"Ludzie nie powinni wiedzieć dwóch rzeczy: jak się robi politykę i jak się robi kiełbasę"[1]. Nie jest wykluczone, że zabierając się do pisania "Brühla" Kraszewski znał to powiedzenie Bismarcka i postanowił dać czytelnikowi krótki przewodnik po kuchni politycznej w formie literackiej. Opisuje początek kariery Henryka Brühla (1700-1763), wieloletniego pierwszego ministra Saksonii za panowania Augusta III.
Poznajemy go najpierw jako 20-letniego pazia, który zaprzyjaźnia się z sekretarzem Augusta II, tylko po to, aby niedługo potem wbić nóż w plecy staremu pijaczynie i samemu zająć jego miejsce. Dziesięć lat później Brühl bryluje już jako sekretarz do spraw akcyzy (czyli szef ówczesnego urzędu skarbowego). W mistrzowski sposób unika mielizn w czasie, gdy następuje zmiana na tronie, po czym dochodzi do decydującego starcia - z faworytem Kurfürsta, Józefem Sułkowskim (notabene, biologicznym synem Augusta II). W tym celu zbroi się po zęby, poczynając od zmiany religii, a raczej równoległego wyznawania dwóch na raz (co ułatwia mu zdobycie zaufania księżnej Józefy z Habsburgów- żony Augusta) aż po wybór żony - podwójnie trudny, gdyż kandydatka miała jednocześnie pełnić funkcję kochanki szefa (Kurfürsta).
Lektura jest świetna w opisie wszystkich sztuczek, podstępów i nieczystych zagrań. Nie zszokowały mnie, gdyż wiem, że częścią składową warsztatu skutecznego polityka są trudne sojusze, zgniłe kompromisy, czasem wyrzucenie za burtę zbędnego balastu w postaci do niedawna ulubionego kolegi. Mówi się, że cel uświęca środki, jednak w którymś momencie Brühl przesadził, z prywatnych pobudek działając na szkodę swojego państwa. Ludzie często zajmują się się polityką często z egoistycznych względów, jednak dobrze, aby działali przy okazji w interesie zbiorowości, którą reprezentują. Ci, którzy połączą skuteczność z dbałością o dobro wspólne (choćbyśmy nawet się upierali, że jest ono formą "większego egoizmu"), nawet, jeśli przy okazji zadbają o dobro własne czeka zaszczytny tytuł mężów stanu. Dziwnym trafem o Brühlu nikt tak nie mówi:).
Odniesienia do współczesności? Niestety jest ich więcej, niż byśmy chcieli. Działalność, jaką uprawiał Brühl szczególnie dobrze pasuje do ustrojów o niskim stopniu aktywności obywatelskiej. Należy do nich monarchia absolutna (nie wiem, czy w Saksonii występowała w czystej formie) i niestety należy do nich nasza kulawa demokracja, a to przez to, że ze względu na dziedzictwo rozbiorów i komunizmu, wciąż mamy mentalność postkolonialną i nie mamy tendencji do kontrolowania władzy. Stąd tabun Brühlów poczynając od szczebla gminnego i powiatowego. Na szczęście - żaden z nich nie ma talentu pierwowzoru:).
Poznajemy go najpierw jako 20-letniego pazia, który zaprzyjaźnia się z sekretarzem Augusta II, tylko po to, aby niedługo potem wbić nóż w plecy staremu pijaczynie i samemu zająć jego miejsce. Dziesięć lat później Brühl bryluje już jako sekretarz do spraw akcyzy (czyli szef ówczesnego urzędu skarbowego). W mistrzowski sposób unika mielizn w czasie, gdy następuje zmiana na tronie, po czym dochodzi do decydującego starcia - z faworytem Kurfürsta, Józefem Sułkowskim (notabene, biologicznym synem Augusta II). W tym celu zbroi się po zęby, poczynając od zmiany religii, a raczej równoległego wyznawania dwóch na raz (co ułatwia mu zdobycie zaufania księżnej Józefy z Habsburgów- żony Augusta) aż po wybór żony - podwójnie trudny, gdyż kandydatka miała jednocześnie pełnić funkcję kochanki szefa (Kurfürsta).
Lektura jest świetna w opisie wszystkich sztuczek, podstępów i nieczystych zagrań. Nie zszokowały mnie, gdyż wiem, że częścią składową warsztatu skutecznego polityka są trudne sojusze, zgniłe kompromisy, czasem wyrzucenie za burtę zbędnego balastu w postaci do niedawna ulubionego kolegi. Mówi się, że cel uświęca środki, jednak w którymś momencie Brühl przesadził, z prywatnych pobudek działając na szkodę swojego państwa. Ludzie często zajmują się się polityką często z egoistycznych względów, jednak dobrze, aby działali przy okazji w interesie zbiorowości, którą reprezentują. Ci, którzy połączą skuteczność z dbałością o dobro wspólne (choćbyśmy nawet się upierali, że jest ono formą "większego egoizmu"), nawet, jeśli przy okazji zadbają o dobro własne czeka zaszczytny tytuł mężów stanu. Dziwnym trafem o Brühlu nikt tak nie mówi:).
Odniesienia do współczesności? Niestety jest ich więcej, niż byśmy chcieli. Działalność, jaką uprawiał Brühl szczególnie dobrze pasuje do ustrojów o niskim stopniu aktywności obywatelskiej. Należy do nich monarchia absolutna (nie wiem, czy w Saksonii występowała w czystej formie) i niestety należy do nich nasza kulawa demokracja, a to przez to, że ze względu na dziedzictwo rozbiorów i komunizmu, wciąż mamy mentalność postkolonialną i nie mamy tendencji do kontrolowania władzy. Stąd tabun Brühlów poczynając od szczebla gminnego i powiatowego. Na szczęście - żaden z nich nie ma talentu pierwowzoru:).
Ciekawostką był dla mnie scenki z początków dziennikarstwa, a mianowicie niepokorny pismak obowożony za swe paszkwile przeciw władzy po mieście na ośle. Sceneria od czasów saskich jednak bardzo się zmieniła:).
[1] To luźna parafraza, zresztą większość polskich tłumaczeń powiedzenia Bismarcka brzmi nieco inaczej niż oryginał. Dokładna treść po niemiecku tutaj (pozycja 5).
To co pisał Kraszewski w Brulu ma odzwierciedlenie w dzisiejszych czasach.
OdpowiedzUsuńjeszcze nie czytałam, więc nie wiem...
OdpowiedzUsuńBardzo, ale to bardzo dawno temu czytałam tę powieść Kraszewskiego, ale pamiętam, że bardzo mi się podobała. Z tego, co pamiętam zaczęłam sprawdzać fakty opisane przez autora, bo o Bruhlu w szkole na lekcjach historii nic się nie dowiedziałam:) Te moje ówczesne poszukiwania to najlepszy dowód, że książka i temat mnie zainteresowały.
OdpowiedzUsuńNie sprawdzałam czy w ramach Projektu Kraszewski ktoś z Was czytał "Dwie królowe", które przedstawiają całkiem nieprawdziwą wersję historii Zygmunta Augusta i jego pierwszych dwóch żon z demoniczną królową Boną w tle, ale ta akurat propozycja JIK mnie nie przekonała.
Monika,
OdpowiedzUsuńtemat jest niestety ponadczasowy.
Bluedress,
mam nadzieję, że Ci się uda:).
Kaye- tematy saskie miał Kraszewski nieźle opanowane, siedzial na wygnaniu w Dreźnie, więc tamtejsze archiwa przekopał od A do Z. Zdarza się, że streszcza po jakimś autorze (z zaznaczeniem) źródła całe sceny. Byla np taka z przebranymi zwierzętami w charakterze nagród na polowaniu. A i ta z dziennikarzem i osłem jest chyba autentyczna.
OdpowiedzUsuńZa demoniczną Bonę jeszcze się nikt nie zabrał, ale słyszalam już narzekania na nieścisłości we wczesnych tomach "Dziejów Polski".
Znów "Bruhl"?
OdpowiedzUsuńChyba i ja powinnam "pobruhlować"
monotemo- czy nie byłoby to monotematyczne:)?
OdpowiedzUsuńBrylujący Brühl intryguje mnie od dawna, choć powieści jeszcze nie czytałam. Twoja recenzja potwierdza, że to jedna z bardziej udanych powieści JIKa, a bohater tytułowy - mimo zastrzeżeń natury etycznej - to chyba jedna z ciekawszych postaci stworzonych przez Kraszewskiego.
OdpowiedzUsuńPismak obwożony na ośle musiał stanowić widok tyleż malowniczy, co przygnębiający. :)
Lirael, myślę, że rzeczywiście Bruhl zdeklasował konkurencję, może poza nadobną Serafiną (choć to inna kategoria:)).
OdpowiedzUsuńCo do pismaka- widok byl głównie przygnębiający:(.