
W każdym razie- wydaje się wyspy greckie mają wyjątkową moc zabliźniania ran i kojenia.
Podobną opinię- czarodziejki potrafiącej krzepić serca i łagodzić złe nastroje ma irlandzka mistrzyni opowieści- Maeve Binchy. Tak więc, w przypadku takiego właśnie połączenia (Binchy+ wyspy greckie) możemy się spodziewać dawki podwójnego ukojenia, które w przypadku jednostek bardziej podatnych, da się nawet wykorzystać medycznie (a dokładniej anastezjologicznie).
Fabuła? Proszę bardzo- czworo rozbitkow życiowych zostaje przypadkowymi świadkami zatonięcia statku wycieczkowego na wyspie Anna Aghia. Splot okoliczności sprawi, że zbliżą się dużo bardziej , niż przystało na zwykłych turystów, i to nie tylko ze sobą, ale również z miejscową ludnością.
Dzięki wzajemnej pomocy, a także pomocy wścibskiego i antypatycznego irlandzkiego babska imieniem Vonnie, uda im się rozwiązać swoje życiowe problemy, a także poszerzyć horyzonty.
Polecam szukającym szybkiego znieczulenia (a nie mającym pod ręką wyrobów spirytusowych).
Acha- w

*Gdyby kiedyś zawędrowała w te rejony netu- serdecznie pozdrawiam!
Do czytania tej autorki dopiero się przymierzam, ale przyznam, że gdyby nie blogowe opinie NIGDY nie ruszyłabym książek 'ozdobnych' w takie okładki! Polscy wydawcy sami sobie nogę podłożyli w tym wypadku.
OdpowiedzUsuńPóki co mam na półce dwa inne tytuły z dorobku Binchy, ale jeśli mnie nimi nie zrazi to poszukam też tego greckiego :)
O, Grecja, Grecja, sama bym wyjechała, choc teraz pewnie raczej zacznie się pisać o duchowych eksodusach do Portugalii jako nowego raju objawionego (obecnie jestem wciąż na etapie czytania "Świni w Prowansji" wg nieśmiertelnego schematu wyższa kadra z USA zaczyna żyć prostym życiem we Francji, używając wszędzie, gdzie się da w książce fr słownictwa nawet na określenia w stylu "kura w oliwkach". Jeśli jesteś szczęśliwą właścicielką dziełka "Noce deszczu.." z chęcią pożyczę;)
OdpowiedzUsuńMaioofka, ta okładka to jeszcze nic, hitem sezonu są te z Prószyńskiego,z serii Pod różą bodajże, z jakimiś powyginanymi parami na okładce. Pewnie musiałabym to w gazetę obłożyć przy lekturze, żeby domownicy się ze mnie nie nabijali.
OdpowiedzUsuńOla, niestety rzeczone dziełko właśnie dziś zostało wysłane do... Hajnówki.
Co do Portugalii- turystaycznie jest to region chyba już dość dopieszczony, ale na eksploatację literacką rzeczywiście dopiero czeka:).
ok, będę polować w bibliotece, za skąpa jestem jeśli chodzi o wydawanie na dzieła jednorazowego użytku (nie dotyczy ubrań;-)
OdpowiedzUsuńMój egzemplarz byl ze szmateksu za parę zł, tylko 3ba mieć w okolicy taki, który sprowadza również książki.
OdpowiedzUsuńBinchy dość często się pojawia w ofercie:).