Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego to przyzwoicie skonstruowany kryminał z kobietą detektyw (porucznik Anka Kowalska) i licznymi wątkami obyczajowymi - Ance bowiem przyjdzie prowadzić śledztwo w pracy jej męża Pawła (chirurga i bawidamka w jednym), a główną podejrzaną będzie mężowska eks-pielęgniarka Dorota. Podobno klasyka powieści milicyjnej. Moją ocenę obniżyły mocno umowne realia Polski lat 70-tych.


Podążając kryminalną ścieżką trafiłam na "Zamknięty pokój" duetu Sjöwall/Wahlöö... Poprzednie części cyklu bywają określane mianem kryminału ideologicznego. Tu jednak szwedzki tandem przeszedł sam siebie. Wszystkiemu winne jest złe społeczeństwo (które tak krzywdzi biedną jednostkę, ze ta po prostu MUSI wkroczyć na drogę przestępstwa) i jeszcze gorsze państwo, z którego najbardziej zgniłą i zdegenerowaną częścią jest policja. Rozumiem, ze autorzy maja poglądy, ale można je "sprzedać" w sposób nieco bardziej inteligentny (jak to zrobił Stieg Larsson, założę się, ze mało kto załapał, że gra w tej samej drożynie co państwo Sjöwall/Wahlöö). Można też popaść w uprawianie taniej propagandy. Plusy? Nawiązania do Agathy Christie (kolejny wariant zagadki literackiej: tajemnica zamkniętego pokoju) i lekkie pióro.


Dom tysiąca nocy Mai Wolny to pięknie napisana historia dwóch kobiet. Tyle, że niestety na krótko zostaje w pamięci. Po miesiącu od lektury pamiętam tylko dość kontrowersyjną apologię Czerwonych Brygad.







"Czarna polewka" Musierowicz dla odmiany okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Poprzednim tomem Jeżycjady, który czytałam, był cukierkowy i nudnawy "Język Trolli". Tutaj sytuację ratuje Ignacy Borejko jako domowy tyran terroryzujący wnuczki i jak oszalały rozdzielający czarne polewki ich absztyfikantom. Do tego jeszcze zamienia jednego ze swoich wnuków - Ignacego Grzegorza w rasowego szpiega i donosiciela. Wiem, że to dość wredne i niepedagogiczne, ale mnie rozbawiło:). Zwłaszcza, że szaleństwo trwa tylko pół tomu, po czym domowe pandemonium opanowuje niezawodna Mila Borejko.




"China men" Maxine Hong Kingston to historia czterech pokoleń mężczyzn z rodziny autorki, chińskich emigrantów w USA. Jednocześnie to pean na cześć kantończyków - ludzi odważnych, pracowitych i ciekawych świata. W anglojęzycznym serwisie znalazłam określenie, pod którym się podpisuję: "History of America rewritten". Autorka eksploatuje schemat znany już z "Kobiety wojownika" (mieszanka chińskich baśni, historii ze starego kraju, i opis trudnej adaptacji w "Złotej górze"). Rzecz ciekawa, ale dużo bardziej podobała mi się żeńska wersja tej historii :).

sobota, 10 września 2011

"Śmierć na Nilu" - Agatha Christie


Jeśli nie wiadomo, co czytać, warto po raz kolejny sięgnąć po klasykę... kryminału. Już po pierwszych stronach "Śmierci na Nilu" poczułam, że wchodzę w stan głębokiego relaksu. Ponieważ czytałam te książkę po raz trzeci, trudno było mówić o śledzeniu wątku kryminalnego (niestety, bardzo dobrze pamiętam, kto zabił), zamiast tego potraktowałam ją jako historię obyczajową.
Linnet Ridgeway jest milionerką i celebrytką, jej twarz znają czytelnicy gazet w całej Europie. Pewnego dnia odzywa się do niej jej przyjaciółka z pensji - Jackie:
"-Jackie prześladował okrutny pech.(...) Ojciec odszedł do innej kobiety, zaś matka straciła cały majątek podczas krachu na nowojorskiej giełdzie. Jackie została bez grosza, nie mam pojęcia, jak radziła sobie przez ostatnie lata. [Linnet]
Joanna zajęta była polerowaniem (...) paznokci.(...)przechyliła głowę, żeby należycie ocenić swoje dzieło.
- Kochanie, to może być dość kłopotliwe- wycedziła.-Ilekroć moich przyjaciół zaczyna prześladować pech, natychmiast z nimi zrywam. Może to okrutne, ale oszczędza masę kłopotów na przyszłość. Tacy zawsze chcą pożyczać pieniądze albo biorą się do projektowania mody i trzeba pod przymusem kupować od nich potem koszmarne kreacje. Albo malują ręcznie klosze do lamp lub jedwabne szaliki." [1]
Hmmm, czyżby ktoś ze znajomych Agaty Christie zmuszał ją do kupna szalików? Przemądrzała Joanna ma jednak rację, od wizyty Jackie rozpocznie się seria niefortunnych zdarzeń, zakończona serią morderstw.
Zanim padnie pierwsza ofiara i do akcji będzie mógł wreszcie wkroczyć niezastąpiony Hercules Poirot, sporo dowiemy się o życiu brytyjskich klas uprzywilejowanych. Polecam:).

[1] "Śmierć na Nilu" - Agatha Christie, Warszawa 1977, s 9

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

"Milczenie" - Jan Costin Wagner


Ile skandynawskich kryminałów przeczytaliście w ostatnich latach? Ja nawet nie jestem w stanie policzyć. A niemieckich? Jestem w stanie sobie przypomnieć jeden (Dom na pustkowiu - M.A. Schenkel).
Książki Jana Costina Wagnera są swoistym ewenementem, autor jest Niemcem, swoją serię kryminałów osadził w scenerii fińskiego Turku, jednak trudno zarzucić mu brak znajomości tematu, ze względu na związki rodzinne spędza na północnym brzegu Morza Bałtyckiego sporą część życia.
W "Milczeniu" komisarz Kimmo Joentaa, musi zająć się sprawą zaginionej dziewczynki. Niezwykłą, gdyż zdarzyła się w tym samym miejscu i podobnych okolicznościach co podobna historia sprzed 33 lat. Sprawcy tamtego zabójstwa nigdy nie odnaleziono. Rokowania więc nie są dobre, wiele wskazuje, że powrócił zabójca, lub też pojawił się jego naśladowca, tyle, że wciąż nie można odnależć ciała...
Przyznam, że zaskoczyła mnie ta książka. Spotkałam się już wielokrotnie z myleniem tropów, tutaj autor wspiął się na wyższy poziom, posługuje się mianowicie iluzją. Czy kojarzycie te internetowe obrazki "Czy widzisz młodą dziewczynę czy starą kobietę?" (przykład tutaj). Otóż autor serwuje nam podobny obrazek. Jedni widzą starą kobietę, inni młodą dziewczynę, natomiast na obrazku Wagnera tak naprawdę znajduje się... różowy słoń w trampkach i czepku kąpielowym. Odwrócenie uwagi w moim przypadku udało mu się mistrzowsko.
W dodatku autor nie stawia na brutalne opisy i hektolitry krwi, a raczej na takie tematy jak wina, kara, odpowiedzialność... Przez co książkę można czytać nie tylko jako kryminał, lecz także jako powieść psychologiczną. Daje czytelnikowi sporo tematów do zastanowienia, np. czy winny jest tylko bezpośredni sprawca, czy także ten, który nie zapobiegł czyjejś krzywdzie?
Chciałabym napisać na temat tej książki, bardzo dużo, niestety boję się, że mogłoby to zepsuć efekt zaskoczenia. Dlatego po prostu polecam. Sama natomiast idę rozejrzeć się za pierwszą częścią serii ("Księżycem z lodu"), którą niebacznie przegapiłam.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Akcent i portalowi Czytanie (nie) szkodzi.

piątek, 22 lipca 2011

"Sprawa kryminalna" - J.I. Kraszewski + podziękowania


Projekt Kraszewski trwa od około miesiąca i pora już chyba na pewne podsumowania i uogólnienia. Po przeczytaniu trzydziestu książek (lub ich recenzji) łatwo zauważyć, że w przypadku dzieł JIK-a w ogóle nie należy się sugerować tytułem. Atrakcyjny może skrywać mniej fascynującą treść (i vice versa), często również potrafi wywieść czytelnika na manowce jeśli chodzi o charakter czy wręcz gatunek literacki opowieści. Jak się to ma do "Sprawy kryminalnej"?
Orygowce to majątek jakich wiele na Wołyniu. Podupadłą posiadłość kupuje pewnego dnia "człowiek znikąd" (czyli z Mazowsza) - Daniel Tremmer. Mimo krytyki i zadzierania nosa sąsiadów bierze się za naprawę majątku czyniąc z niego "złote jabłko"- czyli dochodową posiadłość. W wolnych chwilach często odwiedza swoich sąsiadów: Boromińskich - pogrywając w mariasza z papą Boromińskim i dyskutując o książkach z jego córką, dwudziestoparoletnią Leokadią. Młodzi, mając się wyraźnie ku sobie, zachowują się jednak powściągliwie. O małżeństwie, ze względu na to, że Daniel jest ewangelikiem i potomkiem mieszczan, ze względu na uprzedzenia papy Boromińskiego nie ma mowy.
Pewnego dnia Daniel znika. Ślady wskazują na zbójecki napad, jednak nie udaje się odnaleźć ciała. Za śledztwo bierze się dwóch profesjonalistów: asesor Zdenowicz, ostrożny safanduła, który przy pierwszym niepowodzeniu chce wzywać na pomoc wyższe instancje oraz pisarz sądowy Platon Symforionowicz Małejko - prawdziwy pies gończy w ludzkiej (choć niezbyt okazałej) postaci. Kryminalistyka na Wołyniu w latach 20 XIX wieku była jeszcze w powijakach, mimo to Małejko wykonuje wiele czynności znanych i współczesnym policjantom, min. fachowo zabezpiecza ślady. szybko jednak dochodzi do wniosku, że ślady same sobie przeczą, dziwne wydaje mu się również zachowanie niektórych osób z otoczenia zaginionego (w tym panny Leokadii i wiernego służącego).
Nie powinnam już pisać ani słowa więcej, gdyż każda sugestia sprawi, że będziecie znali rozwiązanie zagadki jeszcze przed przeczytaniem. Nie jest to czysty kryminał, akcja szybko skręca w stronę powieści obyczajowej, stąd wydaje mi się, że tytuł jednak jest mylący:). Nacisk w ksiażce położony jest na intrygę, zawikłaną niczym węzeł gordyjski. Do jej dodatkowego skomplikowania przyczynia się pisarz Małejko, który nie odpuści, póki nie rozwiąże zagadki...aż do ostatniego szczegółu.
Powieść o wartkiej akcji i lekko sensacyjnym posmaku czyta się niezwykle szybko. Warto poznać tę jedną z pierwszych prób zaszczepienia kryminałów na polskim gruncie. Zwłaszcza, że Kraszewski zrobił to ... zupełnie po swojemu. Miłośników kryminałów jego pomysły albo skonsternują, albo rozczulą staroświeckim wdziękiem.

***

Po blogach przewala się właśnie zabawa ONE LOVELY BLOG AWARD.

Serdecznie dziękuję za nominacje: Książkowcowi, Agnesto, Soulmate, Guciamal i Karolinie:). Miło mi, że nie tylko wpadacie w moje skromne progi i komentujecie, ale jeszcze zdecydowałyście się to dodatkowo uhonorować. I to w dodatku masowo! DZIĘKUJĘ BARDZO:))))

Kolejnych nominacji nie będzie choćby z tego względu, że byłoby to już niepotrzebne mnożenie bytów: moje ulubione blogi albo już zostały wyróżnione, albo niestety przeżywają właśnie kryzys twórczy (a w takim wypadku nominacja może go tylko pogłębić).
Co do moich mrocznych sekretów: miałam zdradzić kilka z tych nic nie znaczących szczegółów, np. czy wolę kawę, czy herbatę. Jednak poranny przegląd blogów uświadomił mi, ze n-ta spowiedź z rzędu jest po prostu nudna. Dlatego też, nie chcąc Was zanudzać, powstrzymam się i od tego:). Może następnym razem (niemożliwe, aby niebawem nie pojawił się kolejny łańcuszek).