poniedziałek, 4 stycznia 2016

Zofia Kossak - Wspomnienia z Kornwalii 1947-1957

Nowy Rok zastał mnie przy lekturze brytyjskich wspomnień Zofii Kossak. Zresztą - czytam je nadal, zwłaszcza uzupełniające książkę listy do dzieci.
Jeśli miałabym podsumować wyspiarskie memuary pisarki jak najkrócej, to jest to książka ze spiłowanymi kantami. Przygotowywana do publikacji w PRL dystansuje się od spraw trudnych w życiu pisarki, od kulis jej pobytu w Zjednoczonym Królestwie (choćby od problemów zdrowotnych męża), mamy za to wiele (zresztą urokliwych) historyjek z życia zwierząt, na czele z ukochanymi owcami, których psychologią jest wyraźnie zafascynowana oraz wiele ciekawostek z życia kornwalijskich farmerów. A ponieważ książka miała być opublikowana w gomułkowskiej PRL, autorka co chwila podkreśla dystans małżeństwa Kossak - Szatkowskich do polskiego środowiska emigracyjnego i wbija liczne szpileczki co bardziej znanym jej przedstawicielom.
Powtarzający się motyw to cierpienie, że swoją praca wraz z mężem budują Anglię, nie Polskę, wreszcie, że tyrając na farmie marnuje czas, który mogłaby poświęcić na pisanie książek. Jest tu trochę podlizywania się czynnikom opiniotwórczym w PRL, ale w jednym pisarka była szczera. Dylemat, czy lepszy na wolności kąsek byle jaki, czy w niewoli przysmaki rozstrzygnęła chyba pasja pisarska, którą na obczyźnie mogła realizować w sposób niedostateczny.

13 komentarzy:

  1. Izo jak wspaniale, że wróciłas do pisania! Już się zastanawiałam czy porzuciłaś bloga. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak łatwo porzucić bloga, chwila nieuwagi i znowu człowiek zaczyna pisać. Wszystkiego dobrego:).

      Usuń
  2. I ja się cieszę, że wracasz, może nowy rok przyniesie liczne powroty do blogowania:) Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, a ja życzę, żeby Nowy Rok u Ciebie okazał się łaskawszy od poprzedniego. Bo zaglądam na bloga i widzę, że poprzedni chyba za bardzo nie rozpieszczał...

      Usuń
  3. Z wiadomych względów zelektryzował mnie tytuł :P Od razu poleciałam przeczytać!
    Widzę, że próbujesz wrócić jak ja, więc życzę nam powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbuję, tak wyszło. Ale mam nadzieję, że może się uda trochę zreanimować to blogowe truchło.
      Co do tytułu, to faktycznie fajnei wyszło - uderz w stół...

      Usuń
    2. No pięknie, jestem nożycami :O
      Jakie truchło, nadal jędrne i interesujące!

      Usuń
  4. Miło Cię Izo znów czytać.....
    To ciekawe, że właśnie w Kornwalię wybierali polscy emigranci powojenni.

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze względów ekonomicznyc były te wybory. ale wyglada na to, że nieźle zdziadzieliśmy. Kiedyś polski emigrant, w sumie bez grosza, mógł sobie kupić wyspę, współcześni co najwyżej kupują na wyspach klaustrofobiczne segmenty wielkości schowka na szczotki...
      Najlepszego:).

      Usuń
  5. No, bym poczytała, co tam Kossak w Anglii robiła...
    Miło Cię tu widzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak to co, karmiła owce. I próbowała pisać, ale jak na jej normalne moce przerobowe, to faktycznie szło jej słabo.
      Dzięki:). I nawzajem:).

      Usuń
  6. "Wspomnienia z Kornwalii" czytałem w tamtym roku. Nie mogłem odpuścić ze względu na autorkę :) Przyznam, że nie ujęły mnie szczególnie. Zofię Kossak stać było na zdecydowanie ciekawsze i bardziej treściwe wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń