sobota, 4 lutego 2012

"Kwitnące floksy" - Hanna Muszyńska Hoffmanowa

Czy blogi książkowe nadają się do prognozowania trendów? Jest to trudne, ale jeśli odsiać z nich nowości wydawnicze, to i owo daje się zauważyć.
Mamy boom na siostry Kossak (artystki i bujne osobowości), za nimi wracają też do łask lata międzywojenne. Jeśli relaks - to najlepiej przy powieści młodzieżowej, ale nie byle jakiej, tylko takiej, która opisuje życie na pensji.
Do łask wracają listy, pamiętniki, autobiografie - wszystko, co pozwoli na chwilę złapać klimat dawnych lat.
Bo to właśnie chyba "łapanie klimatu" jest tu wspólnym mianownikiem. Klimatu czasów, gdy jeszcze nie wszystko było z plastiku, i gdy nikt nie słyszał o tipsach.
"Kwitnące floksy" sytuują się gdzieś na marginesie tego nurtu. Przez to, że nie traktują o artystycznej bohemie, nie mogą liczyć na natychmiastowy podbój, ale są prawdziwym rarytasem dla czytelników spragnionych lektury zabawnej, ciepłej i relaksującej.

"Floksy" to fabularyzowane losy rodzin Glogerów i Rzędzianów w XIX wieku. Glogerowie to śląsko-niemiecka rodzina osiadła za czasów Króla Stasia na Podlasiu, (jej najsłynniejszym przedstawicielem był etnograf Zygmunt Gloger) Rzędzianowie zaś byli niczym nie wyróżniającą się szlachtą zagrodową (czyli de facto chłopami z herbem), których jeden z przedstawicieli została niemal w całości inkorporowany do sienkiewiczowskiego "Potopu".
Rodzinne historie zostały opowiedziane wyłącznie z kobiecej perspektywy - najpierw Agnieszki Rzędzianki, starej panny (słowo singielka jakoś zupełnie nie pasuje do tej osoby na okladce, nieprawdaż?:)), z monstrualnym ego, podkochującą się w swoim pracodawcy - Wilhelmie Glogerze (nie na tyle jednak, aby uczyniło to wyłom w jej szlacheckich zasadach - ponieważ jego herb był 300 lat młodszy, uważała go za zwykłego łyka), a następnie jej ciotecznej wnuczki - Anki.
To świat dworków, kuracji ziołowych, faktycznego matriarchatu w patriarchalnym świecie , artystycznych kontaktów (wielokrotnie pojawi się na kartach książki Kraszewski). Z rzadka tylko spokój zakłócają jakieś wojny lub powstania. Jeśli jednak, jak główna bohaterka, żyje się prawie sto lat i siłą rzeczy co jakiś czas uczestniczy się w pogrzebach ludzi o jedno lub dwa pokolenia młodszych (75 lat i już umarł? Zawsze wiedziałam, że jest niedojdą!), można traktować te kataklizmy dziejowe w zupelnie innej perspektywie.
Lektura szczególnie polecana na siarczyste mrozy:).


Źródła zdjęć:
1. Humanitas.pl
2. swiatcebul.pl

12 komentarzy:

  1. musi być fajne, szkoda, że właśnie dopiero co wróciłam z biblioteki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W razie czego mam i nie wywalam:).

      Usuń
  2. blogi nie tylko nadają się do prognozowania trendów ale i do ich kreowania :-) i nie piszę tego z marketingowym przekąsem. blogi po prostu są opiniotwórcze bo pisze je wiele ludzi z pasją :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina- pełna zgoda:). Jednak, żeby trend się przyjał musi też istnieć zapotrzebowanie na niego:).

      Usuń
  3. Po "Różach dla pensjonarki" zaopatrzyłam się w zapasik książek Muszyńskiej Hoffmannowej. Mam również "Floksy" i jak widzę, mam też w związku z tym powody do radości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lirael, podziwiam Twoją zapobiegliwość:). Mnie nader łaszczy cykl o wielkich Polkach, zwłaszcza - Joanna Grudzińska, było nie było kochanka księcia Konstantego:).

      Usuń
  4. Tak, tak, ja nie o Hoffmanowej, a o trendach, przez nie sięgnęłam po Klaudynę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnes,
      Ty i ak jesteś wyjątkowo odporna na trendy i naciski:). Zawsze chodzisz swoimi ścieżkami:).

      Usuń
  5. U mnie Hoffmanowa pewnie koło wakacji się pojawi - bo prawie wszystkie jej książki czytałam we wczesnej młodości i wypada sobie powtórzyć...
    Plan jest taki, że przejdę do końca Kraszewskiego (znaczy się jego "Dzieje Polski") a potem pani Hanna...
    Jeszcze mi się Rodziewiczówna marzy... Ale to już chyba plany na przyszły rok:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu,
      wydaje mi się, że chętnych na czytanie Rodziewiczówny może być więcej:). Sama jeszcze o tym nie myślałam, ale to nazwisko co chwila się przebija w planach czytelniczych:).

      Usuń
  6. Izydorze, miło się czytało i szkoda, że egzemplarz spocznie n gr ziemi, ale nie mam siły go taszczyć do PL:)
    mam za to ochotę na inne książki tej autorki

    Blog o życiu & podróżach
    Blog o gotowaniu

    OdpowiedzUsuń