poniedziałek, 2 lutego 2015

Niebo w płomieniach, Jan Paradowski


Historia dorastania pewnego 17-latka z Lwowa (przed pierwszą wojną światową). Motyw przewodni to utrata wiary - średnio fascynujące są jednak te nastoletnie kryzysy, choć miewają skutki na całe życie.
Mam wrażenie, że od tego czasu nauka religii w szkołach poszła mocno do przodu i rozprawiła się z większością kwestii, na których poległa wiara Teofila Grodzickiego. Pamiętam np, ze jeszcze w podstawówce wałkowaliśmy temat, dlaczego teoria Darwina nie jest sprzeczna z wiarą w Boga. 
Kolejne deja vu to “książki zbójeckie”, nadal są, choć co sezon jest modne co innego. Ja w wieku bohatera natknęłam się na Kosidowskiego, teraz na czasie jest Dawkins i jego liczne mutacje (w tym takie adresowane do nastolatków). Nie trzeba się już specjalnie wysilać, żeby zostać ateistą w weekend. Sto lat temu nie było to jednak takie proste, zwłaszcza dla gimnazjalisty. Wówczas, co budzi w tej chwili nawet pewien szacunek, trzeba się było trochę napracować nad zbudowaniem nowego światopoglądu. O dziwo większy nacisk niż od rodziny szedł ze strony szkoły. Trzeba było przewalić sporą ilość zakurzonych tomów autorstwa różnych racjonalistów, żeby dać skuteczny odpór zaprawionemu w słownych potyczkach księdzu katechecie. Zastanawiam się, czy Parandowski jednak to nie przesadził. Siedemnastolatek, który na rok niemal odcina się od świata, żeby zbudować swoją nową wiarę/niewiarę? Bo tak należy ten nowy światopogląd traktować, pod koniec następuje nawet dość szczegółowe jej wyznanie (ze stwierdzeniem, że wierzy w atomy, no cóż). I chodzi tu o zwykłego siedemnastolatka, nie żadnego ekscentryka - średnio pilnego ucznia,  interesującego się dziewczynami. Coś mi się tu nie składa
Całość ratuje tło - czyli Lwów. Z przyjemnością teleportowałam sie znów do tego cudownego miasta w latach jego świetności. W realu pewnie nieprędko je znów odwiedzę, tu mogłam się rozkoszować lwowskimi spacerami do woli. Nawet, jeśli towarzyszył mi w nich irytujący Teofil Grodzicki.

Źródło zdjęcia:lubimyczytać.pl

9 komentarzy:

  1. Trochę inaczej wygląda "Niebo w płomieniach" gdy czyta się je z perspektywy nastolatka a nie osoby dorosłej, pamiętam jak wówczas byłem pod jego wrażeniem. Po latach to oczywiście już nie to ale widać, że okres "burzy i naporu" choć oczywiście w różnych przejawach jest stałym elementem dorastania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlow- właśnei tak, ekscytowała mnie to mniej więcej tak, jak perypetie z życia singli albo wyznania złych matek niemowlaków. I masz racje, kryzysy są naturalne dla młodych tak samo, jak pierwsze miłości, ale chyba jednak są mniej sexy.
      Ciekawe, czy ktoś z targetu to teraz czyta, bo coś mi się wydaje, że na to za bardzo trąci papierem.

      Usuń
    2. Żarty się Ciebie trzymają :-) grupa targetowa czyta 50 twarzy Greya, czy co tam teraz jest na liście bestsellerów i mogłaby mieć kłopoty z rozpoznaniem nazwiska Parandowski :-)

      Usuń
    3. Grupa targetowa to ci z ąę liceów. Ci jak najbardziej moga czytać coś w temacie, nie inaczej niż my x lat temu.

      Usuń
  2. no tak. Lwów wydaje się być tu jedyną rekompensatą za trudy brnięcia przez takie dylematy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej liczyłam na klimaty lwowsko-szkolne, ale dylematy egzystencjalne jednak zdominowały całość:(.

      Usuń
  3. Nie pamiętam czy czytałam w liceum, ale tytuł i autor są mi oczywiście znane, niemniej nawet jeżeli to nie sądzę, by mnie akurat dylematy wiary, nie wiary bohatera obeszły...chyba to jednak była literatura bardziej dla facetów....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy ja wiem, czy dla facetow? Po prostu Ci temat pewnei nei podszedl i tyle:).

      Usuń