piątek, 6 lutego 2015

Listy do matki - Antoine de Saint-Exupery


Sporo się dowiedziałam z tego zbioru listów autora "Małego księcia". Pochodził z arystokratycznej (choć pewnie zubożałej) rodziny, połowa jego rodziny miała własne zamki. Liczne rodzeństwo także było utalentowane, niestety dwójka z nich przedwcześnie zmarła. Nastolatek Francois (zmarły na kardiologiczne powikłania reumatycznego zapalenia stawów) w ostatniej woli przekazał swojemu bratu rower, Marie Madaleine debiutowała równolegle z Antoinem, niestety - wydała tylko jedną książkę, zabiła ją gruźlica. Matka (od jakiejś jabłoni te jabłka ostatecznie pochodziły) była uznaną w swoim czasie malarką. Wreszcie Simone – starsza siostra zajęła się pracą naukową, ale podobno jej wspomnienia są nader ciekawe. Jedynie najmłodsza – Gabrielle, jakoś nie za bardzo wyżywała się artystycznie, pewnie dlatego, że wczesne zamążpójście, gromadka dzieci i rola “pani na zamku” (oczywiście), nie pozostawiło jej zbyt wiele mocy przerobowych.
Rodzeństwo de Saint Exupery
Antoine odebrał wykształcenia raczej humanistyczne, zemściło się to, gdy próbował się dostać do Szkoły Morskiej. Mimo kilku lat spędzonych w szkole przygotowującej do tejże i stosu wydanych na jego edukację franków, w końcu nic z tego nie wyszło. Pod koniec I wojny światowej wstępuje do wojska z zamiarem odbycia przeszkolenia lotniczego i to mu się udaje. Tu zaczna się historia, którą być może konsumenci popkultury i lektur szkolnych cześciowo kojarzą. Poczta lotnicza we francuskiej subsaharyjskiej Afryce, zbudowanie od podstaw Aeroposta Argentina, małżeństwo z “różą” (chimeryczną Consuelo). Druga wojna światowa, gdzie trochę powalczył piórem, a potem postanowił jednak przesiąść się na samolot (choć, już nawet ze względu na wiek, nie musiał). Wreszcie do dziś niewyjaśnione zaginięcie w czasie lotu nad Morzem Śródziemnym (w 1944).
Mimo wszystko trochę jednak żałuję przeczytania tych listów. Korespondencja z matką bywa czasem bardziej wstydliwa, niż z kochanką i to jest chyba ten przypadek. Wyboru dokonywała sama rodzicielka Antoine'a, nieproporcjonalnie dużo listów przypada na lata szkolne i początki pracy zawodowej (do roku 1923/24) i tam niestety, przyszłemu wielkiemu pisarzowi co raz wychodzą krótkie spodenki spod garnituru. Mama wykropkowała podobno co bardziej osobiste uwagi, ale kończącą niemal każdy list mantrę “przyślij pieniądze, mamusiu”, jednak zostawiła. Wprawdzie niemal naocznie widać, że Antoine dojrzewa, zaczyna bardziej chronić matkę, niż dociążać ją swoimi nastrojami, ale pewien dysonans w mej czytelniczej duszy pozostał. Jakoś nie rzuciłam się z zębami i pazurami, żeby odrobić zaległości w lotniczej prozie Saint-Exupery'ego. Boję się, że gdzieś mi zaświecą jego krótkie spodenki.
P.S. Być może nieco światła na układy Antoine' a z matką rzuciłoby umieszczenie w zbiorku także listów matki do syna?

Nieco więcej o rodzinie de Saint-Exupery:

Zdjecia: 1. empik.com; 2 gatsbyonline.com; 3. goodreads.com

6 komentarzy:

  1. Mam "Legendarną miłość" najwyższa pora ja przeczytać.... szkoda, że matka tak zaingerowała w jego listy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama już nie wiem, może te losty były specyficzne? Na pewno nie wywlekała żadnych brudów, a to i owo by się pewnie znalazło, zwlaszcza w kontekście żony.

      Usuń
  2. Czytałam Pamiętnik Róży jego żony. Pamiętam, że wydał mi się jednostronny i nieprzekonywujący. Wyłaniał się z niego bardzo nieciekawy obraz pisarza i moim zdaniem niezbyt prawdziwy. Wolę chyba pozostać przy Małym księciu, którego darzę ogromnym sentymentem. Czytałam też Nocny lot autora. A co do korespondencji też nie lubię kiedy jest jednostronna, bo daje to wypaczone spojrzenie na wzajemne relacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni chyba nie byli zbyt dobraną parą, więc musialy być ostre tarcia. Ze wsomnień chętnie przeczytałabym te siostry - Simone.

      Usuń
  3. O tak, też miałam po tej lekturze wrażenie, że z niego takie duże dziecko. W dodatku rozpieszczone. Znając Saint-Exupery'ego jako autora „Małego Księcia” i, tym bardziej, „Twierdzy”, jakoś sobie go człowiek inaczej wyobraża...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest z tymi intelektualistami. Taki Rousseau, piewca naturalnego wychowania, oddal wszystkie swoje dzieci do przytulku.
      Antoine to chyba nei najbardziej drastyczny przyklad, zreszta - z czasem zdecydowanie sie wyrabia, tylko listow z poxniejszego okresu mniej.

      Usuń